Mikołaj Ratajczak - Pomiędzy „co” i „jak” polityki – komentarz do spektaklu nadchodzących wyborów

Wszystkim, którzy nie za bardzo mają pomysł, jak intelektualnie i emocjonalnie stawić czoło czekającym nas tygodniom życia politycznego naszego skrawka świata, proponuję następującą, skrajnie perwersyjna rozrywkę: znajdźcie sobie osobę, która szczerze cieszy się z sytuacji nadchodzących wyborów prezydenckich.

Zapytajcie, skąd jej radość się czerpie i czym ją uzasadnia. Jeśli spotkacie kogoś, kto odpowie na Wasze pytania w sposób, który przynajmniej na pierwszy rzut oka nie jest albo ideologiczną fasadą jednej z chwalebnie nam panujących partii, albo dyskursem wewnętrznie sprzecznym, to gwarantuję Wam rozrywkę intelektualną pierwszej klasy. Możecie na tej osobie testować wszelkie znane Wam hermeneutyki podejrzeń, teorie krytyczne czy nawet najsubtelniejsze metody dekonstrukcji – rozgryzienie jej nastawienia, Weltanschauung czy chociażby wizji życia politycznego będzie na pewno nie lada ciekawym zadaniem.

Nawet tego typu sadomasochistyczna przyjemność (jouissance?) nie będzie jednak w stanie stłumić uporczywej myśli, że porażka polityki opartej na reprezentacji osiąga w Polsce swój kolejny etap. Trudno oczywiście powiedzieć, na ile ten postępujący proces depolityzacji jest czymś inherentnie przynależnym demokracji parlamentarnej, na ile tylko jednym z jej możliwych modi. Jedno jest jednak pewne – jeśli nie dojdzie do tak często poszukiwanego ostatnio w filozofii politycznej „cudu” czy „wydarzenia”, w drugiej turze wyborów znacząca część społeczeństwa nie będzie miała możliwości wyboru „swojego” reprezentanta. I to chyba pod kątem każdej możliwej linii różnicy przecinającej ciało społeczne – różnicy klasowej, majątkowej, seksualnej, światopoglądowej, religijnej itd.

Życie polityczne, tak samo zresztą jak teoria życia politycznego, są nieustannie rozciągnięte pomiędzy dwoma biegunami. Bieguny te to dwa pytania – jedno to leninowskie pytanie „Co robić?”, a drugie pytanie Arendt „co to znaczy działać politycznie”. Relacja pomiędzy tymi dwoma pytaniami, ich specyficzna dialektyka, stanowi o dynamice danej teorii czy też danego bios politikos tej czy innej grupy społecznej. To, w jaki sposób odnosimy te dwa pytania do siebie konstytuuje w znacznym stopniu specyficzne dla aktywności politycznej – dla życia społeczności – doświadczenie temporalności i rytmu. Dlatego też miejscem, w którym powinna rodzić się wszelka nowa refleksja nad polityką, życiem politycznym i społecznym, jest właśnie owo miejsce nie-miejsce, w którym zbiegają się te dwa pytania.

Ciągłe oscylowanie między dawaniem odpowiedzi na pierwsze lub drugie z tych pytań jest stawką, o którą toczy się gra. Oscylowanie to ma charakter zarówno strategiczny, taktyczny jak i filozoficzny – może przybrać postać decyzji o wejściu w życie polityczne, przyjęcia bądź odrzucenia instytucjonalnej i społecznej rzeczywistości politycznego sporu, próby transformacji pola politycznego „z zewnątrz” bądź także próby sformułowania od podstaw abstrakcyjnej wizji tego, czym byłoby życie polityczne – czy też dekonstrukcji takowej.

Sama rzeczywistość zmusza jednak do tego, by przesuwać akcent z jednego pytania na drugie. Co można bowiem robić w obliczu tak daleko posuniętego spektaklu i fasady demokratycznego wyboru i demokratycznego modelu sprawowania władzy? Czy nadchodzący czas będzie okresem myślenia i tworzenia nowych wizji rzeczywistości społecznej, przeformułowania stanowisk i przepracowania teoretycznych błędów (do czego, jak to czasami mam wrażenie, chce nas czasem przekonać Žižek – iż niewiele więcej nam tak w zasadzie pozostaje)? Lecz czy czasem położenie akcentu praktycznie wyłącznie na „jak działać politycznie” nie jest równie niebezpieczne co jego pominięcie na korzyść „co”?

Moją propozycją byłoby wzbogacenie tej jednak zbyt binarnej dynamiki o trzecie pytanie (nie twierdząc bynajmniej, że tym samym można by wyczerpać bogactwo dynamiki życia politycznego) – „gdzie” polityki. W obliczu tak zaawansowanego oddzielenia się „zawodowych polityków” od tkanki społecznej, należy pytać – usilniej niż zwykle – gdzie jest miejsce polityki. Gdzie znajdują się istotne dla niej problemy, gdzie lokują się żywotne dla niej konflikty, gdzie w końcu wytwarzana zostaje rzeczywistość społeczna - wartości, idee, afekty, dobra itd., które budują przecież nasz świat. Jeśli bowiem ciągła opozycja między „co robić w polityce” i „co to znaczy działać politycznie” pozostawia nas tak naprawdę wciąż w szponach albo mechanicznego zarządzania (gdy istota działania politycznego wyprowadza jest z tego, co już robimy) albo teologii politycznej (która cele wyprowadza z abstrakcyjnej idei polityczności), to poszukiwanie nowych przestrzeni dla życia politycznego i nowych perspektyw dla realnie przebiegających procesów jest dla obecnego czasu najlepszą drogą do refleksji nad możliwością wydarzenia i cudu.

• • •

Mikołaj Ratajczak - (urodzony w 1986 r.) redaktor czasopisma "Praktyka Teoretyczna", członek zespołu Pracowni Pytań Granicznych UAM, koordynator Projektu Agamben (2008/2009) oraz Projektu Biopolityka (2010). Studiuje filozofię i germanistykę. W wolnym czasie uprawia eskapizm strategiczny.

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego