Mariusz Pisarski - Mój brat Winnetou
Historia sztuki nigdy już nie będzie taka sama. W multikulturowej klasie, w której w pierwszym rzędzie siedzą skupione japońskie pupilki, w oślej ławce czarnoskóre rozrabiaki, a na samym końcu rozleniwione brazylijskie machątka, musi się dostosować do panującego tu globalnego mikroklimatu.
W konsekwencji stać się lekturą wyboru alternatywnych, równoległych, konkurujących ze sobą kanonów. Ich płaszczyzna może być tylko płaszczyzną postkolonialną. Blada twarz, reprezentowana przez naszą bawiącą się iPodami dzieciarnię, postawiona przed wyborem kanonu, i wolna od wielkiej narracji sztuki Zachodu, może na tym tylko skorzystać.
Jeśli w klasie przerabiana ma być sztuka wieków średnich, to dlaczego kurczowo trzymać się opowieści o podbojach Piastów i mozolnym zamienianiu Polski drewnianej na Polskę murowaną, gdy w tym samym czasie, nad brzegami rzeki Mekong, rozkwitała cywilizacja Khmerów z milionową metropolią Anghkoru. Paryż miał wówczas 250 tysięcy mieszkańców, Kraków - zaledwie 20 tysięcy. Wzniesione pośrodku dżungli kamienne wieże do dziś zapierają dech w piersiach. Dlaczego zatem poświęcać im wzmiankę na marginesie, a nie kilka fascynujących lekcji ? Dlaczego nie dać dzieciakom wolnej ręki, niech się uczą o czym chcą, byle tylko była to wiedza solidna i umiejscowiona w wyznaczonym kontekście.
Powiedzmy sobie szczerze: kanon piękna, złotousta mowa o postępie sztuki i - być może najbardziej subtelna z nich, wszczepiana w nas od dziecka - wiara w geniusz artysty to pojęciowe konstelacje pewnej określonej cywilizacyjnej formacji. Nie istniała ona od zawsze i nie ma gwarancji, że istnieć będzie po wsze czasy. Michał Anioł mnie nie kręci, nie wierzę w Leonardo, czuję się nieswojo na Placu świętego Piotra. I co teraz ? Mam iść do spowiedzi i poczekać aż padre Gombrich mi odpuści? Nie. Wystarczy, jeśli swojej tradycji szukać będę gdzie indziej. Jeśli odnajdę ją w abstrakcyjnych wzorach na szatach plemienia Mbouti, w opowieściach malowanych aborygeńską ochrą lub w dramatycznym przysiadzie azteckiej bogini Tlazelteorl rodzącej boga labiryntu. Nie jest to ględzenie postmodernistycznie i postkolonialnie przegrzanego umysłu, lecz wnioski z nauki, której udzielać zaczął już Gauguin, kontynuował Henry Moore, Modigliani - a nawet Keith Haring.
Nawet historia sztuki najnowszej nie skąpi w przykłady ignorowania szerszych kontekstów kulturowych przy formowaniu kanonu. Przykładem choćby wampum - indiański pas z muszel i korali, który na równi z memexem Vannevara Busha czy Xanadu Teda Nelsona mógłby stanowić punkt odniesienia dla cyfrowej sztuki nielinearnej i interaktywnej. Jednak nie stanowi. Wyrosła na gruncie amerykańskim teoria i historia hipertekstu tradycyjnie zignorowała spuściznę pierwotnych mieszkańców Ameryk, sięgając do Laurence'a Sterne'a, ale nie sztuki Irokezów, chociaż ta ostatnia mogłaby kanon urozmaicić.

Wampum używane było do zapisu i odczytywania tekstów rytualnych, ustaleń pokojowych, przysiąg małżeńskich. Połączone ścięgnami bawołów białe, różowe lub czarne muszle małży stanowiły węzły w widocznej, dającej się dotknąć i odkodować sieci relacji. Było ono czymś więcej niż narzędziem mnemotechnicznym czy - w czasach kolonialnych - walutą. Jak przekonuje amerykańska studentka retoryki Angela M. Hass, wampum to żywa retoryka, kod i kompresja informacji, zapis odziedziczonej wiedzy zapisanej za pomocą połączonych z sobą, nielinearnych wzorów. Indianie - mówi Hass - od zawsze byli hipertekstualni. Sposób odczytania zakodowanej w wampum wiadomości nigdy nie był dowolny. Użycie określonego koloru, rodzaj wzoru, sposób nanizania muszel, składały się instrukcję obsługi semiotycznej maszyny wampum. Równoległe, lecz rozdzielone innym kolorem pasy wampum przymierza mówią na przykład o dwóch szczepach, które od tej pory żyć mają w zgodzie, blisko siebie, odsunąwszy na bok rozlew krwi (różowe elementy na obrzeżach pasa). Ten na poły odkodowywany, na poły symboliczny przekaz, zmienia się oczywiście wraz z nadawcą, jedno plemię odczytuje go na nieco inny sposób, niż plemię po drugiej stronie doliny.
Można powiedzieć, iż historia, którą próbuje nam przedstawić Hass, stawianie wampum obok memexu i Xanadu, jako kolejnego filaru tradycji sztuki nieliniowej, jest historią naciąganą. Być może. Nawet gdyby tak było, choć wątpię, warto w ową alternatywną opowieść się wsłuchać i mieć jej świadomość.
• • •
Mariusz Pisarski - (urodzony w 1973 r.) redaktor naczelny serwisu Techsty - Literatura i Nowe Media. Kurator, tłumacz i producent literatury hipertekstowej.
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
