Mariusz Pisarski - Metamorfozy komiksu cyfrowego
Jeśli rozwścieczył cię szef i chciałbyś mu odpowiedzieć w duchu Szlachetnej Ścieżki, czyli twórczo, to wyślij mu własnego Dilberta. Pozwala na to sieciowa wersja komiksu. A to zaledwie czubek góry lodowej. Cyfrowe dominium całemu gatunkowi obiecuje dużo więcej.
Pierwszy stopień cyfrowej przemiany, jaką przechodzi przywiązana do papieru obrazkowa forma fabularna ilustruje raz jeszcze przypadek Dilberta, gdy na marginesach komiksowego paska Scott Adams umieszcza swój adres e-mail. “Bez sygnałów z zewnątrz, całość zakończyłaby się na 100 odcinkach. Przed e-mailem nie był to nawet komiks biurowy, a sam Dilbert rzadko pokazywał się w pracy. To czytelnicy powiedzieli mi, co im się najbardziej podoba i dopiero w tym momencie ruszyliśmy pełną parą” - mówi Adams. Globalność i natychmiastowość cyfrowej komunikacji zrobiła tutaj swoje w postaci spotęgowanego efektu Dickensa i jego powieści w odcinkach. Przypomnijmy, powstawały one przy nieustannym nasłuchu publiczności. Adams ma jednak przewagę nad Dickensem. Doradza mu chór fachowców, zgłaszających się z całego świata hardcorowych miłośników komiksów i sfrustrowanych pracowników biurowych. Zbierający strzępki głosu ludu na londyńskim bruku autor Klubu Pickwicka takiego komfortu nie miał.
Drugi poziom metamorfozy komiksu wytycza wielokanałowość nowych mediów. Zark - pionierski komiks sieciowy z 1995 roku już w początkowych panelach swojej międzygalaktycznej opowieści pokazuje, jak można wzbogacić gatunek. Mrugają tam gwiazdy oglądane z okien stacji orbitalnych, połyskują kontrolki pulpitów, a niezadowolony awatar na zebraniu korporacji wyraźnie i dosłownie promieniuje gniewem.

Komiks zostaje zatem wzbogacony o efekty animacji. Kolejni pionierzy dygitalizacji dodają efekty dźwiękowe, filmowe i wszelkie inne, multimedialne fajerwerki. Na szczęście pojawiają się wołania o zachowanie umiaru i rozsądku. “Nie tędy droga” - ostrzega guru teorii komiksu Scott McCloud, stanowczo sprzeciwiając się zacieraniu tożsamości gatunku i wskazując na bardziej istotne problemy, jakie rozwiązać musi cyfrowy komiks. Co zrobić, by ekranowy interfejs był przeźroczysty i nie zauważalny jak tradycyjny papier i na pierwszy plan wysuwał to, co najważniejsze: dobrze (komiksowo) opowiedzianą historię? McCloud wypowiada wojnę przyciskom i paskom przewijania, wprowadzona zostaje reguła “jeden panel na raz”, znikają tradycyjne przyciski “dalej” i “wstecz”. Cel jest jeden: uczynić komiks cyfrowy tak skutecznym nośnikiem fabularnym jak manga. Każdego poranka w tokijskim metrze czytają ją miliony. Lektura mangi potrafi rozwinąć ponaddźwiękową prędkość Concorde'a - pojedynczą stronę przemierza się średnio w 3 i pół sekundy. Jednak jeśli komiks cyfrowy ma osiągnąć ten sam stopień przeźroczystości, to jego cyfrowość zostaje automatycznie anulowana. Po co odpalać komputer, skoro możemy sięgnąć po książkę i to samo uczynić nawet lepiej.
Istnieje na szczęście trzeci stopień przekształceń, jakim komiks podlega w nowych mediach. Opiera się on na umiejętnie wykorzystanej numeryczności nośnika cyfrowego. “Autor może kontrolować sposób prowadzenia opowiadania jak nigdy wcześniej” - ogłasza Yves Bigerel w 2009 roku, w duchu pionierskich manifestów pierwszych teoretyków i twórców hipertekstu sprzed dwóch dekad. W swoich wystąpieniach Bigerel zachęca do takich zabiegów jak poszerzane lub pojawiające się “znikąd” panele, znikające rysunki, które ustępują miejsca kolejnym ilustracjom, wywoływane kliknięciem dymki, i szereg innych efektów, których nie da się osiągnąć w komiksie drukowanym. Jednym z komiksów inspirowanych “czułą na medium” propozycją Bigerela jest Red Light Properties Dana Goldmana - pierwszy od lat komiks, który czytam z zapartym tchem i od deski do deski.

Red Light Properties działa na zasadzie tekstu rozciągłego (ang. stretchtext), konsekwentnie pokazując w danej chwili tylko jedną cząstkę ilustrowanej opowieści, podobnie jak dialogu. W efekcie komiks dostosowuje się do rytmu lektury poszczególnego czytelnika, można nawet powiedzieć - do rytmu jego serca. Połączenie tej naturalnej interakcji ze świetną, obyczajową fabułą nie może zakończyć się klęską. Ale to zapewne dopiero początek. Cyfrowy komiks wkracza w nowy etap rozwoju..
• • •
Mariusz Pisarski - (urodzony w 1973 r.) redaktor naczelny serwisu Techsty - Literatura i Nowe Media. Kurator, tłumacz i producent literatury hipertekstowej.
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
