Mariusz Pisarski - Demoscena: klasztor Shaolin sztuki współczesnej

Zadowolony z siebie prezenter, kołysząc na nogach swój hollywoodzki uśmiech i poklaskując w dłonie zapowiada atrakcję wieczoru: premierę odtwarzacza wideo na komputer ZX Spectrum o procesorze 3,5 kHz - 10 tysięcy razy słabszym niż dzisiejsza średnia, o tysiąckroć mniejszej pamięci ram (128 kB), pięciokrotnie mniejszej rozdzielczości ekranu (256×192 pikseli) i w zaledwie 16 kolorach.

Towarzyszący prezentacji rytmiczny chrobot równie prymitywnej karty dźwiękowej, wydobywany z trzykanałowego generatora mógłby zawstydzić najśmielsze tonalne wybryki zespołu Atari Teenage Riot. Całej prezentacji daleko od budującej pompatyczności, która zazwyczaj towarzyszy komputerowym premierom. Przesiąknięta godną Duchampa ironią, korzystająca z technik remiksu i z ducha postprodukcji, odbyła się nie w głębokich latach osiemdziesiątych, lecz kilka tygodni temu.

 

Divideo - premiera 8 bitowego Media Center

 

To pokaz dema, na demo-party, oglądany przez grupę zapalonych fanów i programistów, uczestników demosceny. Jej głównym celem jest pokaz umiejętności adeptów sztuki kodu, którzy chcą “wycisnąć” z 30 letniego komputera niewydobyty dotąd potencjał procesualny, a przy okazji - artystyczny. Tak powstaje swoista komputerowa opera. Kod, grafika, muzyka, animacja i design składają się tu na śpiew maszyny, który nigdy nie jest łabędzim. Po oklaskiwanych dziś wyczynach jednej grupy programistów, przyjdzie czas na kolejne, które podniosą poprzeczkę jeszcze wyżej, by w anty-establishmentowym stylu (tego nie znajdziecie w Zachęcie ani w Tate Modern) pokazać granice możliwości człowieka, w którego rękach znalazła się prymitywne, 8 lub 16 bitowe narzędzie.

Demoscena warta jest uwagi nie tylko z racji pionierskiej wobec sztuki nowych mediów roli, o której zapominają podręczniki. Prędzej czy później cesarzowi odda się to co cesarskie. Bardziej niż historyczne, fascynują jej aspekty formalne. Po pierwsze twórcy demosceny, jak dziś już chyba nikt inny, hołubią sztukę obostrzeń.
To ona leży u źródeł i definiuje tę subkulturę. Nie są to jedynie obostrzenia sprzętowe, lecz logiczne. Prymitywnemu hardware'owi musi towarzyszyć genialny software, jeśli tak się nie dzieje, potencjał doskonałej synergii zostaje zaprzepaszczony, cała zabawa trącić zaczyna fabryczną nudą i źle spożytkowanym testosteronem miłośników retro sprzętu.

 

Polska grupa Altair - demo Loopback

 

Programista demosceny bardziej przypomina biegłego w algebrze Boole’a pisarza-matematyka z grupy Oulipo niż ponadprzeciętnie uzdolnionego członka klubu modelarzy i miłośników kolei żelaznej. Po drugie, demoscena promuje rzadki artystyczny gest. Historia sztuki przypisuje go przypływom olśnienia lub szaleństwa twórców, delegując ewentualnie w domenę co śmielszych performance. Historia religii wskazuje na mandalę: malowidło-instalację, pieczołowicie układane z kolorowych ziarenek piasku po to, by po ukończeniu zostać zniszczone. Gotową, usypaną mandalę rozsypuje się na wietrze lub wrzuca w nurt rzeki. Podobny gest zdają się promować twórcy 8 bitowej sztuki. Otóż polską demosceną zatrząsnął ostatnio mały skandal. Członek jednej z grup ostentacyjnie wrzucił dyskietkę z nagrodzonym demem do ogniska. Poruszenie wśród fanów próbują łagodzić na Retroblogu weterani sceny:

każdy kto zrobił choć jedno demo wie, że największą frajdą jest proces jego wymyślania, tworzenia, przełamywania barier. później jest dreszczyk emocji przy pierwszym pokazie. a po pokazie to już jest 'po zawodach', emocje opadają do zera (chyba że ktoś jara się chartsami)

Inny komentator wtóruje:

Dema są przykładem sztuki dla sztuki. Nie mają celu, nie spełniają żadnej użytecznej funkcji, ich twórcy tworzą je tylko dla fun'u. Nie widzę więc sprzeczności między losem który spotkał to demo a samą ideą dema. Sztuka była? Była. Fun dla twórców był? Był. Tadaaam

Za buddyjską mandalą stoi vanitas, za demoscenową prezentacją kryje się hybris. Różnica zasadnicza. Jednak młodzieńcze przechwałki programistów są niczym w porównaniu z gargantuiczną inflacją ego charakterystyczną dla współczesnych karier pokroju Damiena Hirsta czy Tracey Emin, inflacją zyskującą taki poklask, iż nawet koza z nosa artysty pretenduje do miana dającego się dobrze sprzedać obiektu sztuki. Na tle tego powszechnego trendu amatorzy 8 bitowej sztuki jawią się jako mnisi w czerwonych szatach i konklawe czystej formy.

• • •

Mariusz Pisarski - (urodzony w 1973 r.) redaktor naczelny serwisu Techsty - Literatura i Nowe Media. Kurator, tłumacz i producent literatury hipertekstowej.

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego