Bożena Keff - Ruscy

Ponieważ niedawno minęła rocznica tzw. cudu nad Wisłą, ludności stolicy udostępniono nieco oświaty historyczno-ideologicznej. Przed Urzędem Dzielnicowym na Żoliborzu w Warszawie ustawiono tablice ze starymi zdjęciami, plakatami, reprodukcjami stron gazet, oraz skrótowym opisem kampanii wojennej 1920 roku.

Chyba nie doczytałam się, że to jednak strona polska, czyli Piłsudski, rozpoczęła wojnę, o czym piszę dlatego, że ludzie, skoro świętuje się odparcie bolszewików spod Warszawy sądzą, że był to czysty najazd. Ale nie był. Tablica łaskawie ujmuje nawet takie fenomeny, jak to, że mówić o Żydach jako o poplecznikach bolszewików i zdrajcach w tej wojnie jest „uproszczeniem”, bo generalnie polscy Żydzi zachowali się bardzo lojalnie wobec Polski. Jest również humanitarna uwaga, że przedstawianie bolszewików z przerysowanymi semickimi rysami też jest niesłuszne. Ale z drugiej strony tablicy umieszczono reprodukcję plakatu, na którym czerwonoskóry Trocki siedzi na spiętrzonych czaszkach pomordowanych ofiar bolszewizmu. Rysy Trockiego z plakatu, który jest oglądany z zainteresowaniem, podczas gdy komentarza prawie nikt nie czyta, są karykaturalnie semickie, jak z późniejszego nazistowskiego „Sturmera”. I co mam myśleć? Już wolę nic nie myśleć, wobec faktu, że Urząd Dzielnicy reprodukuje jednak dawne plakaty o antysemickiej wymowie. Może uznano, że jednak Trocki był Żydem, i to rosyjskim, i bolszewikiem, więc w sumie mógłby mieć nos długi jak cały łeb krokodyla.

Ale co tam Trocki, postać polityczna, więc sporna. Dostojewski w świecie literatury jest postacią bezsporną i do tego nie był ani bolszewikiem, ani Żydem. Stanowi jeden z członów wielkiej trójcy literatury europejskiej, poezja – dramat – powieść; Dante – Szekspir – Dostojewski. Swego czasu w „Gazecie Wyborczej” czytałam notki biograficzne pisarzy przerabianych w liceum. Wszyscy potraktowani poważnie: daty, dzieła, komentarz. Przy Dostojewskim inaczej – jego biografia zaczynała się od tego, że nie lubił Polaków i źle o nich pisał, był uzależniony od hazardu oraz wielbił carat. No i coś tam naskrobał ten Dostojewski, kiedy nie plugawił Polaków, tego się uczą licealiści. Innym rosyjskim pisarzom się upiekło, na przykład Bułhakow ma całkiem dobrą notę, może jako swego rodzaju ofiara Stalina, no i niespecjalnie zajmował się Polakami (tak naprawdę zajmował się odrobinkę – Wolanda z Mistrza i Małgorzaty pisarz i poeta z początku biorą za Polaka, i spada im sympatia do niego.)

Tak, ale powiem, że mam po kokardę tej histerycznej czasami polskiej rusofobii, która kojarzy mi się nieodkrywczo z wrzaskliwym ujadaniem małych piesków na duże psy. Tu nazwiemy sobie rondo imieniem Dudajewa, hau hau, żeby dokuczyć Putinowi, który ma to gdzieś, tu znów wesoły w lecie zielony skwerek nosi imię Politycznych ofiar stalinizmu, nie żebym ich nie szanowała, ale to marna nazwa dla skwerku, tam znów smuci nas rondo Zesłańców Syberyjskich i uponurza plac Matki Sybiraczki obok pomnika zesłanych na wschód, czyli ciemnego wozu z krzyżami, nb. na dawnym Placu Muranowskim, gdzie było centrum walk w getcie. Usmucone miasto pełne krzywdy doznanej od ruskich, którzy czasem noszą kryptonim bolszewicy, a czasem komuniści, ale chodzi o ruskich. A ja bym wolała zamiast ronda Dudajewa lepsze programy i warunki dla uchodźców z Czeczeni. Na zeszłorocznym Kongresie Kobiet zjawiała się pewna pani, dziennikarka z Czeczenii i opowiedziała o szkole, w której większość stanowią dzieci czeczeńskich uchodźców. Rodzice prosili, żeby zamiast katechezy religii katolickiej dzieci miały zajęcia z mułłą, bo wyznają islam, ale władze dopatrzyły się niemożności. A rondo Dudajewa, proszę bardzo, na wieki. Na złość ruskim, hau hau.

Ponieważ jednak Polacy nic nie mogą zrobić ruskim, nie mogą zawrócić historii i wygrać tej konkurencji, którą przegrali po raz pierwszy już w XVII wieku, to mają swoje małe satysfakcje, śmieszne i niegodne. W polskiej mowie potocznej Rosjanie stracili swoją właściwą nazwę i kryją się pod powszechnie stosowaną pogardliwie lekceważącą nazwą „ruskich”. W mediach, poza wiadomościami, jak na razie, często sami dziennikarze i profesorowie mówią z rozpędu ruscy, jakby ta wsiowa nazwa stała się oficjalna. Niedawno poseł PiSu rozliczał polski rząd, wypominając, że prezydent Kaczyński leżał w ruskiej trumnie. A od kiedy to pluje się na darowaną trumnę? Na miejscu Rosjan wyrzuciłabym szacowne ciało i zabrała trumnę. Niemiła księdzu ofiara, pójdź cielę do obory, jak mawiał lud. (Jak rozumiem, poseł mówił to wierząc, że prezydenta Kaczyńskiego ruscy zabili na polecenie Tuska, co teraz będzie linią PISu do kolejnego obrotu nieszczęśliwego z winy ruskich polskiego losu.)

Tłumaczenie słowa Rosjanie z innych języków na polski też nie brzmi już Rosjanie, tylko „ruscy”. W podpisach filmowych lub w podpisach pod programami BBC najczęściej Russians tłumaczy się jako ruscy. Nawet na filmie Almodóvara Volver jedna z postaci mówi o matce bohaterki, która udaje Rosjankę – ta ruska. Jaka „ruska”?! To była po hiszpańsku „Russa”, czyli Rosjanka. Almodovar mógłby się zdenerwować, gdyby wiedział, o co chodzi. Hiszpanie, Anglicy i inni nie mają pogardliwego słowa „ruscy”, bo nie są Polakami; a nawet „Polaczkami”, chciałoby się rzec. Nie pociesza mnie, że tłumaczenie słowa woman często brzmi baba, jakże swojsko, zamieniając neutralną wymowę na pogardliwą, bo to zjawisko z tego samego worka. Gdzie ci tłumacze kończyli studia tłomackie? Nie mają słowników?

Uczyli się widać w Polsce, na jej ulicach, placach, w jej kościołach, w jej mentalu, w jej powszechnej rusofobii, mizoginii, wulgarności. W jej braku szacunku dla siebie, co sobie neurotycznie odbija brakiem podstawowego szacunku dla innych. Podstawowego, bo ja nie mówię o niczym skomplikowanym.

Kto zwykł był w takich razach odpowiadać, że i tamci nie lepsi, spieszę odpowiedzieć. Po pierwsze, nie o nich mowa, po drugie, nie uznaję takich argumentów, że Stasio też sika w buty. Każdy odpowiada za siebie, bo ludzie w pewnym wieku mają już za sobą młodzieńczy proces kształtowania się sumienia. A poza tym, czy ja mówię, że Rosjanie nie bywają równie okropni jak Polacy? Ależ na pewno. I pewnie z większym rozmachem, bo mają i rozmach, i większą ekspresję. Ja raczej powiem, że pewna dość częsta rosyjska mentalność – nacjonalistyczna, patriarchalna, rasistowska, antysemicka, homofobiczna, mizoginiczna – bywa tak podobna do polskiej, jakoby bliźniacza. Tylko zmienić kilka słów, i tyle.

Ale oni nie muszą tworzyć sobie na taką skalę polityki historycznej, która jest opowiadaniem ćwierć prawd, pół prawd i mitów o własnej historii. Ich historia jest ich historią, ich byli i czerwoni i biali, i car, i Lenin, i Stalin, i Gorbaczow. Ich były gułagi i ich wygrana strasznym kosztem II wojna światowa. Ich historia się zmieniła, ale nie urwała, jak urwany pijany polski film historyczny, który po 1989 się zerwał. A ponieważ takich zerwań organizm nie znosi, to się zaburzył, mamrocze, modli się, otacza czosnkiem i krzyżami, i przeklina ruskich, którzy mu podobno wypili całą hemoglobinę, kiedy on na kryształowej górze w szklanej trumnie leżał uśpiony.

• • •

Bożena Keff - urodzona w połowie XX wieku. Poetka, pisarka, eseistka, publicystka. Z wykształcenia polonistka i filozofka. Interdyscyplinarną pracę doktorską obroniła w Instytucie Badań Literackich PAN. Wykłada na Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim i innych uczelniach. Wydała: "Razem Osobno" (1986), "Sen o znaczeniu snów" (1994), "Nie jest gotowy" (2000), "Postać z cieniem" (2001), "Barykady. Kroniki obsesyjne" (2006), "Utwór o matce i ojczyźnie" (2008). Mieszka w Warszawie.

• • •

Książki Bożeny Keff w katalogu wydawniczym korporacji Ha!art:

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego