Mariusz Pisarski - Bajki blokowe, czyli Shuty według Götzmeiera

Antonioni nauczył nas nudy. Truffaut miłości. Godard polityki, Bergman czasu, Fellini snów - wylicza jeden z bohaterów hipertekstu afternoon, a story. W wyliczance brakuje Roberta Altmana, który dopiero kilka lat po ukazaniu się głośnej hiperfikcji, w swoim Na skróty, nauczył nas hipertekstu w filmie.

Okazało się, że filmowe linki, jako skojarzeniowe przeskoki pomiędzy ujęciami, kiedy to na pozór rozproszone sceny przejmują jedna od drugiej pewne wspólne, scalające elementy, mogą z sukcesem wspierać celuloidową narrację. Lekcję Altmana w mig pojęli młodsi twórcy. Christopher Nolan w Memento oraz Alejandro Gonzalez Iñárritu w 21 gramach odkrywają jednak drugą stronę retoryki hipertekstu - cięcie, będące naturalnym sprzymierzeńcem retoryki filmu.

Z potrójną radością należy zatem przywitać die Blöcke, film oparty na scenariuszu dobrze nam znanego Sławomira Shutego i jego, być może mniej znanej ogółowi, powieści hipertekstowej Blok. Radość po pierwsze z tego, że doczekaliśmy się takiej adaptacji, a po drugie, iż dzięki niej odżywa altmanowska tradycja nieliniowej fabuły filmowej, wytyczając zarazem początek nowej praktyki filmowej: przenoszenia na ekran kinowy nie tylko elementów hipertekstowej poetyki, ale samych hipertekstów. Któż by się spodziewał, że ta nowa tradycja zostanie zapoczątkowana właśnie przez Blok Shutego? Po trzecie w końcu, radość z kolejnej europejskiej, a tutaj galicyjskiej, koprodukcji, która wydaje się najlepszą drogą dla młodych twórców starego kontynentu.

Przyjrzawszy się drodze twórczej reżysera filmu, Stephana Götzmeiera i autora powieści Sławomira Shutego, współpraca ta wydaje się czymś naturalnym. Ten pierwszy, urodzony na Rzeszowszczyźnie jako Gocmej, znany z szwejkowskiego i obrazoburczego spojrzenia na życie codzienne mieszkańców Dolnej Austrii, idealnie wpasowuje się w atmosferę prozy tego drugiego. Blokowiska przedmieść Wiednia, zamieszkane przez biedniejszą i bardziej barwną część ułożonego według linijki społeczeństwa, nie różnią się aż tak od nowohuckich blokowisk, jak moglibyśmy sobie wyobrażać, co Götzmeier dostatecznie udowodnił w swoich wcześniejszych filmach Letzte Wahrnehmung i - przede wszystkim - Der Zauberlehrling. Kwestie zgodności realiów, kierunku adaptacji, obsady aktorskiej czy zawartości scenariusza, pozostawiam krytyce filmowej. Gdy pod koniec września die Blöcke trafi do kin, o filmie z pewnością będzie głośno. Tutaj skupię się głównie na tym, w jaki sposób austriacki reżyser polskiego pochodzenia przekłada hipertekst na medium filmowe, które Robert Coover nazwał niegdyś "ślepym zaułkiem linearności".

Pierwszą niespodzianką filmowej adaptacji hipertekstu Shutego jest wybór głównego, dramaturgicznego spoiwa dla przeplatających się, blokowych opowieści. O tajemniczym zniknięciu kilkorga mieszkańców tytułowego Bloku w powieści Polaka mowa zaledwie w kilku, trudno dostępnych, peryferyjnych miejscach. Götzmeier wie zbyt dobrze, że słowa "peryferia" nie ma w słowniku hipertekstu. Co dla jednego odbiorcy jest wątkiem pobocznym, dla innego może być trzonem akcji. Wyłowienie motywu zaginięć, a zatem szczypta tajemnicy i dreszczyku, na wzór Królestwa von Triera, zabarwia poszczególne mikro-historie die Blöcke atmosferą grozy. Staje się też dogodnym pretekstem do ukazania większości bohaterów, choćby raz, w tym samym miejscu i czasie: na sprowokowanym nie wyjaśnionymi wydarzeniami blokowym zgromadzeniu. To ono jest głównym węzłem sieci. Krzyżujące się raz po raz historie, łączą się tutaj w uchwycony w tym samym kadrze, pojedynczy chór głosów. Stephan Götzmeier po mistrzowsku wychwytuje ów ulotny moment w Bloku, kiedy to jego bohaterowie stoją obok siebie, złączeni jedną, niewyjaśnioną sprawą, by budować na nim ponadmedialną, uniwersalną kompozycję fabularną, osadzoną na schemacie rozwidlających się ścieżek. Nic dziwnego, że Götzmeiera nazywają austriackim Iñárritu.

Poza węzłowym momentem, osiem historii biegnie w die Blöcke, każda w swoim rytmie i w swoim kierunku. Zasady przeplotu są nader ciekawe. Jak na pierwszą filmową adaptację hipertekstu przystało, Götzmeier przywołuje, testuje i po swojemu przekształca arsenał filmowych chwytów, stosowanych od Wellesa po Wajdę, ulubionych przez Altmana i Innaritu, i będących najbliższymi odpowiednikami dla hipertekstowych łącz. Nie zawsze się to udaje. Przyjrzyjmy się czterem rodzajom najczęściej używanych tu połączeń pomiędzy ujęciami i wątkami:

1. Łącze filmowe właściwe

Tego typu łącze to klasyka. Wirujące skrzydła wentylatora na suficie w przydrożnym motelu, po przebitce zamieniają się w śmigła wojskowego helikoptera lądującego na bagiennych polach nad Mekongiem. W Bloku Shutego co drugi mieszkaniec, zmęczony i podpity, zasiada po kolacji przed telewizorem. Spowite błękitną poświatą serce blokowisk staje się w die Blöcke dogodnym pomostem pomiędzy historiami. Odejście kamery od postaci, najazd na telewizor, zbliżenie, fade-out i... pojawiamy się w innym mieszkaniu, przed innym telewizorem, wchodzimy w ciąg dalszy innej opowieści.

2. Łącze werbalne

Gdy jedna z bohaterek Na skróty Altmana wykrzykuje do męża, by uważał na psa, aby ten nie został czasem przejechany przez samochód, echo tych słów towarzyszy nam w kolejnym ujęciu, w innej historii, gdy mały Casey biegnie do szkoły. Nie trudno się domyślić, co dzieje się dalej. Podobnie też, gdy pan Boryczko, grany tutaj przez bezbłędnego Rudolfa Schutze, wykrzykuje zniecierpliwiony do żony w samochodzie: "mecz jest bokserski", w następnym ujęciu przenosimy się do przesiąkniętego testosteronem klubu Cafe Billard (nazwa w filmie została zachowana), gdzie dziesiątki blokowych osiłków ogląda na dużym ekranie mecz bokserski (niestety nie jest to mecz Andrzeja Gołoty).

3. Łącze poprzez postać

Gdy postać z jednej historii, pojawia się w kadrze, a nawet wchodzi w interakcję z postacią z innej historii, a obie do tej pory były od siebie wyraźnie oddzielone, mówimy o łączu poprzez postać. W die Blöcke dzieje się tak na przykład, gdy dwie sąsiadki spotykają się pawilonie handlowym, lub choćby na wspomnianym blokowym zebraniu. W tych chwilach rolę hipertekstowej kotwicy, czyli oznaczenia łącza, pełni ukazana postać. Wykonanie połączenia przechodzi jednak na widza, to on musi odpowiednio posegregować uprzednio niepojawiające się razem elementy i zinterpretować zderzenie się ich we wspólnej scenie.

4. Łącze poprzez powtórzenie.

Nie cierpię tych świąt - mówi jedna z bohaterek. Zaraz potem, w sekwencji przynależnej do innej historii, to samo zdanie zostaje powtórzone w ustach innej postaci. Powtórzenie może obejmować wypowiadane kwestie, wykonywane czynności, a nawet te same pojawiające się w łączonych scenach przedmioty. Ten typ połączeń między scenami wydaje się ulubionym zabiegiem Götzmeiera.

Co ciekawe, austriacki rzadko wykorzystuje połączenia istniejące w Bloku Shutego. Zbyt blisko trzymają się tam one materii słownej, bliskość tę potęgują jeszcze komentarze, jakie pojawiają się po najechaniu na łącze myszką. Aby efektownie nanieść na kinowy ekran połączenia między wybranymi historiami, trzeba było znaleźć inne punkty styczne, istniejące w świecie wykreowanym przez Shutego, ale nie oznaczone jako łącza. Raz jeszcze pokazuje to, że stawką w filmowej adaptacji hipertekstu jest ponadmedialna struktura narracyjna, którą jednak każde medium zabarwia na właściwy sobie sposób.

Do filmu Stephena Götzmeiera będziemy wracać nie raz. Tymczasem już teraz chodzą słuchy, że po wersji kinowej, Austriacy przygotowywać mają wersję telewizyjną, na którą złożyć się ma ponad 10 odcinków. Na konferencji po przedpremierowym pokazie filmu w Linzu, Götzmeier zdradził, że Sławek Shuty zaangażuje się w serial jeszcze mocniej niż w wersję długometrażową, fakt, który ten ostatni zataił nawet przed nami. I to jest kolejny powód do radości. Nie tylko dlatego, by się narodowo dowartościować. Formuła serialu jest najlepszą formułą dla Bloku. W wykonaniu duetu Götzmeier/Shuty przedsięwzięcie to ma szansę być nie tylko czymś na kształt krzyżówki Alternatyw 4 z Królestwem, lecz projektem naprawdę wyjątkowym i oryginalnym.

* Zaczynem do tych scen jest następujący, krótki fragment hipertekstowej powieści:

"Ja nie chcę znikać" lamentowali zebrani przez blokiem "mam rodzinę, dzieci na utrzymaniu", "a ja jestem właśnie w trakcie budowy altanki na działce" żalił się pan Boryczko, "nie widziałam jeszcze Tytanika, a podobno dobry" niepocieszona odezwała się Emilia Paruch. "Skaranie boskie na was" darła się na takie słowa z okna na piątym piętrze pani Tańculowa. [segment "n2"]

• • •

Mariusz Pisarski - (urodzony w 1973 r.) redaktor naczelny serwisu Techsty - Literatura i Nowe Media. Kurator, tłumacz i producent literatury hipertekstowej.

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego