Dropie

Natalka Suszczyńska / Książka /

W Polsce, w której wysokie czynsze, niskopłatna posada w bankomacie, gadające ptaki, uchodźcy z krajów Beneluksu oraz psy upijające się w tawernach są na porządku dziennym, dziewczyna o refleksyjnej naturze mierzy się z wejściem w dorosłość.

Napitki & Literatura.  Antologia opowiadań holenderskich i flamandzkich

Napitki & Literatura / Książka

W Polsce Holandia kojarzy się zwykle z marihuaną, tulipanami i wiatrakami, czasem jeszcze z siedemnastowiecznym malarstwem. Natomiast Flandria – może z diamentami, koronkami, piwem czy czekoladkami, choć pewnie najczęściej stapia się w jedno z Holandią. Antologia opowiadań niderlandzkich z XX…

Gigusie

Gigusie / Książka

Jakub Michalczenia ma znakomity zmysł obserwacji, co dla prozaika realisty jest ogromnie istotne. Świat, który opisuje, jest prawdziwy i wiarygodny, czytelnik nie ma wątpliwości, że to wszystko prawda, że tacy ludzie istnieją i takie jest ich życie.Kazimierz Orłoś  To nie…

Model i metafora. Komunikacja wizualna w humanistyce

Model i metafora / Książka

Wykresy, schematy i diagramy nie są wyłącznie ilustracjami. Jak dowodzi Model i metafora, można je dziś uznać za niezbędne narzędzia ułatwiające tworzenie współczesnej humanistyki. Wykorzystując jednocześnie teksty i obrazy, książka w zwięzły sposób przedstawia szereg zagadnień istotnych dla każdego historyka, socjologa czy badacza literatury.…

Dziwka

Dziwka / Książka

Weronika pada ofiarą zbrodni ze szczególnym okrucieństwem. Jej przyjaciółka Mery wraca do znienawidzonego rodzinnego miasta, by znaleźć mordercę. Jednak gdy słowo "ofiara" przeplata się z "dziwka" łatwo zgubić  właściwy trop. *** Śmierć Weroniki jest przedwczesna, tragiczna i wielce zagadkowa. Prywatne…

Wychodzimy z ukrycia

Wychodzimy z ukrycia / Książka

Książka Wychodzimy z ukrycia jest kierowana do lesbijek, gejów, biseksualnych i transpłciowych+, jak również innych zainteresowanych, w miejscach, gdzie świadomość tego, jakie znaczenie ma ujawnianie się, jeszcze nie istnieje lub wymaga pogłębienia. Czytelniczki i czytelnicy, dla których temat jest nowy,…

Turysta polski w ZSRR

Turysta polski w ZSRR / Książka

Jeśli pół życia się zmyśliło, a resztę przegapiło, to można zawrócić do ostatniego wyraźnego obrazu w pamięci i od niego zacząć jeszcze raz. Nawet jeśli tym obrazem jest Związek Radziecki. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego trafiłem na przewodnik po ZSRR,…

Elementarz Polski dla Polaka i Polki z Polski

Elementarz Polski dla Polaka i Polki z Polski / Książka

Polskę trudno jest zrozumieć. A co dopiero wytłumaczyć na obrazkach. Bolesław Chromry podjął się heroicznej próby narysowania i opisania najważniejszego kraju na świecie. Elementarz to encyklopedia wiedzy, którą niby wszyscy posiadamy, ale próbujemy o niej zapomnieć i zamieść pod dywan.…

Psy ras drobnych

Psy ras drobnych / Książka

Bohaterka: pacjentka (lat 28) depresyjna, bezczynna, zalegająca w łóżku, wycofana z relacji towarzyskich, przyjęta do szpitala psychiatrycznego z powodu pogarszania się stanu psychicznego i nadużywania leków. Cechuje ją postępująca apatia, spadek energii z zaleganiem w łóżku, utrata zainteresowań, gorsze skupienie…

Cierpienia młodej Hany

Katja Gorečan / Książka

Bohaterka tomu, Hana, ma około dwudziestu lat, obgryza paznokcie, pali papierosy, maluje obrazy, lubi spacerować po lesie i pisze poezję. W śmiałych konfesyjnych wierszach podmiotka opowiada o uniwersalnych dziewczyńskich doświadczeniach – przeżywaniu swojej cielesności w oczach własnych i cudzych, miesiączce,…

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2013 JoomlaWorks Ltd.

Impresje rudnickie (6)

Tomasz Pułka

fot. Sylwia Paprzycka30.06.11

Po śniadaniu czekałem na "Oj! Nie mogę się zatrzymać!" Rybczyńskiego na TVP Kultura, ale zamiast filmu puścili dwudziestominutowy blok reklamowy i później "Czarne chmury". Śniło mi się dzisiaj nad ranem, że się wybieram z Olą na jakąś długą wyprawę i pakuję plecak, i zabieram dwutomowe (!) wydanie "Pył/Łyp" Biedrzyckiego.

Wczoraj sobie chyba coś naciągnąłem, boli mnie strasznie śródstopie, myślałem, że po nocy przejdzie, ale i dzisiaj ciężko mi się chodzi. Wczoraj też miałem bolesny napad głodu, już prawie się złamałem, żeby sobie zjeść kasztanka, ale - koniec końców - zjadłem marchewkę, trzy winogrona, trochę grzyba marynowanego i dwie rzodkiewki. Przed obiadem pojechaliśmy do Krakowa, po jakieś lekarstwo dla siostry, ja sobie swojego nie wykupiłem, bo nie mieli, ale kupiłem w końcu "Mękę kartoflaną", choć wyjątkowo kusiły inne książki, a to "Obsoletki", a to "Balladyny i romanse" za trzy dyszki, no ale się już nastawiłem na tego Rudnickiego i jestem zadowolony, że nawet rozczarowująca lektura mi tego zadowolenia z zakupu nie zepsuje.

Łukasz napisał, że wycina jeden akapit z piątych "Impresji", dotyczący tajnego przedsięwzięcia, co mnie ucieszyło, bo to fajne uczucie, kiedy cię cenzurują. Nieznajoma z fejsika zasugerowała, czy bym jej nie napisał dedykacji, jakby przesłała tomik do miejsca, w którym się ukrywam, ale odpisałem, że taka skomplikowana logistycznie dedykacja to "nie na moje nerwy" i że lepiej żywić nadzieję, że się kiedyś spotkamy i "zrobimy to po bożemu", mając oczywiście na myśli wypisywanie dedykacji. I że w ogóle to w głębi ducha uważam, że istota dedykacji jest cokolwiek pretensjonalna. Tak jak i przytaczanie tutaj korespondencji z nieznajomą. Oj, jak mnie ta stopa napierdala, dzisiaj chyba nici z biegania, ale nie oznacza to brak aktywności - czeka mnie sprzątanie altanki. Na czym to sprzątanie, poza zamiataniem, miałoby polegać, nie mogę się dopytać. "Ma być czysto", tyle wiem.

Posprzątałem altankę i napisałem trzeci (bo wczoraj drugi) wiersz na Pajbosia, ale nie będę jeszcze wysyłał, bo może w lipcu też się coś trafi, to później wybiorę best of. Napocząłem Rudnickiego, pysznie się czyta, więc wracam (do czytania). Skończyłem "Można żyć" i obejrzałem mecz Sharapovej z Lisicką popełniając grzech pod postacią zjedzenia kasztanka i dwóch malag. Stopa boli, nie ma nawet jak tego wybiegać, no nic, trudno. Dopisek: Chuj, idę pobiegać.

I pobiegałem - przy drugiej rundzie ból w stopie cudownie ustąpił, widać był to jakiś skurcz, który trzeba było rozruszać, ale nie, teraz sprawdziłem, jeszcze boli jak wyginam (stopę). Dokładnie w momencie, kiedy wróciłem z lasu, przed domem zjawiła się ludowa orkiestra z okazji imienin ojca, obejrzyjcie sobie, proszę:

 

 

Oj, jaka ta "Męka kartoflana" świetna! Wypaliłem se jednego maminego fajka i mnie mama przyłapała, jak wynosiłem do kosza przed dom pudełko z kiepem i popiołem, ale nie była zła, ani nic. Przeczytałem pierwsze osiemdziesiąt stron Rudnickiego i na dzisiaj koniec, małymi łykami będę czytał, żeby się za szybko książka nie skończyła. Jest 21:29 - co by tutaj teraz porobić? A, obejrzę sobie jakiś odcinek "Czytelni" z TVP Kultura, są w internecie.

O, jaka ta Marchewka śliczna i inteligentna!

1.07.11

Leje. Zarejestrowałem się na dwie polonistyczne specjalności: antropologiczno-kulturową i nauczycielską, oczywiście chciałbym się dostać na tę pierwszą. Później pomogłem siostrze się zarejestrować na ten AWF. Pojechała teraz sobie zrobić badania, bo tam wymagają. Zjadłem dwie malagi (co za rozkosz!), czytałem Rudnickiego (co za rozkosz!) i postanowiłem strzelić se kawę (co za rozkosz!), a potem jeszcze jedną (co za rozkosz!), po czym zabrałem się za oglądanie półfinałów Wimbledonu (co za rozkosz!) i na tym mi minęło popołudnie i wieczór, który zwieńczyłem maminym papierosem (co za rozkosz!). Ojciec dostał od brata (swojego, a mojego wujka) skrzynkę piwa, co mnie podwójnie kusi, bo ojciec w podzięce za zdaną maturę siostry mianował lipiec i sierpień miesiącami abstynencji (ten sierpień to ma chyba jeszcze jakieś katolickie konotacje), ale nie ma chuja, nie złamię się, nie tknę tego browara, nie chcę.

 

Tenis

 

Koresponduję sobie niespiesznie z nieznajomą od czytania przy obiedzie, co ma na imię Dominika, a jest w wieku mojej siostry, z czym mi trochę nieswojo, no, ale to przecież już dziewiętnaście lat, z tym rocznikiem będę studiował, trzeba pogrzebać w sobie dystans do "siostrzanego" wyobrażenia o młodzieży z '92; ale przecież i siostra Julki G. - Olga, która mi się zawsze bardzo podobała, jest rówieśniczką olimpiady w Barcelonie. Mam mgliste przeczucie, że końcówkami synaps pamiętam ciut olimpiadę w Barcelonie, a zwłaszcza Artura Partykę na niej, zbiega się to też chyba z moim pierwszym w ogóle wspomnieniem, które wygląda tak, że idę dziarsko z kuzynem Wojtkiem, starszym ode mnie o rok, pierwszy raz puszczony bez nadzoru rodziców, do sklepu, jest bardzo rano, piękne Sułkowice, gdzie spędziłem pierwsze sześć lat życia, kupujemy duży i pachnący chleb, jeszcze ciepluteńki i zjadamy go całego po drodze. Miłe, prawda? A, teraz sobie przypomniałem, że śniła mi się dzisiaj nad ranem Blanka Filipcow, którą serdecznie pozdrawiam!

 

Bezprocentowe sorbety

 

2.07.11

A dzisiaj mi się śniło, że mama jest malarką i pomalowała z okazji jakiegoś happeningu całe wielkie wnętrze jakiegoś budynku. Po śniadaniu posprzątałem pokój, trawy może nie będzie trzeba dzisiaj kosić, bo jest mokro od wczoraj, może nie wyschnie. W korespondencji z Dominiką jakimś cudem dotarłem do zacytowania Wawrzyńczyka i od razu mi się ów przypomniał, to sobie znowu zrobiłem rundę po jego cycowych wierszach, nieodmiennie zachwycony, a i ten wspaniały, z naszego (z Łukaszem) felietoniku - http://niedoczytania.pl/slowonaniedziele-odc-10-rafal-wawrzynczyk/ mnie dzisiaj przed południem kołysał.

Rany, no nie mam słów na wypowiedzenie doznań płynących z lektury Wawrzyńczyka, mnie te wiersze onieśmielają swoim nienachalnym pięknem i - tutaj ryzykownie? - trafnością. Nie mogę się doczekać książeczki, książki, bo to powinny być swoiste "Pozytywki i marienbadki" za jednym razem. Zjadłem trochę czekolady z ryżem dmuchanym, z Biedronki.

Po obiedzie i czytaniu poszedłem pobiegać, lajtowo zrobiłem cztery (!) rundy i nawet miałem ochotę na piątą, ale czekało mnie koszenie trawy, to też tym się zająłem. I tak: ja kosiłem, siostra sprzątała dom, rodzice pojechali do Krzyszkowic porobić coś z tym naszym polem, taka sobota. Finału kobiet nie oglądałem, ale cieszę się, że wygrała Kvitova. Zastanawiam się, czy się nie wybrać na Dietla, na spotkanie filmowe, bo filmy ("Opona" i "Kalwaria") wyglądają ciekawie, a i dobrze byłoby się trochę uspołecznić, no i skonfrontować niepicie i niepalenie (koruta) z rzeczywistością. To wysłałem do Michała zapytanie, jak to jest, czy jutro jeden film, a w poniedziałek drugi, a i Łukasza zagaiłem, czy nie mieliby ochoty z Julką się wybrać. Dopisek: Zadzwoniłem w końcu do Kuby i się dowiedziałem, że to wszystko jutro jest, te dwa filmy i zrozumiałem w olśnieniu, że w niedzielną noc zmienia się dzień tygodnia po prostu. I poszedłem do lasu pobiegać, ale zrobiłem tylko półtorej rundy, bo mnie plecy rozbolały strasznie, pod lewą łopatką. Przed pójściem spać obejrzałem "Spis cudzołożnic", miło przypominając sobie książkę, którą w młodości czytałem parę razy, to była zresztą chyba jedna z pierwszych "poważnych" lektur. Brat odkrył nową grę, nazywa się "Dark Orbit", naparza w nią cały dzień, więc mój udział w komputerze zmalał, będę się musiał z tym pogodzić do momentu, kiedy mu przejdzie faza. Tymczasem dobranoc.

 

Przystanek w Biertowicach

 

3.07.11

Przedpołudnie bardzo leniwe, głównie czytałem, przyjechała babcia. Dawno się wśród ludzi nie pokazywałem, więc czuję się ciut nieswojo przed dzisiejszym spotkaniem filmowym, a Łukasz nie odpowiedział jeszcze, czy się ze mną wybiorą, tam z tego Dietla, to znam tylko Michała i Kubę. No nic, tak czy siak bardzo się cieszę, że w końcu gdzieś wyskoczę. Po obiedzie się miło zdrzemnąłem, by przeżyć później radość z wygranej Djokovica po wspaniałym finale. Łukasz odpisał, że jednak zostaje w domu, bo Julka w pracy do późna.

4.07.11

No i wróciłem, z samego rana, jest teraz 7:21, kiedy piszę te słowa. Wieczorek filmowy udał się wyśmienicie - obydwa filmy były rewelacyjne + miłe towarzystwo i fakt, że nie wypiłem ani kropli alkoholu, ani nie zdjąłem ćwierci bucha. Wypiłem cztery cole zero w puszce, butelkę cisowianki, z sześć herbat i przed piątą rano kawę. Nie będę recenzował ani "Opony" ani "Kalwarii", obydwa te dzieła należy koniecznie zobaczyć. Coś czuję, że będę od dzisiaj stałym gościem na spotkaniach filmowych na Dietla 44/9, miejsce jest super, wnętrza świetnie zaaranżowane a przerobiony na salkę kinową pokój Michała i Kuby sprawia, że człowiek czuje się lepiej niż w słynnym kinie Mikro. Po seansach Michał pokazał mi w pewnej części kamienicy balkon z rewelacyjnym widokiem na Wawel, a ja przypomniałem sobie po chwili, że byłem na tym balkonie na jednej z pierwszych randek z Madźlem, wówczas kojarząc to miejsce z siedziby legendarnego squatu; pokazawszy balkon, Michał opowiedział mi historię o zabójstwie, jakiego dokonał Marek Kogut, partner w interesach jego (Michała) ojca, po czym (morderstwie, z broni palnej) popełnił (partner w interesach) samobójstwo na cmentarzu: pół godziny po pierwszym strzale, padł drugi strzał. Facet lajtowo przejechał się samochodem na cmentarz i tam strzelił samobója. Co najmniej dziwne. I jeszcze mi opowiedział (Michał) o pożarze tej wielkiej kamienicy na Dietla, w której się znajdowaliśmy, że spłonęła żywcem część czyjejś służby. I że mieścił się też swego czasu w tejże kamienicy szpital psychiatryczny. Ciekawe rzeczy. No dobra, idę się zdrzemnąć, bo nie spałem całą noc gawędząc z ludźmi, słuchając muzyki i popijając nieprocentowe napoje. A, wypaliłem też parę papierosów, ale daruję sobie ten wątpliwy grzeszek.

 

Dłonie Michała

 

Spałem smacznie, ale obudziła mnie mama telefonem (rodzice byli z siostrą w Katowicach), żebym obrał i nastawił ziemniaki, co posłusznie uczyniłem. Po obiedzie jebnąłem parę kawek & herbatek i oddałem się oglądaniu TVP Kultura w pozycji horyzontalnej. Obejrzałem dokument o Semkowie, "Jezioro Bodeńskie" (pokorespondowało mi z "Wężem w kaplicy", ale Dygata nie czytałem) i pół "Dziwnej kobiety", by przełączyć na Tour de France, do którego zjadłem trzy czekoladki "wiśnia w likierze", które później skwapliwie spaliłem przebiegając dwie rundy. Wieczorem zadzwoniła Julka (Sz.) i żeśmy się nakręcali na rychłe spotkanie, tylko pieniądze mi za książkę przyjdą, to wsiadam w pociąg i jadę do Księżyc. A dzisiaj, na dobranoc, puściłem sobie "Blade Runnera", ale się znudziłem szybko i postanowiłem się odmóżdżyć, wybierając - wybaczcie - "Dr House'a" i pomyślałem głęboko, że ważny był dla mnie bardzo ten wypad na Dietla i wstrzemięźliwość, bo uświadomiłem sobie, że chyba "nie muszę", że moją przypadłością, z którą mam problem, są tak naprawdę skrajności, że przecież kiedy pojadę do Julki, to na bank będę miał ochotę na browar z Szychowiakami i że może warto byłoby (narastają wątpliwości w miarę pisania) - tu się pogubiłem. Pogubiłem, bo wziąłem sobie żywca z piwnicy i właśnie go piję, i smakuje mi bardzo, i nie mam palącej ochoty się upierdoczyć w sztok. Tak jak sprawiłem sobie dzisiaj przyjemność trzema czekoladkami, tak teraz sprawiam sobie przyjemność browarem. I jestem rozdarty, bo z jednej strony czuję banię zagrożenia uzależnieniem, a z drugiej - przecież piję jednego browara (pokreślenie moje). Kurwa, nie wiem, jak opisać ten problem. Zrezygnowałem, jak pamiętacie, z kawy, bo to też używka, ale równie dobrze mógłbym wykluczyć z menu herbatę, masturbację i internet, bo to też podobne zależności. Jakie kryteria obrać wobec stosunku do "przyjemności"? Widzę dwie drogi: radykalizm Igora (którego zasmakowałem, co prawda, przez stosunkowo krótki okres, ale nie rekompensując sobie alkoholu i koruta kawą i tonami papierosów) i "złoty środek" Piotra, który może sobie pozwolić na kilka bań dla humoru. Czy jestem skazany na używkowy celibat, czy może pospieszyłem się z diagnozą co do stosunku do nich (używek), skoro mogę wypalić kilka fajek i nie kupić paczki? Dzisiaj wypiję sobie tego żywca, a wymienione wątpliwości skonfrontuję pod Wrocławiem sącząc piasta z Julką. Oj, głupi, głupi ja.

 

Prawie jak Ryszard Krynicki vel Słit focia w kiblu

 

5.07.11

Spałem do późna, a po śniadaniu oddawałem się lenistwu. Jest szansa, że rodzice pojadą "na wczasy w czasie", kiedy brat będzie na obozie (strażackim, hehe), więc jest i opcja, że mnie i siostrze zostanie dom wolny, co będzie się równało dużej imprezie. Skoczyłem z siostrą do Sułkowic, do biblioteki, wypożyczyłem sobie "Wybór opowiadań" Rudnickiego Adolfa, "Fale" V. Woolf i tom drugi "Dzieł zebranych" Kafki, coby sobie "Proces" chociażby przypomnieć, bo czytałem go chyba na początku gimnazjum. Po powrocie czytałem Rudnickiego Janusza, bo jeszcze "Męki..." nie skończyłem, a równo o czternastej zasiadłem przed Tour de France. Uwielbiam oglądać Tour de France, chociażby dla dwójki znakomitych komentatorów - Tomasza Jarońskiego i Krzysztofa Wyrzykowskiego (przez długi czas byłem przekonany, że ma na nazwisko Irzykowski), którzy swoją narracją przeobrażają częstokroć nudne pasaże rywalizacji kolaży w ucztę telewizyjną.

Dzień spisany na straty. Zjadłem kilka czekoladek przed telewizorem i chciałem w odwecie pobiegać, ale już po kilku metrach odezwał się nieznośny ból w biodrze, więc wróciłem do domu i zjadłem kolację o 19:30 zwieńczoną kilkoma ciasteczkami. A później jebnąłem żywczyka i pękła tama: kanapeczki i ciasteczka w towarzystwie "Komornika".

 

8

 

6.07.11

Przez to obżarstwo sny miałem niebywałe, ale pamiętam tylko strzępy, bo mnie gwałtem obudzili robotnicy, co przyszli coś robić w piwnicy (kołacze mi o łazience, ale nie jestem pewien, a i wolę nie pytać, żeby nie wyjść na ignoranta) i od samiutkiego rana naparzają młotem pneumatycznym. Sam miałem w tę zimę okazję pracować młotem pneumatycznym, jest to najgorsza z robót.

Przesłałem wczoraj Maćkowi Lendzie link do rysunków Szymka Wildsteina, bo kiedyśmy się spotkali na Dietla, zauważyłem, że obydwoje operują bardzo podobną poetyką kreski. Gdyby w końcu coś ruszyło z "Cennikiem" (a Zeszyty Poetyckie nie odpisały na moje mailowe pytania), to - gdyby była taka możliwość - chciałbym powierzyć okładkę właśnie albo Maćkowi albo Szymkowi.

No i znowu czekoladki i kanapeczki, jejku, dlaczego to jest takie dobre? Skończyłem "Mękę..." i teraz sobie strzelę kawę do Kafki. Dopisek: nie do Kafki, a do Tour de France, a zanim telewizja, to usuwałem gruz, który wyprodukowali robotnicy. Nie było to miłe, bo taczkami pod górę i deszcz, a jutro muszę tym gruzem zasypać dziury. Wieczór przy książce i herbacie.

• • •

Tomasz Pułka - (urodzony w 1988 r.) autor czterech tomów wierszy: "Rewers" (2006), "Paralaksa w weekend" (2007), "Mixtape" (2009) i "Zespół Szkół" (2010). Laureat Dżonki (2007) i stypendysta m. Krakowa.

• • •

• • •

Książki Tomasza Pułki w katalogu wydawniczym Korporacji Ha!art:

Online za darmo

ha-art-55-3-2016
Numer specjalny: DANK MEMES

Ha!art 55 3/2016

Numer specjalny: DANK MEMES W środeczku: Ahus, Mateusz Anczykowski, Cichy Nabiau, Cipasek, Czarno-biały Pag, Ewa Kaleta, Princ polo, Top Mem, Przemysław...Więcej...
literatura-polska-po-1989-roku-w-swietle-teorii-pierre-a-bourdieu
Nadrzędnym celem projektu był naukowy opis dwudziestu pięciu lat rozwoju pola literackiego w Polsce (1989–2014) i zachowań jego głównych aktorów (pisarzy...Więcej...
bletka-z-balustrady
Bletka z balustrady to ciąg zdarzeń komponujący cyfrowy wiersz. Algorytm opiera się na ramie syntaktycznej utworu Noga Tadeusza Peipera, z którego zostały...Więcej...
rekopis-znaleziony-w-saragossie-adaptacja-sieciowa
Dzięki umieszczeniu arcymistrzowskiej prozy hrabiego Potockiego w cyfrowym otoczeniu, czytelnik otrzymuje gwarancję świeżej i pełnej przygód lektury....Więcej...

Czasopismo

ha-art-59-3-2017

Ha!art 59 3/2017

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia Autorki i autorzy numeru: Sandy Baldwin, Charles Olson, Piotr Marecki, Araki Yasusada, Shiv Kotecha, Lawrence Giffin, Kenneth...
Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information