Jan Bińczycki - DIY (13)
Zbliża się nowy rok akademicki. Zaczął się sezon koncertów i innych imprez kulturalnych. W puste dekoracje naszego ospałego miasta wreszcie wpłynie trochę życia. I chociaż trudno spodziewać się, by przyjazd studentów dodatnio wpłynął na lokalny underground, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wreszcie coś ruszyło się na tyle, (...)
by można było poddawać się rozkosznej torturze nadmiaru i dylematom, na który koncert należy się wybrać. Trzynasty odcinek pamiętniczka spotkań z kulturą niezależną dedykuję wszystkim ludziom dobrej roboty, stachanowcom krakowskiej alternatywy. Bez ich znojnej pracy przy wtórze hałasu wzmacniaczy gitarowych, wśród spalin wydobywających się z agregatów prądotwórczych i toksycznych oparów farb do malowania transparentów, stolica polskiej kultury zamieniłaby się w skansen.
Oczywiście, przesadzam. Po prawdzie chodzę na niezależne koncerty przede wszystkim dlatego, że nie stać mnie na bilet na festiwal Sacrum Profanum ani zabawę w prestiżowych klubach, w których drink kosztuje dziesiątą część moich miesięcznych poborów. Ale w tym wypadku niższa cena oznacza porównywalną lub wręcz wyższą jakość. Poza tym „niezal” zmienia także politykę „naziemnych” instytucji kultury, o czym wspomnę pod koniec dzisiejszego odcinka. Najpierw część sprawozdawcza. Nieco ułomna, bo opisywane wydarzenia odbywały się w atmosferze walki ze sprzysiężeniem losu.
9 września – Kawiarnia Naukowa – nieobecny Trottel i metoda Brylewskeigo
9 września miał się odbyć koncert Trottel i Eloe, a następnego dnia party w przejętych magazynach. Węgrzy nie dojechali, podobno gdzieś na Słowacji mieli wypadek. Mimo że wiadomość o ich absencji dotarła do klubu tuż przed koncertem w Kawiarni Naukowej przy ul. Jakuba, było raptem parę osób. A jeszcze dziesięć lat temu Trottel zapełniłby z naddatkiem każdy krakowski klub!
Weterani z Budapesztu (zaczęli w 1982 r.) powinni dostać medal od Ministerstwa Kultury za krzewienie awangardy muzycznej wśród polskiej młodzieży. Szczyt ich popularności w naszym kraju przypada na lata 90., kiedy sceną niezależną rządziło siermiężne punko-polo, rozpolitykowany hc punk oraz zamieniający się we własną parodię crust. Muzycy Trottel i pobocznego projektu Troxx otwierali uszy nadwiślańskim załogantom udowadniając, że punk może mieszać się z jazzem, elektroniką, rockiem psychodelicznym i różnymi barwami muzyki awangardowej. Kiedy naprawią swojego busa i po raz kolejny przyjadą do Naukowej, nie róbcie sobie obciachu i przyjdźcie ich posłuchać.
Zmieniając się z supportu w gwiazdę wieczoru, muzycy Eloe mieli wyjątkowo trudne zadanie. Na dodatek chyba każdy w Krakowie miał okazję być na ich koncercie. To zespół, który opanował trudną sztukę – nie zmieniając repertuaru z każdą roszadą w składzie znacząco zmieniają styl muzyczny. Jedynym stałym muzykiem Eloe jest Jakub Palacz – aktor, performer, autor filmów i teledysków, lider grupy teatralnej ELOE – theater of nosie. Na scenie miast metody Stanisławskiego, wydaje się korzystać z metody Brylewskiego – nonszalanckie obchodzenie się z własnymi piosenkami, skłonność do improwizacji, celowe brudzenie i demontowanie repertuaru. Muzycy kolejnych składów dopełniają tę formułę własnymi patentami. Eloe w każdym wcieleniu jest innym zespołem: osiągnęli rozrzut od reggae po obskurny, monotonny punk rock. W obecnym dwugitarowym składzie brzmią raczej rockowo, umiejętnie omijając manowce w postaci popisów, solówek i innych zbędnych ozdobników. To ich najlepsze jak dotąd wcielenie.

Po nich nieoczekiwanie na scenę wyszedł zespół Sadza , którego nie było w pierwotnym harmonogramie. Przyszli na piwo i spontanicznie zapełnili wakat. Pasowali do formuły wieczoru. To taki krakowski Primus – pulsujące basy, hałaśliwe gitary i pociesznie absurdalne teksty. Grają od niedawna, ale mają sporo doświadczeń z innych grup. Na perkusji gra Tomasz Głuc z zespołu Aloes i poprzedniego składu Eloe, na basie – Konrad Gągola. Z jego obecnego wcielenia.

Mógłbym nie pisać o tym koncercie, bo gwiazda wieczoru nie dojechała, a pozostałych wykonawców można bez trudu usłyszeć na żywo, ale warto wykorzystać okazję by wspomnieć o tym, że Naukowa to ostatnie miejsce w Krakowie, w którym alternatywna stanowi podstawę repertuaru, a każdy wieczór rodzi ekstremalne przygody. Jeśli kiedyś zniknie, wszelkie alternatywne działania w naszym mieście stracą swoją parainstytucjonalną bazę. Przeznaczcie na piwo w KNie 1% swojego podatku. Najbliższe wydarzenia to: kuchnia społeczna, warsztaty Fundacji Siódmy Zmysł oraz koncert Towarów Zastępczych (25 września). 28 września zagrają zespoły Punk Tost (Chorwacja) i White Stain (Słowenia). 1 października będzie niemiecki punk-rap – Kurzer Prozzes, Holger Burner oraz ska-punkowy Feine Sahne Fishfilet. 6 października znowu Niemcy – hardcore'owcy The Lines We Cross oraz „zakamuflowana opcja niemiecka” w postaci hc punkowej grupy Pavlache z Rudy Śląskiej. Przygodo hej!
10 września – hardcore-punk-rap/tekno/disco/beach party
Następnego dnia – 10 września – zaliczyłem benefitową imprezę na rzecz krakowskiego Wagenburga zorganizowaną w przejętym budynku poprzemysłowym. Organizatorzy pozwolili pisać, gdzie się odbyła, ale i tak nie napiszę, żeby podsycać atmosferę konspiracji przeciw strukturom państwa i komercyjnej kulturze klubowej. hardcore-punk-rap/tekno/disco/beach party opuściłem po kilku występach, bo jestem stary i wysiada mi organizm, a poza tym skorzystałem z możliwości powrotu taksówką na krzywy ryj.

To już trzecia edycja festiwalu, który odbywa się w tym samym, nieczynnym budynku przemysłowym. Atrakcją jest już sama droga na miejsce zbiórki. Idzie się przez betonowe „pustki”, pomiędzy ruinami, w tle majaczą monumentalne kominy. Wyskakiwały na nas psy, spotykaliśmy zaciekawionych okolicznych mieszkańców, zagubionych nastolatków. Prawdziwy marsz na orientację. Jedynym drogowskazem był dźwięk agregatu prądotwórczego. To nie pierwsza tego typu impreza w historii krakowskiego undergroundu, ale nigdy dotąd nie trafiłem na taki rozmach. Były dwie sceny – standardowa, z punkową młócką i techniawa, bar w stylu industrialno-tropikalnym i wegetariański garmaż. Organizatorzy przewidzieli zniżkę dla osób obutych w klapki Kubota. Z podziwu dla ich talentów copywriterskich oraz lenistwa pozwolę sobie zacytować cały program pustostanowego wieczorku muzycznego
Scena hc/punk MIRAŻ (Warszawa/Lublin/Barcelona) Dziewczęcy projekt. Dużo melodii, brudu, punk rocka i zaangażowania. W składzie dziewczyny z takich kapel jak The Fight, Pogotowie Seksualne, Mass Kotki, Alert! Alert!, A Birthday Party Band, Belgrado.
http://www.myspace.com/mirazgirls ZROBIĘ TO SOBIE (Wrocław) Trio czarujących dam pluskających się na szerokich wodach electro-disco-punka. Ale nie dajcie się zwieść, to co z pozoru wydaje się być lukrowane, pod powierzchnią skrywa całkiem zadziorne treści. Panie te rozkręcają globalną dyskotekę, która zmusza do przewartościowania pojęcia zabawy. Jak głosiła Emma Goldman: "Rewolucja, która nie pozwala mi tańczyć, nie jest warta walki" - a paniom zależy tak na tańcu jak na rewolucji! http://www.myspace.com/zrobietosobie STREGESTI (Gliwice/Jastrzębie/Wrocław/Cieszyn) D'beat crust na mieszane wokale http://www.myspace.com/stregesti 5000/CNNPLL (Warszawa) Wegan rap na kradzionych bitach Jeden z niewielu anarchistycznych projektów hiphopowych w kraju - na pograniczu rapu i mówionego przekazu na kradzionych bitach. prosto i bez owijania w bawełnę.
http://www.myspace.com/vdivinefortunetellerv MIRAHO (Tychy) Zaangażowany hip hop na pełnej K! ze stajni SkunkHeads http://www.myspace.com/mirahoskunkfu http://soundcloud.com/skuniciel HALT! (Kraków) Męsko-żeński duet grający surowy garage punk. SCENA TEKNO TOMII (Warszawa) Y-GREG (Warszawa) PureUndergroundArt-Kolektyw (Warszawa) https://www.facebook.com/pureunderground?sk=info http://www.pure-underground.pl/ PIECIA (Tychy) SkunkHeads http://soundcloud.com/p1shcru http://www.myspace.com/p1shcru BEJB!K (Cieszyn) WOI (Cieszyn) PANGO (Katowice) ZŁO-tEk.AV.6temwww.myspace.com/babik_zawias www.myspace.com/20l2 www.myspace.com/zlotekavsystem LEHU (Kielce) TFARDY (Kielce) HCC Soundcore http://www.hcc-sc.pl/ http://www.myspace.com/haceceesce FLK (Warszawa) www.myspace.com/flk23 ROMBANKA (Szczecin) http://coredukacja.blogspot.com/ http://pl-pl.facebook.com/rombanka SCENA DISCO DJ TERROR (Rzeszów) Winylowy atak lat 80-tych punk/reggae/ska/rock/disco etc. http://www.myspace.com/goodstaff74 DJ ZA MAŁO MIEJSCA NA DYSKU C (Wrocław) Jedna z dziewczyn ze Zrobię To Sobie prezentuje riot sounds DJ WYRAK (Brańsk/Kraków) Hity lat 80-tych i 90-tych, okraszone ostatnimi hitami z Vivy czy MTV. Cały śmietankowy mix polany dużą ilością ginu z tonikiem, a wszystko w oparach potu i brudu. SCENA BEACH PARTY Muzyka chillout'owa, leżaki, kolorowe drinki, plażowe stroje, tony piasku i wysoka temperatura.

Koncert rozpoczął zespół HALT! wykonując recital miniatur muzycznych na perkusję, przesterowany do granic możliwości bas oraz zdarte gardło. Można ich uznać za krakowską wersję Active Minds. Prezentują to, co w anarchistycznym punk rocku najpiękniejsze – niemiłosiernie kostropatą, grubo ciosaną młóckę. Ich proste utwory chłonie się jak odtrutkę na przekombinowane, dążące do perfekcji technicznej i profesjonalizmu grupy hardcore. To muzyczny odpowiednik kina stylu zerowego – żadnych ozdobników, komplikacji, krzyk wściekłości przeniesiony wprost na tabulaturę. Kiedyś zostaną „zapomnianą legendą”, wszyscy będą nosić naszywki z ich logo i konfabulować swój pierwszy kontakt z muzyką HALT!. Ich potencjał został parę lat temu dostrzeżony przez biblię punk rockowego dziennikarstwa – amerykański fanzin Maximum Rocknroll.

Przystępniejszą twarz punk rocka zaprezentowała grupa Miraż. Dziewczęta grają zgrabne piosenki o niemal radiowym potencjale. Przebojowość równoważy bezpretensjonalne wykonanie i świetny krzykliwy głos wokalistki, która coverując Układ 19 Wiosen niemal osiąga poziom antyestetyzmu ich wokalisty Marcina Pryta. Do tego zaangażowane i osobiste zarazem teksty, najczęściej wymierzone w nadwiślańskie machismo. Słychać coś z Post Regimentu, wszystkiego, co było znośne w polskiej szkole punk rocka. Tańczyli nawet grubsi ode mnie.


Później załapałem się jeszcze na występ Stregesti – zespołu, którego podstawowym celem zdaje się być nadanie nowego znaczenia czasownikowi nakurwiać. Podczas ich setu wykonaliśmy eksperyment przechadzając się pomiędzy crustem i techenkiem, by sprawdzić, który rodzaj muzyki młodzieżowej czyni większe spustoszenie w układzie nerwowym. Brzmią nieco monotonnie, co jest częstym grzechem grup d-beatowych. Dotyczą ich na szczęście także najważniejsze zalety tego nurtu – motoryczność, wściekłość, szybkość. Wszystko na swoim miejscu. Żałuję, że przegapiłem ich myspace'owy szlagier – pieśń Napad na kiosk.
Gdyby ten koncert odbywał się w klubie studenckim, straciłby połowę ze swojej mocy. Dzięki temu, że wszystko rozegrało się w warunkach D.I.Y., stał się świętem antykonsumpcjonizmu, niejako parodią festiwali muzycznych, zabawy w snobistycznych klubach oraz dowodem na to, że do organizacji wydarzeń kulturalnych nie potrzeba hojnych mecenasów, patronatów medialnych, biznesplanu i biurokratycznej machiny. Właśnie tak musiały wyglądać pierwsze brytyjskie rave parties w opuszczonych fabrykach.

19 września ul Józefa – prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne…
W ostatnią niedzielę odbył się protest w obronie lokatorów trzech kamienic oraz najemców lokali przy ul. Józefa i Bożego Ciała na Kazimierzu. Właściciel nieruchomości - Zakon Kanoników Regularnych – wydzierżawił je prywatnemu inwestorowi, który chce umieścić w nich centrum hotelowo-konferencyjne. Organizatorzy demonstracji – m.in. serwis ulicajozefa.pl i Federacja Anarchistyczna postawili na niekonwencjonalne działania i… dali na mszę w kościele Bożego Ciała, by ukazać stosunek zakonu do własnych parafian. Nabożeństwo w intencji mieszkańców zagrożonych eksmisją zakończyło się sukcesem, choć celebrans nie chciał doczytać jej do końca. Na tacę poleciały dziesięciozłotówki z adekwatnymi do sytuacji cytatami z Biblii. Na ulicy Józefa odbyła się prawdziwa fiesta – były bańki mydlane, pokazy kuglarstwa, przegląd filmów dokumentalnych na temat gentryfikacji, koncert zespołów Leśne Dziupła i 7 Czakram Ziemi oraz kolektywu SambaKa. Organizatorzy udowodnili, że o prawa lokatorów da się walczyć za pomocą działań kulturalnych, a potencjał Kazimierza można wykorzystać inaczej niż tworząc z niego atrapę przestrzeni miejskiej pełną butików i hoteli. Mam nadzieję, że nawet jeśli protest nie przyniesie rezultatów, to zaowocuje lokalną wersją akcji Reclaim the Streets – czasowego przejmowania przestrzeni publicznej, by tworzyć w niej wydarzenia służące obywatelom i jednocześnie blokować jej komercjalizację.



Ogłoszenia parafialne:
Napisałem, że kultura alternatywna wpływa na oficjalną. Oto dowód. W Muzeum Historycznym Miasta Krakowa – oddział Dzieje Nowej Huty – do 2 października można oglądać wystawę Zagrajmy to jeszcze raz… Muzyka Nowej Huty 1950-2000. Niedawno ukazał się obszerny katalog oraz płyta z filmem dokumentalnym i muzyką nowohuckich wykonawców: od pieśni masowych po hip hop. Kuratorzy twierdzą, że polski rock and roll narodził się właśnie w Nowej Hucie. Na os. Słonecznym 16 można zobaczyć m.in. eksponaty dotyczące lokalnej kontrkultury – fragmenty zinów, okładki kaset Prochowni lub Vavel Underground i innych zespołów z Huty. Jednym z jej bohaterów jest związany z Ha!artem prozaik Sławomir Shuty, związany też z industrialną grupą NH plus. O ile katalog zawiera szereg ciekawych informacji i cieszących oko reprodukcji, płyta nie daje pełnej satysfakcji. Wspomniany wcześniej rozrzut stylistyczny nie pozwala na poszukiwania cech charakterystycznych, „nowohuckiego soundu” w obrębie któregoś z obecnych w dzielnicy stylów. O ile słuchanie wydobytego z najgłębszych archiwów nagrania bigbitowej grupy Szwagry z lat 60. ( nowohuckie grupy celowały w oryginalnych nazwach, vide Bezdomni i Ryszardy) jest przyjemnością samą w sobie, reszta nie konweniuje. Może w przyszłości mogłaby się ukazać „nowohucka” seria płyt podzielona wedle gatunków? Nie podoba mi się też szata graficzna płyty – niewygodnie wyszukuje się informacje o wykonawcach. Ale poza tym, jest to bardzo wartościowa inicjatywa. Dyrekcji Muzeum Historycznego Miasta Krakowa oraz kustoszowi wystawy należy się ukłon za dostrzeżenie i życzliwe potraktowanie marginalnych i wciąż niepopularnych zjawisk z obszaru muzyki alternatywnej.

1 października wypada być w Opolu. W Narodowym Centrum Piosenki odbędzie się pierwszy po reaktywacji koncert Inkwizycji, krakowskiej grupy hard core dowodzonej przez charyzmatycznego Ex Perta, jednego z najlepszych tekściarzy polskiego rocka. W nowym składzie pojawili się muzycy z nosie'owej formacji Wilczy Szaniec z Nowej Huty, co jest gwarancją na to, że powrót na scenę nie będzie tylko sentymentalną podróżą do starych utworów, ale nową jakością. Oprócz Inkwizycji zagrają Eye For An Eye i Wilczy Szaniec. Szczegóły na stronie http://ncpp.opole.pl/?c=news_details&id_news=343

• • •
Jan Bińczycki (ur. 1982) – absolwent Wiedzy o Kulturze na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz podyplomowych studiów nt. kultury najnowszej w Instytucie Kultury UJ, doktorant Wydziału Polonistyki UJ. Interesuje się zagadnieniami gender w dwudziestowiecznej literaturze polskiej (planowany tytuł pracy doktorskiej „Kategoria męskości w prozie Emila Zegadłowicza”), zjawiskami z pogranicza literatury i socjologii miasta oraz kontrkulturą. Wokalista efemerycznych grup punkrockowych, ostatnio Galizien Glamour.
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
