Urszula Pawlicka - Spotkanie dwóch kalekich osób
Stuart Moulthrop, autor hipertekstu Victory Garden, w jednym z wywiadów powiedział: „Sądzę jednak, że bardziej ceniłbym ich wartość [dzieł literatury elektronicznej – przyp. aut.], gdyby nie pozostawały w cieniu tradycyjnej literatury. Po części ponoszę za to winę, ponieważ przez dziesięć lat ze wszystkich sił, próbowałem trzymać nas w obrębie literackiego ogródka”.
Literatura nowych mediów postanowiła wyjść z ogródka i śmiało pokazać się światu. Okazuje się jednak, że jest nie tylko gorszą siostrą literatury tradycyjnej, ale i bękartem kultury w ogóle.
Na Europejskim Kongresie Kultury miejsce, w którym prezentowana była sztuka literacka, było urzeczywistnieniem słów Moulthropa, niestety w wersji pesymistycznej. Ogródek kojarzy się bowiem z rokokową zmysłowością i wyrafinowaniem, bunkier z kolei już z czymś zmarginalizowanym i zamkniętym. Droga do Czytelni na EKK przypomniała mi borgesowski labirynt, uwodzący mnie z sekundy na sekundę coraz bardziej, z tym że co pociąga mnie – innych już niekoniecznie. Ponad godzinę szukałam tajemniczego miejsca, do którego trzeba było przejść przez inny budynek, a na pytanie o to, „gdzie mieści się Czytelnia?” – nikt nie potrafił udzielić odpowiedzi. Gdzieś tam z boku, w czterech pokojach prezentowane były instalacje artystyczne, o których pewna kobieta z naiwną szczerością powiedziała „takie latające literki”.
Nie chodzi mi jednak ani o bunkier, ani o literki, ale o tożsamość literatury nowych mediów, która wciąż jest podważana. Zamieszczając informację na Facebooku o Czytelni na EKK otrzymałam komentarz:
„czytam i czytam i szukam tej literatury na tym Wrocławiu i jakoś znaleźć nie mogę jakaś taka nieśmiała poprzebierana zamaskowana ukrywa się za jakimiś działaniami działami półkami książkami słowami zamiast dumnie z podniesionym czołem wyjść zacząć coś mruczeć z wyraźną wadą wymowy bo ona zawsze miała wadę wymowy no więc pytam gdzie ta literatura” [Michał Czaja].
Wyraźne myślenie z perspektywy literatury tradycyjnej dyskredytuje istnienie innych form sztuki literackiej. „Poprzebierana” i „zamaskowana” mogła być co najwyżej tradycyjna, która na imprezę zaproszona nie została. Literatura nowych mediów nie ukrywa się, ale jest ukrywana. Pomimo iż pojawiła się na kongresie, to piętnowana jest potrójnie: po pierwsze – już z racji tego, że przynależy do literatury, po drugie – bo „literaturą” (w rozumieniu gutenbergowskim) nie jest, po trzecie – bo trudno ją nazwać czy zakwalifikować, bowiem „latające literki” są literaturą – czy już filmem?
Skoro zatem literatura zawsze miała wadę wymowy, to literatura nowych mediów ma problemy jeszcze większe – nie dość, że mówi niewyraźnie (estetyka szumu odpowiada za postępujący bełkot) to w dodatku nabawiła się skoliozy od ciągłego szturchania i spychania na margines. Wada wymowy występuje wtedy gdy „wymowa odbiega od normy ogólnie przyjętej w danym języku”, co prowadzi do utrudnienia kontaktu z otoczeniem – nic dziwnego, że nie potrafi się porozumieć z ksenofobicznym odbiorcą, skoro on odrzuca wszystko, co odstaje od standardu. Literatura nowych mediów ma widocznie wadę zgryzu czy inne anomalie związane z wymową: jąka się i zacina. Zdecydowanie jest mniej atrakcyjna, za to bardziej kusi i uzależnia. To sztuka, której trzeba dotknąć, aby doświadczać; wejść w głąb tekstu lub posłuchać. Treść książki interaktywnej Bogny Kowalskiej ujawniła się poprzez ręcznie wykaligrafowane początki zdań, których koniec wyświetlał się z piko-projektora po tym jak czytelnik dotknął określone miejsce na kartce. Kolejna instalacja to trójwymiarowa wariacja ze składnią języka – użytkownik ubierał specjalne okulary, dzięki którym wyświetlały się mu się zdania na wiszących bryłach sześcianu. Michał Buczyński-Pałka natomiast zaprezentował własny tekst zrecyclingowany z rozdziału z książki Łukasza Orbitowskiego pt. Tylko Maks. Odbiorca miał za zadanie kliknąć za pośrednictwem komputerowej myszki na prozatorski fragment wyświetlony na ekranie LCD, aby zburzyć jego strukturę. Słowa czy pojedyncze litery rozpadały się, odkrywając stopniowo zaprogramowaną nową treść. W konsekwencji w miejsce „wyjustowanej” prozy pojawiał się „poszarpany” fragment poezji. Wszystkie instalacje sztuki literackiej udowodniły, że żadna inna forma nie jest bardziej interaktywna niż ta. Literatura nowych mediów karmi się zakłóceniami, bo ponoć tam, gdzie jest chaos, jest życie.
Zetknięcie odbiorcy z literaturą nowych mediów przypomina mi spotkanie dwóch kalekich osób: jedna niedowidzi i niedosłyszy, a druga mówi niewyraźnie. Zamiast zastanawiać się nad wadą wymowy literatury zaniepokoiłabym się bardziej nad wadą wzroku i uszkodzeniem słuchu u czytelników. Objawem ubytku słuchu jest trudność w rozumieniu mowy – zatem koło się zamyka. Zaleca się zatem czyścić przewód słuchowy i badać wzrok, co jakiś czas. Literatura to nie tylko książka z okładką i kartkami, którą można postawić na półce – a niestety taka jej postać, wspierana przez tradycję, uzyskuje aprobatę większą niż forma cyfrowa (mówiąc „forma cyfrowa” mam na myśli sztukę literacką nowych mediów, a nie e-booki). Dowodem jest ciesząca się coraz większą popularnością liberatura, sentymentalnie kojarząca się z dzieciństwem, kiedy to samemu robiło się „książki” w postaci wiązanych wstążką kartek. Popularyzacja literatury nowych mediów jest bardziej żmudna i wymaga judymowskiej cierpliwości. Kiedy już myślę, że oto na warsztaty twittowania przyjechały osoby, aby porozmawiać o twitteraturze, okazuje się, że niektóre nie wiedzą co to twitter, ani tym bardziej hashtag. Potem nachodzi mnie pesymistyczna refleksja: skoro nikomu nie chce się przeczytać wiersza, wystarcza mu wyłącznie lead zamiast całego tekstu, to czy będzie mu się chciało zapoznać się z hipertekstem liczącym ponad 800 linków?
Nie obchodzą mnie jednak medyczno-pedagogiczne problemy w stylu „jak zapobiegać nieprawidłowościom w rozwoju mowy” czy „jak leczyć wadę wzroku”, gdyż zetknięcie się dwóch kalekich osób może być doświadczeniem poruszającym i inspirującym. Chodzi o samo spotkanie, choćby i w ogródku.
• • •
Urszula Pawlicka (ur. 1987) – Doktorantka w dziedzinie literaturoznawstwa na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Obroniła pracę magisterską na temat polskiej poezji cybernetycznej. Zamieszcza felietony na stronie Korporacji Ha!art. Należy do Fundacji Liternet. Współpracuje z portalem literackim Niedoczytania.pl. Publikowała m.in. w Magazynie Techstów, „Czasie Kultury”, „artPapierze”, „Wakacie online”, „Pograniczach”, „Kofeinie art-zin”, „Portrecie”, „Redzie (online)” oraz w książce „Hiperteksty literackie. Literatura i nowe media”.
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
