Jan Bińczycki - DIY (14): Punkowy patchwork
W ciągu ostatnich kilku lat ukazało się sporo książek na temat krajowego punk rocka. Ledwie kilka z nich jest czymś więcej niż dodatkiem do dyskografii opisywanych zespołów, gadżetem dla fanów. I choć na szczęście nie przydarzyło się nic na miarę niechlubnego Punk Rock Later Mikołaja Lizuta, (...)
najciekawsze książki o punk rocku często nie cieszą się największym zainteresowaniem.
Generacja

Na rynku przepadł wydany przez Ha!art album Michała Wasążnika i Roberta Jarosza Generacja. Za to można go kupić teraz za pół ceny w internetowej księgarni. Uprzedzam zarzuty – oczywiście kieruje mną chęć wprowadzenia do tekściku product placement chlebodawcy, ale Generacja ma zalety, które nie wymagają takich chwytów. Na treść składa się przede wszystkim 160 barwnych fotografii Michała Wasążnika – wówczas młodego fotografa rejestrującego eksplozję polskiego punk rocka. Uzupełnia je gawęda pióra Roberta Jarosza, twórcy archiwum rodzimego undergroundu w ramach projektu Trasa W-Z. O kanałach, którymi docierała do Polski nowa muzyka, pierwszych koncertach i innych aspektach pierwszej fali punk rocka opowiadają m.in. Maciej Mgura Góralski, Gogo Szulc, Paweł Kelner Rozwadowski. Są wyimki z pierwszych artykułów na temat punk rocka w PRL-owskiej prasie, fragmenty rozmowy z programu telewizyjnego w telewizji Polsat pomiędzy Tomaszem Lipińskim a pierwszym polskim punk rockerem Walkiem – Dzedzejem. Do tego kalendarium heroicznych czasów punk rocka.
Najwięcej można wynieść z oglądania samych zdjęć Wasążnika. Układ książki zachęca do zabawy w odnajdywanie młodzieńczych wyskoków dzisiejszych tuzów rocka. Podpatrywanie ich w różnych sytuacjach wyzwala jednocześnie wzruszenie i zazdrość. To pierwsze dlatego, że w migawkach z prób, koncertów i imprez widać czystą ekspresję i niewinność. Chyba taki właśnie powinien być punk rock – spontaniczny i szczery. Ale już nigdy nie będzie. Zazdrość bierze się stąd, że pokolenie dzisiejszych czterdziesto i pięćdziesięciolatków mogło spędzić młodość na kontestowaniu zdychającej komuny, by w parę lat później zrobić kariery, przechwycić atrakcyjne synekury i zanurzyć się w orgiastycznym konsumpcjonizmie pierwszych lat III RP. Taka droga raczej nie była udziałem przedstawianych na zdjęciach muzyków (którzy zwykle próbują zachować coś z dawnego etosu w nowych, bardziej skomplikowanych czasach), ale pierwszego pokolenia ich publiczności.
Zresztą pierwsze załogi nie tylko grały lepiej i bardziej oryginalnie od tłumu dzisiejszych zespołów. Warto zwrócić uwagę na przemilkiwany zwykle image. Nie było sklepów z gadżetami więc hasło D.I.Y. nie stanowiło ideologicznego wezwania, ale prostą konieczność. I tak wyglądali lepiej od nas. Dziewczyny chyba też. Teraz za 40 zło możemy sprawdzić, co nas ominęło z racji zbyt późnego urodzenia. Bo chyba każdy chciałby przeżyć tak silną fascynację, prawdziwy kulturowy freak out. Kultura alternatywna, która dziś jest jedynie odtrutką na żenujący pop i oficjalne media, wtedy oferowała najbardziej precyzyjny język krytyki i narzędzia do zupełnego wyskoku poza PRL-owską, ciasną mentalność.
Na zachętę dodam jedną z najbardziej ekscentrycznych anegdot zebranych przez Roberta Jarosza – wspomnienia Tomasza Świtalskiego z działalności kaowca:
W '75 roku zrobiłem dyskotekę dla padaczkowców i schizofreników. Ludzie po fenactilu wyglądali jak zespół Devo, z wszelkiego rodzaju upośledzeniami, próbujący tańczyć. Gdy puściłem Gary Glittera, ktoś dostał padaczki i rozciął sobie głowę. Nie ściszyłem, tylko przeciwnie – kręciłem gałkami i skreczowałem na magnetofonie szpulowym. Ordynator powiedział, że to przeze mnie, bo puszczałem taką muzykę.
Wątki rekonstruujące drogę do punk rocka pierwszych warszawskich załogantów są równie interesujące jak śledzenie ich prekursorskich poczynań. A dyskoteka w szpitalu psychiatrycznym to stały element we wspomnieniach różnych kontrkulturowców – vide wywiad z Ryszardem Tymonem Tymańskim w nr 1/99 Mać Pariadki lub dostępny na YouTube zapis koncertu The Cramps i Mutants w Napa State Mental Hospital w czerwcu 1978 roku.
Obok. Ile procent Babilonu?

Wiele wskazuje na to, że książka Obok albo ile procent Babilonu? zredagowana przez Mirosława Makowskiego i Michała Szymańskiego, wydana w tym roku przez Manufakturę Legenda, moim zdaniem też przejdzie bez szerszego echa. Ale to nie jedyne podobieństwo do albumu Wasążnika. Stanowi jakby uzupełnienie materiału zawartego w Generacji.
Dlaczego piszę o redakcji, a nie o autorstwie? Bo Obok... to kolaż z fragmentów najrozmaitszych tekstów, strzępków wypowiedzi, anegdot, artykułów i starych fotografii. Do tego znaczna część bezpośrednio nie dotyczy punk rocka.
Obcowanie z tym tekstem to przedzieranie się przez informacyjny szum. W kilku podzielonych chronologicznie rozdziałach mieszają się wątki i bohaterowie, wielka polityka sąsiaduje z osobistymi wspomnieniami, partyjna nowomowa i katolicko-narodowy patos z „luźną gadką” starych załogantów (swoją drogą w Obok... wypromowanie terminu „załoga” zostało przypisane zespołowi Deadlock). To zamierzony chaos – najpełniejsze wykorzystanie punkowej estetyki, z jakim się dotąd spotkałem. Zlepienie kolażu z wypowiedzi, linków, prasowych cytatów wydaje się być próbą ukazania wątków, które zwykle nie mieszczą się w historycznych opracowaniach. Podobnie jak w książce Wasążnika i Jarosza zaskakuje dziwny paralelizm źródeł nowej muzyki na Zachodzie i w PRL, pomimo zupełnie innych warunków zewnętrznych.
O dziwo, szczególnie ciekawe okazują się te partie tekstów, które bezpośrednio nie dotyczą narodzin polskiego punk rocka i mocno związanego z nim na początku rodzimego reggae. Z Obok... wyłania się obraz pokolenia, które tylko częściowo załapało się na hipisowską kontestację, nie szukało szczęścia w oficjalnych karierach, ani nie potrafiło się odnaleźć w głównym nurcie demokratycznej opozycji. Spora część tekstu poświęcona jest skomplikowanym historiom rodzinnym – i, wbrew pozorom, te fragmenty czyta się bez znużenia towarzyszącego zwykle podobnym wątkom w wysokonakładowej prasie. To prawdopodobnie zasługa listy gawędziarzy – oprócz cytatów z różnych wywiadów z Brylewskim i Lipińskim mówią m.in. Andrzej Turczynowicz – Amok – gitarzysta post hipisowskiej Grupy w składzie i punkowego Kanału, twórca pierwszych punkowych zinów, Henryk Gajewski, organizator International Artists Meeting – I am w klubie Remont, Piotr Rypson – menedżer Tiltu i historyk sztuki, Tomasz Szczeciński – Rastaman – jeden z pierwszych animatorów krajowego reggae, Ada Dąbrowska – fotografka początków polskiego punka i wiele innych postaci, o których zwykle zapomina się w podobnych opracowaniach.
Obie książki kontynuują pomysł Anny Dąbrowskiej-Lyons, która w 1999 r. w marginalnym nakładzie opublikowała album Polski punk 1978-1982 – zawierający kawałki zinów, mało znane fotografie, ulotki, fragmenty tekstów etc. Po dziesięciu latach nieobecności na rynku (wszystkie egzemplarze rozeszły się w kilka miesięcy), aż prosi się o wznowienie. Patchworkowa tendencja w punk rockowym kronikarstwie wydaje się odzwierciedleniem nie tylko omawianego zjawiska i ducha czasów, ale także wybuchu entuzjazmu, jakim było odkrycie nowej formy ekspresji nieobciążonej gwiazdorstwem i jakimikolwiek kompromisami.

• • •
Michał Wasążnik, Robert Jarosz, Generacja, Ha!art, Kraków 2010
Michał Szymański i inni, Obok albo ile procent Babilonu? Manufaktura Legenda, Katowice 2011
Ania Dąbrowska-Lyons, Polski punk 1978-1982, Agencja Promocyjno-Wydawnicza "ADA", Warszawa 1999
• • •
Jan Bińczycki (ur. 1982) – absolwent Wiedzy o Kulturze na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz podyplomowych studiów nt. kultury najnowszej w Instytucie Kultury UJ, doktorant Wydziału Polonistyki UJ. Interesuje się zagadnieniami gender w dwudziestowiecznej literaturze polskiej (planowany tytuł pracy doktorskiej „Kategoria męskości w prozie Emila Zegadłowicza”), zjawiskami z pogranicza literatury i socjologii miasta oraz kontrkulturą. Wokalista efemerycznych grup punkrockowych, ostatnio Galizien Glamour.
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
