Marcin Orliński - Sztuka oszukiwania

Wbrew pozorom nie będzie ani o obietnicach wyborczych, którymi byliśmy ostatnio obficie karmieni, ani o kolejnych zdradach znanych mężów lub znanych żon. Nie będzie też o Komisji Majątkowej, której nadmierną hojność już od prawie roku analizuje Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Nie będzie również o żadnych zatajeniach, przemilczeniach, manipulacjach, przekrętach, matactwach, fałszerstwach, półprawdach ani nawet o pospolitych kłamstewkach. O czym więc? O programie komputerowym, który potrafi oszukać, że nie jest programem.

Chodzi o aplikację Cleverbot, która na początku września w Guwahati (Indie) przekonała rozmawiających z nią ludzi, że jest człowiekiem. Do testu podeszło ponad 1300 ochotników, którzy nie wiedzieli, czy po drugiej stronie ekranu siedzi maszyna, czy istota ludzka. Po odbyciu rozmowy prawie 60% uczestników uznało Cleverbota za człowieka. To oznacza, że po raz pierwszy w historii maszyna przeszła tzw. test Turinga. Test ten został wymyślony w 1950 roku przez angielskiego matematyka Alana Turinga i ma sprawdzać predyspozycje maszyny do przyswojenia języka naturalnego.

Czy powinniśmy się bać? Literatura fantastyczna obfituje w katastroficzne wizje i przekonuje, że w przyszłości maszyny zbuntują się przeciw człowiekowi. Opowieści o wściekłych cyborgach i komputerach, które przejmują kontrolę nad ludźmi, znamy też z filmów. Ponure obrazy przemawiają do wyobraźni, zwłaszcza w epoce galopującej technicyzacji, kiedy urządzenia zaczynają odgrywać istotną rolę w naszym życiu. Czasem aż strach odebrać komórkę! Ale spokojnie, scenariusz z filmów science-fiction na razie nam chyba nie grozi. Cleverbot nie ma świadomości. Nie jest również wszechwiedzący. Jego zadaniem jest tylko przekonać rozmówcę, że nie jest maszyną.

Proste? Wydaje się, że tak. Ale biorąc pod uwagę, że Cleverbot został stworzony w 1988 roku przez Rollo Carpentera i od tamtego czasu odbył już podobno kilkadziesiąt milionów rozmów, nauka języka wcale nie wydaje się prosta. Okazuje się, że w przeciwieństwie do języków sztucznych (są nimi na przykład języki programowania), język naturalny nie daje się sprowadzić do słownika i zbioru reguł, które pozwalają go przekształcać. Prawdę tę na gruncie filozoficznym doskonale objaśnił kilkadziesiąt lat temu wybitny myśliciel Ludwig Wittgenstein w swoich słynnych Dociekaniach filozoficznych. Według niego językiem rządzą tzw. gry językowe, a sens nie jest przypięty do słowa, jak naklejka albo łatka, lecz konstytuuje się w sposobie jego użycia. Ta pragmatyczna perspektywa pozwala wyjaśnić zjawisko komunikacji, która nie przebiega przecież w sposób linearny i automatyczny. Ludzie komunikują się, nie analizując języka, lecz po prostu go używając.

Czy rzeczywiście? Jeśli ktoś jest zainteresowany, może znaleźć Cleverbota w sieci i porozmawiać z nim. Cleverbot używa języka, tak jak używają go ludzie. Program potrafi naśladować niektóre ludzkie zachowania. Dziwi się, żartuje, odpowiada pytaniem na pytanie, zmienia temat, a nawet… wie, jak odwrócić kota ogonem. Kiedy zapytałem go, czy jest maszyną, odpowiedział, że nie jest maszyną. Kiedy zapytałem, czym jest, odpowiedział, że jest świnką morską, a następnie zapytał mnie, czy potrafię udowodnić, że jestem człowiekiem. Zacząłem brnąć w absurdalną dyskusję i w pewnym momencie miałem już wrażenie, że to ja jestem Cleverbotem. No bo jak wykazać komuś w rozmowie za pośrednictwem okna przeglądarki, że jest się istotą z krwi i kości? Co ciekawe, podczas wrześniowego festiwalu w Indiach zrobiono też inny test. Zamiast Cleverbota podstawiono prawdziwego człowieka i okazało się, że tylko 63% rozmówców uznało go za istotę ludzką. Jaki stąd płynie wniosek? Że trzeba uważać na znajomych poznanych przez Internet.

Przyznam, że zabawę z Cleverbotem miałem niezłą. Na wiele pytań Cleverbot nie zna odpowiedzi. Wiedzę o świecie ma ograniczoną, tak jak ludzie. Umiejętność symulowania niewiedzy wydaje się zbliżać maszynę do człowieka. Zapytałem go więc, czym jego zdaniem jest maszyna. Odparł, że maszyna to coś, co nie ma uczuć. Wtedy zadałem mu pytanie, jak się z tym czuje. Odpowiedział, że czuje się z tym świetnie. Zabawne? Być może. Ale pierwsze wrażenie mija bardzo szybko. Okazuje się, że Cleverbot nie śmieje się z dowcipów, nie rozumie metafor i nie potrafi streścić nawet krótkiego fragmentu tekstu. Słowem, nie umie myśleć abstrakcyjnie. Z drugiej strony, doskonale wiemy, że nie musi. Wystarczy przecież, że nauczy się udawać.

W gruncie rzeczy nie chodzi w tym wszystkim o maszynę. Technika wydaje się lustrem, w którym człowiek może zobaczyć samego siebie. Przyjrzyj się, droga Czytelniczko, swojej codziennej rozmowie przy okienku na poczcie albo w aptece, a przekonasz się, jak wiele słów i zdań wypowiadasz mechanicznie, bez zastanowienia. Pójdź na rozmowę kwalifikacyjną do banku, drogi Czytelniku, a na pewno w swoim głosie usłyszysz głos kogoś, z kim nie do końca się utożsamiasz. Żyjemy, korzystając z gotowych schematów. I nawet wybór między pójściem do kawiarni i do parku zakłada pewien automatyzm. Są zresztą tacy, który twierdzą, że nie ma innego myślenia niż myślenie techniczne. Ale o tym innym razem.

Sprawa, jeśli się zastanowić, sięga oczywiście głębiej. Do samego języka, jego ułomnych struktur, które sprawiają, że jest nieprecyzyjny i powtarzalny. Zagadnienie prawdy to jedna z głównych bolączek filozofii od początku jej historii. Począwszy od Arystotelesa i jego słynnej definicji, zgodnie z którą prawda to zgodność myśli z rzeczywistością, poprzez Fryderyka Nietzschego, aż po współczesną hermeneutykę czy filozofię poststrukturalną, myślicieli nurtowało pytanie: jaka jest relacja między słowem i rzeczą? Co wiemy o otaczającym nas świecie i o sobie samych? Jaki wreszcie jest związek między samymi słowami? Ale kłamstwo, przyznajcie, jest chyba ciekawsze niż prawda. I pewnie dlatego wymyślono takie rzeczy, jak literatura.

• • •

Marcin Orliński (ur. 1980) – poeta, krytyk literacki. Doktorant w Instytucie Badań Literackich PAN. Absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Laureat wielu ogólnopolskich nagród literackich. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury. Wydał tomy wierszy „Mumu humu” (Kraków 2006), „Parada drezyn” (Łódź 2010) oraz „Drzazgi i śmiech” (Poznań 2010). Publikował w takich czasopismach, jak „Gazeta Wyborcza”, „Przekrój”, „Tygodnik Powszechny”, „Twórczość”, „Akcent” czy „Bez dogmatu”. Tłumaczony na języki angielski, niemiecki i szwedzki. Mieszka i pracuje w Warszawie. Oficjalna strona: www.marcinorlinski.pl

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego