Urszula Pawlicka - GT fiction
Nanofikcje, #urlstory, #vss, hashtagstories, one picture stories na iPhonie – to nie wszystkie terminy określające literackie projekty Piotra Kowalczyka (Niżej Podpisanego) w nowych mediach. Eksperymenty „technologicznie zakręconego self-publishera” są jedynymi w Polsce, które z jednej strony rozpoznają tereny jeszcze nieznane literaturze, (...)
z drugiej zaś obnażają absurdalność stosowanych narzędzi, internetu czy ogólnie współczesnych technologii. Warto przypomnieć short stories na Twitterze zbudowane wyłącznie z popularnych tagów: „#love#marriage#love#divorce#marriage#love#divorce#love” czy mikroopowiadanie opublikowane w Magazynie Techstów: „Anna allowed her life to be boxed in a Google Search bar. ‘Are you feeling lucky?’ ‘It depends. Click »search« and you’ll see”. Ironia towarzyszy także historiom obrazkowym na iPhonie, przykładowo Only 5: „It was a depressing day. Clara joined only 5 new social networks”.
W 2009 roku Piotr Kowalczyk postanowił zbadać możliwości Google Translate (GT) – okazało się, że automatyczne tłumaczenie maszynowe doskonale wpisuje się w jego ideę nonsensu: „Ponieważ od dawna intryguje mnie absurd, nazwijmy go słowotwórczy (...) pan Google mnie zainspirował o tyle, że tworzy dodatkowy poziom absurdu, wynikający z niczym nieskalanego automatycznego tłumaczenia. Skoro może to być propozycja dla anglojęzycznych czytelników, to nie widzę powodu, żeby nie była dla polskich” - http://www.passwordincorrect.com/2009/01/20/nowy-projekt-google-translated-fiction/.
Hasłem przewodnim projektu Hashtagstories Vol.1. było stwierdzenie, że nie trzeba „stwarzać” słowa, lecz wykorzystać już istniejące za pomocą techniki mash up. Tym razem Kowalczyk chce nas przekonać, że nie trzeba samemu tłumaczyć literatury, lecz wystarczy napisać taki tekst, który po translacji na różne języki zachowa swój sens. Brzmi to zapewne niedorzecznie, sceptyk powie, że na pewno jest to niemożliwe, wizjoner ogłosi apokalipsę „prawdziwej” literatury. U Kowalczyka istotniejszy od efektu semantycznego jest sam proces tworzenia eksperymentalnego projektu, kładzie on bowiem nacisk na wykorzystywany instrument, na technikę oraz także na sposób odczytywania utworu przez odbiorcę. W opowiadaniach tech-absurdalnych Niżej Podpisanego liczy się zabawa z narzędziem i z tekstem. W przypadku hashtagstories gra polegała na hipertekstowym czytaniu – każde słowo-hashtag odsyłało odbiorcę do konkretnej społeczności na Twitterze opatrzonej danym tagiem. Poprzez zapoznanie się z określonymi tagami można było zrozumieć short stories, obnażające słabości użytkowników Twittera. Google Translate, bazujący na metodzie statystycznej, generuje najbardziej prawdopodobne tłumaczenie, które zwykle brzmi abstrakcyjnie. Twórczość Piotra Kowalczyka – wykorzystująca nowe media przy jednoczesnym ironizowaniu zarówno z nich, jak i ze społeczeństwa informatycznego – zdaje się popierać słowa net artysty Igora Stromajera: „Internet jest najbardziej prymitywnym ze wszystkich mediów”.
Z inspiracji automatycznymi skryptami translacyjnymi powstał projekt Google-translated fiction (GT fiction). Początkowo Piotr Kowalczyk traktował program jako rozrywkę – przekładał tekst kilkakrotnie przez GT na zasadzie „głuchego telefonu”, sprawdzając, jak mocno narzędzie zdewastuje tekst i czy jest w stanie w efekcie wygenerować nowy. Opowiadanie Język porozumienia światowego przedstawia historię dwóch profesorów Przyrobackiego z Polski i Delaroussexemount la Rousse von Mount z Lotafrancji, którzy w wyniku błahego nieporozumienia doprowadzili do powstania języka ponadnarodowego. Najpierw czytelnik zapoznaje się z oryginałem w języku polskim, a następnie może sprawdzić, jak mocno tekst został zmodyfikowany po zastosowaniu programu GT. Kowalczyk bazuje wyłącznie na tłumaczeniu całkowicie maszynowym, generując wersję 2Google-translated [kierunek przekładów: polski-angielski; angielski-polski] oraz 4Google-translated [polski-angielski; angielski-polski; polski-angielski; angielski-polski]. Ostatecznie, jak sam przyznał, „zyskały one piętno okrutnie sfatygowanych przez technologię”.
Przykładowo oryginalny fragment – warto zaznaczyć, że Kowalczyk celowo konstruuje zawiłe zdania, aby sprawdzić jak program sobie z nimi poradzi:
„Postanowili, posługując się uwspółcześnionym i twórczo uzupełnianym językiem migowym, stworzyć nowy język, by mogli nim się swobodnie posługiwać w, jak przeczuwali, intensywnej i długotrwałej wymianie poglądów naukowych”.
W wersji 2Google-translated brzmi:
„Decyduje o uwspółcześnionym i twórczo uzupełnianym języku migowym, utworzyć nowy język, że mogą swobodnie używać go jako przeczuwali, mocny i długoterminowych naukowej wymiany poglądów”.
W wersji 4Google-translated:
„Postanawia uwspółcześnionym i twórczo uzupełnianym język migowy, utworzyć nowy język, że mogą swobodnie używać go jak przeczuwali, mocny i długoterminowych naukowej wymiany poglądów”.
Drugi poziom zniszczył treść oryginału na tyle, że trudno jest zrozumieć jego sens. 4GT przywraca pierwsze słowo zgodne z wersją pierwotną, jednak dalej nie różni się niczym od 2GT. W projekcie dostrzec można jednak zdania, które brzmią inaczej w każdym wariancie. Wyrażenie „A co ty jeszcze nie śpisz?” zyskuje kolejno postać: „I jeszcze nie śpisz?” [2GT] oraz „Mam nie spać?” [4GT]. Na każdym etapie zdanie różni się budową gramatyczną, z tym, że 4GT odznacza się także odmiennym sensem – początkowe pytanie odnoszące się do drugiej osoby przeinaczone jest w pytanie skierowane do samego siebie. Zabawny przekład zaistniał także w sekwencji: „A nic, dziadziuś nie wiedział jak trafić do toalety. No idź spać, Teorysiu!” [oryginał], „I nic dziadziuś nie wiem jak dostać się do toalety. Idź spać” [2GT], „I don’t know anything dziadziuś, jak dostać się do toalety. Idź spać” [4GT] – ciekawe, że pierwotne zdanie „dziadziuś nie wiedział” na czwartym poziomie nie zostało już przetłumaczone, w efekcie mamy do czynienia z show dwujęzycznym w medialnym stylu Joanny Krupy.
„Google Translate usuwa tyle z pierwotnego znaczenia, ile tracimy w zabawie w głuchy telefon” – zgodnie ze stwierdzeniem Kowalczyka, opowiadanie po kilku tłumaczeniach straciło zarówno walory znaczeniowe, jak i składniowe. Tłumaczenie całkowicie maszynowe przydało się wyłącznie w celach doświadczalnych i rozrywkowych – etap badania programu został pomyślnie zakończony.
Jak przystało na permanentnego eksperymentatora Kowalczyk postanowił pobawić się dalej z GT, tym razem w innym celu: „pisać tak, by uzyskać jak najlepsze tłumaczenie od Google Translate – na angielski – a potem znowu na polski”. Twórca zastosował tłumaczenie wspomagane przez człowieka, polegające na modyfikowaniu oryginału po przełożeniu go przez Google, aż do momentu uzyskania zarówno sensownej translacji z polskiego na angielski, jak i odwrotnie: „Piszę moje opowiadania w języku polskim. Ważne: piszę opowiadania w ten sposób, że Google nie ma zasadniczych problemów z tłumaczeniem. Gdy tłumaczenie jest złe, piszę jeszcze raz. Innymi słowy: staram się ułatwić życie Google… i moje też. Dlaczego? Jeden tekst napisany po polsku może być odczytany w ponad 50 różnych językach”. Realizacją zamierzeń jest Google Translated Stories (nazwane także „transtories”) What they say/ Co oni mówią – jest to zbiór krótkich opowiadań o Adamie Labbe, który pomaga ludziom mającym kłopoty w porozumieniu się, mimo iż korzystają z tego samego języka: „Mamy więc paradoks: ludzie mają problemy w komunikowaniu się między sobą, a technologia, bez względu na to, jak zła by nie była, tę komunikację może ułatwić”. Ponownie warto zaznaczyć, że Kowalczyk łączy technikę konstruowania opowiadania z jego fabułą, w wyniku czego odczuwa się cenny, odautorski dystans do siebie jako twórcy, do narzędzia GT, jak i do wygenerowanej literatury.
Warto przyjrzeć się tłumaczeniom tekstu napisanego językiem, można rzec, statystycznym, gdyż w zależności od tego, na jaki język zostanie on przełożony, zachowa swój sens. Video z Kairu – ostatni tekst z lutego 2011 roku, rozpoczyna się fragmentem:
„Adam Labbe oglądał wiadomości z Egiptu, gdy usłyszał na zewnątrz głośny łoskot. Nie zastanawiając się, szybko podbiegł do okna. Rozpędzona karetka pogotowia uderzyła w stary furgon, wiozący klatkę z ptakami. Chmara białych gołębi uniosła się w powietrze. Wtedy przyszła nowa wiadomość: “potrzebujemy cię w Kairze, natychmiast, sprawa życia i śmierci!” [oryginał].
W 2Google-translated brzmi następująco: „Adam Labbe oglądała wiadomości z Egiptu, kiedy usłyszał głośny łomot zewnątrz. Nie myśleć, szybko pobiegł do okna. Przyspieszenie ambulans uderzył w stara ciężarówka, niosąc klatki z ptakami. Stado białych gołębi wzbił się w powietrze. Potem przyszedł nowy komunikat: ‘musimy się w Kairze, natychmiast, to sprawa życia i śmierci!’ – bez wątpienia wymowa tekstu pozostała ta sama, z wyjątkiem zachwianej płci Adama Labbe. Zastanawiające jest, czemu zdanie „Adam Labbe watched the news from Egypt” Google przetłumaczył na wyrażenie „Adam Labbe oglądała”, po czym w następnych frazach pozostawił odmianę męską.
Kowalczyk proponuje czytelnikowi wybranie języka z listy Google Translate, udowadniając tym samym, że obojętnie czy opowiadanie przełożone zostanie na włoski, arabski, czy filipiński – sens zostanie zachowany. Wybrałam zatem ekstremalnie dziwny język – kreolski haitański (dla nieświadomych – wg Wikipedii – to język, który rozwinął się na terenie Haiti poprzez kreolizację języka francuskiego pod silnym wpływem różnych języków afrykańskich) i sprawdziłam, jak tym razem poradzi sobie Google Translate:
„Tłum na zewnątrz uspokoił się, słońce zaczęło zaglądać przez okno i oświetliło twarz kamerzysty. Adam zaczął sprawdzać funkcje w telefonie. Szybko znalazł wyjaśnienie – opcja przesyłania danych nie była aktywowana” [oryginał].
Foul moun yo kalme deyò, solèy la te kòmanse gade vit nan fenèt la ak eklere fè fas a nan kameramann la. Adan yo te kòmanse tcheke fonksyon telefòn la. Byen vit jwenn yon eksplikasyon - done opsyon pa te aktive [kreolski haitański].
„Ludzie spokój na zewnątrz, słońce zaczęło zaglądać w okna i oświetlenie twarzy operatora. Adam zaczął się, by sprawdzić funkcję telefonu. Szybko znaleźć wyjaśnienie opcji – dane nie zostały aktywowane” [2GT].
Pomimo większych, dostrzegalnych różnic pomiędzy oryginałem a 2GT, czytelnik posługujący się językiem kreolskim haitańskim nie miałby raczej problemów ze zrozumieniem sensu opowiadania.
Google-translate fiction jest raczej formą zabawy w „znajdź różnice” i w taki też żartobliwy sposób należy odbierać twórczość Piotra Kowalczyka, co nie umniejsza wagi jego eksperymentów, tak cennych przy poszukiwaniach nowych form literatury. Jak sam zaznaczył: „Technologia. O nią mi najbardziej chodzi. Chcę ją wykorzystywać nie jako niewidzialne narzędzie do tworzenia słów. Chcę ją wydobyć, pokazać jej wpływ na proces twórczy i jego efekty” – i to nieustannie będę obserwować.
• • •
Urszula Pawlicka (ur. 1987) – Doktorantka w dziedzinie literaturoznawstwa na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Obroniła pracę magisterską na temat polskiej poezji cybernetycznej. Zamieszcza felietony na stronie Korporacji Ha!art. Należy do Fundacji Liternet. Współpracuje z portalem literackim Niedoczytania.pl. Publikowała m.in. w Magazynie Techstów, „Czasie Kultury”, „artPapierze”, „Wakacie online”, „Pograniczach”, „Kofeinie art-zin”, „Portrecie”, „Redzie (online)” oraz w książce „Hiperteksty literackie. Literatura i nowe media”.
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
