Ha!artoons. Wróbel rysuje książki (35): Charles Foster, "Jak zwierzę. Intymne zbliżenie z naturą"

Olga Wróbel / Komiks

Książki są bardzo fajne, ale długo się je czyta, a potem w głowie i tak zostaje jeden obraz, góra dwa. Dlatego skracamy ten łańcuch i od razu dajemy wam esencję – i to w ładnych kolorach.        …

Polacy w Berlinie

Dominika Dymińska / Felieton

Naprawdę chciałam uniknąć podawania do publicznej wiadomości informacji na temat mojego wyjazdu z Polski do Niemiec, ale muszę nakreślić kontekst obserwacji poczynionych na poczet tego felietonu, więc napiszę to po raz pierwszy i ostatni: przeprowadziłam się z Warszawy do Berlina.…

Nie wycofuj się, inteligencjo (Andrzej Jakimowski, „Pewnego razu w listopadzie”)

Bartosz Marzec / Felieton

Marsz Niepodległości 2013, banda nacjonalistów napada na skłot Przychodnia. Jasne oczy Marka, bohatera filmu, napotykają wzrok jednego z napastników. Trwa to sekundę, ale wystarczy – rozpoznają się. Nie jest to trudne, bo na co dzień pracują w tej samej, skądinąd…

Zapowiadamy nową serię poetycką Ha!artu pod redakcją Mai Staśko

Nowa seria poetycka / Wiadomość

Na pierwszy ogień, jeszcze w listopadzie, idą Dominika Dymińska z tomikiem Pozdrowienia ze świata oraz Ilona Witkowska i jej Lucyfer zwycięża. Już dzisiaj możecie zamówić obie pozycje w przedsprzedaży (-8 zło, zobacz poniżej). A w grudniu dołączą do nich Modlitwy…

Szklane pszczoły [fragment]

Ernst Jünger / Proza

Mieliśmy zwyczaj spotykać się u kolegi, który zamieszkiwał pokój na najwyższym piętrze czynszowej kamienicy, jakie budowano wówczas równie szybko, jak niesolidnie. Pokój miał szerokie okno wychodzące na głęboki szyb podwórza, które z tej wysokości wydawało się nie większe od karty…

Wiersze za sto dolarów [fragmenty]

Redakcja / Poezja

1. Amazon Mechanical Turk to amerykańska platforma crowdsourcingowa, dzięki której różne organizacje outsourcują pracę. Jej użytkownicy nazywani są Mechanicznymi Turkami. 2. Na AMT zachodzi stosunek pracy między zamawiającym (requester) a pracownikiem (worker). 3. Mechaniczne Turki wykonują HIT-y (Human Intelligence Task),…

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2013 JoomlaWorks Ltd.

Karolina Plinta - Sztuka na gorąco (2): Odpowiedź Lucynie J., czytelniczce

Redakcja

Wiecie, co jest największym niebezpieczeństwem w karierze krytyka sztuki? Zaszufladkowanie. Oczywiście, teoretycznie każdy krytyk chce być z czymś kojarzony lub chociaż coś wypromować swoim nazwiskiem – gdy jednak, nie daj mu boże, się to uda, spokojnie można powiedzieć, że jego kariera jest już skończona…

Mimo to, wygodna szufladka jest pokusą, której trudno się oprzeć. Szczególnie, jeśli tłum żąda. Jak bowiem wskazują statystyki „Sztuki na gorąco”, wszyscy NADAL są zainteresowani tylko jednym, czyli… hipsterem.

Dzień dobry pani, jestem mieszkanką pewnej miejscowości w okolicy Nowego Sącza, właśnie dostałam się studia na UR w Krakowie i szukam wszelkich porad odnośnie tego, jak uniknąć efektu „słomy w butach” po przyjeździe do tego pięknego miasta – gdzie chodzić i jak, no i w czym, co mówić lub czy w ogóle mówić, itp. itd., będę wdzięczna za wszelkie wskazówki… A tak na boku, czy mogłaby pani mi wytłumaczyć, co to jest „hipster”? – czytam w mailu od Lucyny J., jednej z wiernych fanek mojego bloga.

 

Lucyna pyta - co zrobić, gdy słoma z butów wystaje?

 

Ech, Lucynko – w co się ubierzesz, w tym będziesz chodzić; naprawdę nie warto udawać kogoś, kim się nie jest, bo prawda i tak wyjdzie na wierzch i będzie bić wszystkich słomką w oko… Co to jest hipster, sprawdź se na wiki; a jeśli już faktycznie chcesz być hipsterem, mogę Ci poradzić, gdzie ewentualnie się wybrać i z kim zapozować do zdjęcia – później już tylko szybko fotka na fejsbunia i jakoś tam wepchniesz się do środowiska. Parę lajków z Twoich fikcyjnych kont załatwi z kolei sprawę popularności. Och nie, nie dziękuj, szczególnie przedwcześnie! Jak sama zobaczysz, zostać hipsterem jest całkiem łatwo. Popatrz na mnie – jeszcze niedawno śmiałam się z hipsterów i wytykałam wady hipsterskiej sztuki co poniektórych krakowskich artystów (patrz wpis „Artysta hipsterem”…), a dziś – proszę – sprawnie lawiruję pomiędzy lokalną hipsterią, tylko czasami podkładając co poniektórym nogę.

 

Plinta dobra rada mówi - w co się ubierzesz, w tym będziesz chodzić

 

Historia mojej wakacyjnej hipsterii rozpoczęła się od przyjazdu do Krakowa na Szkołę Letnią „Media Ecologies Workshop” (http://www.media-ecologies.pl/) zorganizowaną przez dwie młode dokorantki z UJ: Joannę Walewską i Magdę Zdrodowską. Zastanawiasz się pewnie, co to wszystko oznacza – spokojnie, ja sama nie wiem do końca! Jedno jest pewne: na szkole tej mieliśmy zajmować się związkami sztuki z nauką, różnymi teoriami medialnymi czy też może zastosowaniem mediów i przy okazji trochę przyrodą, bo na to ponoć ostatnio jest moda. Taki naukowy misz-masz, wszystko albo nic, rozumiesz? Oczywiście, nie to, że ja mam jakieś ambicje naukowe, pełniłam raczej tam rolę makiety rozentuzjazmowanego tłumu, który dosłownie wali drzwiami i oknami. „Plinta, tylko się nie odzywaj” – przestrzegła mnie Joanna W., po czym jednak głos jej zmiękł – „Ale przyjedź… lepszy rydz niż nic”. Taka zachęta wystarczyła. Łasa na dalsze pochwały, spakowałam szybko bambetle i wyruszyłam nach Krakau, aby się tam zmediatyzować i doznać uroków ekologii, czy czegokolwiek innego, byle tylko na łonie natury.

 

Joanna W., jak zwykle pogodna i wesoła

 

Wiejskie klimaty Sopatowca. Nie będę ukrywać, nawet z takiej perspektywy wolę miasto

 

Jak się okazało, uczestnictwo w szkole letniej „mediaaecoloeaegy” (jak to się w zasadzie pisze?) było strzałem w dziesiątkę – w ramach zajęć wyjechaliśmy bowiem do Sopatowca, to jest niewielkiej chaty pod Nowym Sączem (Twoja okolica, co nie? Widzisz, jak to wszystkie drogi prowadzą do nikąd…). Najfajniejsze w Sopatowcu było jedzenie – śniadaniaobiadykolacje full serwis, pieczony oryginalnie chleb, dżemy z własnego kotła, żadne tam tesco!… Wiadomo, nie my staliśmy nad garami, raczej warsztatami byliśmy zajęci – a to chodziliśmy i słuchaliśmy dźwięków natury (z czego najdonośniejsze były ryki motorów, dobywające się z wioski w dolinie), a to uczyliśmy się zbierać jadalne rośliny pośród różnego chwastowia…

 

Zdjęcie z warsztatów ''Put an Ear To the Trunk, Put an Ear to the Ground'', przeprowadzonych przez Annę Nacher i Marka Styczyńskiego

 

Typowy uczestnik warsztatów ''Medaeaecologiyies''

 

Największym oldschoolem pachniały jednak warsztaty z niejakim Andym Gracie, brytyjskim artystą eksperymentującym z digitaliami i bio artem, który w ramach szkoły nauczył nas robić własne mikroskopy, wszystkie – co do jednego – z przenośnych kamerek webowych.

 

Andy Gracie

 

Duże dzieci bawią się w naukowców - warsztaty ''DIY Microscopy''

 

Warsztaty DIY Microscope z Andym Gracie

 

Andy jest także ciekawym rozmówcą i szalonym artystą, żeby nie powiedzieć – fantastą. Obecnie jego umysł zaprząta idea stworzenia superwytrzymałego owada, który będzie w stanie przeżyć na Titanie, jednym z księżyców Saturna. Swoją super jednostkę zamierza nazwać Drosophila Titanus. Jak jednak mi się poskarżył, jego życie w świecie sztuki nie jest łatwe: „od kilku miesięcy zajęty jestem produkowaniem owadów, tymczasem wszyscy moi znajomi kuratorzy chcą, żebym robił projekty o kukurydzy” – skarżył się Andy w zakulisowej rozmowie. – „To śmieszne, kukurydzą przestałem zajmować się kilka lat temu” – stękał. – „Wiadomo jednak, że nikogo to nie obchodzi, a szczególnie kuratorów; nieustannie tylko wymagają, żebym dopasowywał się do ich wizji”. Zaiste, ciekawe to stwierdzenie może być to także lekcja dla Ciebie, żebyś przypadkiem, jak już pojawisz się w Krakowie na wernisażowym party, nie próbowała traktować sztuki jako rzeczy świętej. Lucynko, pamiętaj: sztuka to nie żadna bozia, tylko produkt! A muzeum to nie żadna świątynia, lecz fabryka, gdzie to na taśmie lecą kolejne wystawy, a beczkowozami dowozi się wino. Jaki z tego wniosek, Lucynko? A taki, że jak już znajdziesz jakiś wernisaż, to pij! – ale wcześniej sprawdź datę ważności produktu.

 

Ewentualny kandydat na super-owada, Drosophila Titanus

 

Aby nie smędzić, powiem Ci tylko szybko, że po powrocie z Sopatowca nasza szkoła trwała jeszcze kilka dni, podczas których znów robiliśmy wiele dziwnych rzeczy: w ramach wielkiego collage party komponowaliśmy kolaże z gazet, instalowaliśmy podstępne komunikaty na korytarzach naszego instytutu; niektórzy zaś zupełnie zdziecinnieli i zaczęli lepić plastelinowe ludziki, żeby następnie urządzić z nich pochód oburzonych plastusiów. Może wydać się Tobie to dziwnie, ale w zasadzie byłam jedną z młodszych uczestniczek tych warsztatów – widzisz, takie są nasze uniwersyteckie realia, coraz niższy poziom… Niedługo zajęcia będzie się prowadzić w piaskownicach…

 

Collage party w Instytucie Sztuk Audiowizualnych UJ

 

Krakowski Occupy Movement

 

Myśląc pozytywnie. Moja instalacja na korytarzu ISzA

 

Instalacja Mateusza Curyło - chłopak myśli tylko o jednym, czyli o fajkach

 

Kolaż Joanny W.

 

Dosyć urocze były warsztaty z Michalem Kindernay’em, młodym czeskim artystą, który do Krakowa przyjechał objuczony tajemniczymi, magicznymi skrzynkami. Jak się okazało, w skrzynkach były komputery z kamerkami, które reagowały na wiatr lub elektromagnetyczne fale, których – wiadomo – w każdym mieście jest pełno. Nie mogę powiedzieć, skrzyneczki były piękniusie, całkiem takie wschodnio-rustykalne… Ale jeśli mam być szczera, to to całe chodzenie z drewnianymi pudłami szybko mi się znudziło. Bo też ile można chodzić po mieście i słuchać trzasków i zgrzytań, cóż w tym nowego i ekscytującego, taka przyjemność to chyba tylko dla ludzi o gliczowym przegięciu.

 

Michal z wiatrową skrzynką

 

Magiczna skrzynka Michala

 

Wnętrze magicznej skrzynki Michala

 

Wszystko to, co Ci tutaj opisałam Lucynko, może wydawać się trochę wynaturzone i dziwne, a nawet bez sensu. Pamiętaj jednak, że jeżeli chcesz zostać hipsterem, zawsze warto robić coś nietuzinkowego czy też mieć jakieś niezwykłe hobby o z tajska brzmiącej nazwie (Ćwiczę Zungugo – nie znasz tego?). Dodatkowym plusem warsztatów Media Ecologies był fakt, że w zasadzie nikt o nich nic nie wiedział, miały także zastanawiająco mało uczestników. „I bardzo dobrze!” – skwitowała to Joanna W., doskonale wpisując się w standardy gardzącej plebsem hipsterki.

No dobrze, wiem, jesteś na pierwszym roku studiów i pewnie ciężko Ci znaleźć jakiekolwiek hobby, w zasadzie przecież do tej pory zajmowałaś się pracowicie prostowaniem własnego włosia, po czym kładłaś się spać z kurami… Tak czy siak, gdy hobby brak, zawsze zostaje wernisaż. A jak wernisaż i lansik – to tylko w Zbiorniku Kultury lub w klubie Bomba, w miesiącu lipcu trochę tam bywałam, więc wiem…

 

Cóż, bywało się to tu, to tam...

 

Tak, tak, Lucynko, koniecznie musisz tam się wybrać, póki lato jeszcze trwa! Zbiornik Kultury działa tylko w miesiącach wakacyjnych, a później – znów szara krakowska nuda… Oczywiście, osobiście nie znoszę tych ludzi ze Zbiornika; jak może pamiętasz z mojej poprzedniej opowieści (patrz: Artist wannabe), całe to krakowskie środowisko jest po prostu świńskie, niby że lewicowe, ale w gruncie rzeczy ostro hejtujące plebs. Jeśli więc uda Ci się wreszcie znaleźć w Krakowie Bunkier Sztuki (mała wskazówka, tuż obok jest kebab), naprawdę radzę Ci powstrzymać wszelkie kłosie zakusy w okolicach Twojego obuwia. Nie daj się zwieść także lewackiej gębie, jaką przybrał w tym roku Zbiornik – wszelkie Twoje niedoskonałości zostaną tu szybko dostrzeżone i wypunktowane. Bardzo bym nie chciała, żeby tak zakończyła się Twoja krakowska kariera, dam Ci więc kilka porad, co ewentualnie powiedzieć, jeśli podjedzie do Ciebie jakiś człowiek ubrany w kraciastą koszulę lub narciarską czapkę (wiadomo, najmodniejszy gadżet tego upalnego lata). No więc słuchaj.

 

Inauguracja działalności Zbiornika Kultury. Spektakl grupy Strupek - Lucynko, paczaj na belki

 

Człowiek w czapce - potencjalne zagrożenie dla Lucyny J.

 

Dobrym sposobem na poznanie blasków i cieni świata sztuki jest wybranie się do Bunkra Sztuki. Jedną z ofert wakacyjnego menu tej instytucji jest projekt Wymiary utopii. Jeśli wejdziesz na stronę Bunkra i przejrzysz, co tam o tym projekcie piszą, zapewne na początek trochę się wystraszysz. Faktycznie, dosyć trudno zrozumieć tą kuratorską nowomowę, powiem Ci więc tylko, że w zasadzie chodzi o naśmiewanie się z modernizmu, co można rozumieć jako tworzenie nowych, nowoczesnych światów i lepszego człowieka. To naśmiewanie przybrało w Bunkrze dość znamienną postać – dwójka zaproszonych do galerii artystów już na samym początku olała kuratorskie zapędy bunkrowców i ostentacyjnie stwierdziła, że żadnej współpracy nie podejmie, a w galeryjnych salach pokaże to, na co ma ochotę. Widzisz, Lucynko, tak to właśnie jest w sztuce – w momencie, gdy w grę wchodzi ego artysty i bezmiar jego wolności, wszelkie piękne modernistyczne hasła lądują do kosza. Dobrze by było, gdybyś zapamiętała ten przykład – reguła ta sprawdza się bowiem zaskakująco często, co w połączeniu ze znaną Ci już teorią o sztuce jako produkcie fabrycznym daje niepokojącą, wybuchową mieszankę.

 

Tłum na wernisażu w Bunkrze (wernisaż Paweli i Grospierre'a)

 

 

Nic to, spójrzmy, co tam artyści nam nabroili. Nicolas Grospierre jak zwykle po brzegi zapchał galerię fotografiami starych, modernistycznych budynków, które nie nadają się już do użytkowania – nuda, zawsze robi mniej więcej to samo, po obejrzeniu jego kolejnej wystawy mamy ochotę co najwyżej podłubać sobie trochę w nosie. Co tu ukrywać, Grospierre to typowy artysta fabryczny, który jeden pomysł opakowuje w różne pudełka i pod takimi zmiennymi postaciami sprzedaje kuratorom – co oczywiście jest dla nich dosyć wygodne, bo przynajmniej wiedzą, że nie kupują kota w worku. Dodatkowo, worki te są zaopatrzone w liczne weneckie certyfikaty, dzięki którym możemy (?) mieć pewność, że Grospierre to artysta wartościowy i interesujący. Jeśli więc, Lucynko, ktoś gdzieś głośno spyta się Ciebie, co sądzisz o sztuce Nicolasa Grospierre, równie głośno odpowiedz, że jest to artysta genialny. W kuluarach z kolei możesz (zupełnie beztrosko) dodać, że Grospierre to artysta niezwykle sympatyczny, a jego prace świetnie komponują się z Twoją koszulą w kratę. I raczej, w Twoim przypadku, tajemniczo nie dodawaj nic więcej.

 

Wystawa Nicolasa Grospierre

 

Wystawa Nicolasa Grospierre. Tylko w koszuli w kratę...

 

Nieco inaczej ma się sprawa z wystawą Laury Paweli, której wystawy z reguły mają ze sobą coś wspólnego, a jednak zawsze są inne. Od kiedy pamiętam, artystka ta zmaga się ze swoją psychodeliczną wyobraźnią i własnym, nieszczęsnym statusem artystki. Te zadawnione obawy i lęki odnajdziemy i na bunkrowej wystawie, zagadkowo zatytułowanej Nie będzie dziury w niebie, nawet jeśli pójdziesz tyłem. Jeśli uda Ci się, Lucynko, dotrzeć do Bunkra, przekonasz się, że chodzenie tyłem jest występkiem przeciwko wszelkim modernistycznym regułom, wedle których należy dziarsko pędzić do przodu. Tak, wiem, trochę to zawiłe, ale no cóż… sama zobaczysz, że tak jest. I proszę, nie bój się tego wielkiego, niechlujnego napisu „PRECZ!” u wejścia do galerii – to tylko taki mały psikus artystki.

 

Wernisaż Laury Paweli i Nicolasa Grospierre

 

Strachy Laury Paweli

 

Kotłowanina w Bunkrze. Każdy chce być na zdjęciu z wernisażu Grospierre'a i Paweli

 

Gdy otwierano wystawy Grospierrego i Paweli, miał miejsce także wernisaż w Zbiorniku Kultury, który w te wakacje zaanektował podziemia Bunkra. Nic więc dziwnego w tym, że pierwsza zbiornikowa wystawa nosiła tytuł Kopalnia i Fantom, a znaczną jej część zajmował przepastny korytarz, zrobiony z różnego śmiecia przez Marcina Dudka; w korytarzu można było z kolei znaleźć różne akcesoria kopalniano-modernistyczne. Na końcu korytarza znajdowały się z kolei abstrakcyjno-surrealistyczne obrazeczki i instalacje Kamy Sokolnickiej, które – szczerze – nie powinny Ciebie zbytnio wzruszyć. W swojej karierze galeryjnej, jeśli takową zaczniesz, będziesz miała zapewne okazję zobaczyć wiele tego typu prac – jedyne, co będzie się zmieniać, to nazwiska artystów. Niestety, z moich prywatnych notatek wyraźnie wynika, że kuratorujący wystawę Piotrek Sikora ma szczególne upodobanie w tego typu twórczości, która w moich oczach jawi się jako piękna, ale beztreściowa. Pamiętam taką jedną jego recenzję z hipsteryzującej wystawy w galerii Starter… ech, opowiem Ci o tym innym razem, Lucynko.

 

Nudne obrazy Kamy Sokolnickiej

 

Rozhipsteryzowane prace Kamy Sokolnickiej

 

Zdjecie z wystawy ''Kopalnia i Fantom'', ponury korytarz Marcina Dudka

 

Na dziś najważniejsze, żebyś zapamiętała klimat, w jakim kotłuje się tegoroczny Zbiornik, to jest: modernistycznych melancholii, utopii i krytyki kapitalizmu. Pojechali po bandzie, same hipsterskie tematy… Modność i stroszenie lewicowych piórek w blasku fajności, ot co! Nawet świnia-Okoński, ten artystyczny podstępnik, za sprawą zabawy w Zbiorniku stał się stuprocentowym robotnikiem sztuki: całymi dniami tylko rąbie drzewo, montuje czy też pakuje swoje artystowskie muskuły doprowadzając do doskonałości. Jak myślisz, Lucynko, czy tężyzna fizyczna Mateusza Okońskiego jest odpowiedzią na artystyczne poszukiwania Artura Żmijewskiego? A no tak, przepraszam, zapomniałam, że nic nie wiesz na temat tych nowomodnych nurtów w sztuce współczesnej. No cóż, wyjaśnię Ci tylko, że dziś artystów muszą interesować twarde realia i konkretne efekty, cokolwiek to znaczy. No więc gdy taki Mateusz Okoński buduje ławki do kina przed Bunkrem, należy to uznać za kwintesencję Stosowanych Sztuk Społecznych. Tak! Brawo, panie Okoński, jak zwykle świńskim truchtem wyprzedził pan swoich przeciwników w biegu do koryta najnowszych trendów!

 

Ławki sklecone przez Mateusza Okońskiego

 

Okoński-świnia

 

Żeby tego było mało, jeszcze tydzień temu w podziemiach Bunkra odbywała się wystawa Zdrada Farela, kuratorowana przez Okońskiego. Jak myślisz, Lucynko, co wymyśliła ta świnia? Zgromadziła w podziemiach stare sprzęty AGH z czasów komuny i zrobiła z tego estetyczną, utrzymaną w duchu modernizmu wystawkę! Panie Okoński, czy to wszystko dla Pana nie jest zbyt łatwe i czy przypadkiem nie jedzie Pan po bandzie? Przydałoby się Panu trochę pokory.

 

Panie Okoński, kogo chce Pan oszukać?

 

Widok z wystawy ''Zbrodnia Farela''

 

''Zbrodnia Farela''. Pałki w barwach osrzegawczych to częsty motyw w sztuce świni-Okońskiego

 

Estetyczne zabawy w ramach ''Zbrodni Farela''

 

Na tym niepokojąco modnym tle czai się grupa Spirala, której członkowie pełnią w tym roku rolę zbiornikowych wodzierejów, zabawiając tłuszczę projekcjami filmowymi, bazarami (chwyt „na błyskotkę”?) czy też własnymi rozrywkowymi wystawami, takimi jak choćby Niewidzialna sześciopalczasta ręka. Wernisaż Niewidzialnej Ręki był tak naprawdę niespodziewanym pokazem tajnej bazy słynnego krakowskiego bohatera, Niewidzialnej Ręki, który od lat walczy z wiecznie głodnym monstrum, Czarną Ręką.

 

Hipsterzy kontratakują - wernisaż wystawy ''Niewidzialna Sześciopalczasta Ręka''

 

Kwatera główna Niewidzialnej Ręki

 

Biurko superbohatera - butelki po piwie i pudła po pizzy walają się wszędzie

 

Posiłek bohatera

 

Sześciopalczasta Ręka czuwa nad miastem

 

Widok z kamerki Niewidzialnej Ręki

 

Zgubiona Rękawica Kapitana Ręki

 

Pomyśl, Lucynko, zabawa w bazę! Czyż nie brzmi to uroczo i czyż nie przenosi nas do lat dziecinnych, kiedy to razem z kuzynem biegało się po polach, budowało bazy i robiło lalki z kolb kukurydzy? Ech… Jak możesz się domyślić, całkiem polubiłam grupę Spirala, chociaż na początku traktowali mnie źle, biorąc mnie za staruchę! Nie było mi miło znów się dowiedzieć, że nie jestem dość hipsterska i młodzieńcza, na szczęście grupa S. szybko zrozumiała swój błąd i posypała głowy bułką tartą z Charlotty, hipsterskiej knajpy tuż obok, w której żywi się cała Bomba. Po tym akcie zgodziłam się spędzić kilka dni w ich towarzystwie, udając, że bawię się przednio na audiofestynie Remix. Jak to jednak na hipsterię przystało, w zasadzie trudno było tu mówić o ludycznej zabawie, było raczej sztywno i estetycznie, z czego najbardziej ruchawe były chyba tylko wideo arty, w ramach festynu wyświetlane w podziemiach Bomby.

 

Hipsterki lajfik Bomba-Zbiornik

 

W podziemiach Bomby jest ciasno i przytulnie

 

Pora jednak kończyć już ten przydługi wywód, dzięki któremu wiesz Lucynko, co należy zrobić, żeby zostać Krakowskim Hipsterem. Tak, wiem, Kochana, że nadal obawiasz się efektu „słomy w butach”… Cóż, Moja Droga – to naprawdę nie ma znaczenia, jak bardzo tandetne są Twoje buty, a obcasy – jak plastikowe. Jeśli będziesz nimi tupać wystarczająco głośno i długo, w końcu wszyscy wezmą Cię za swojaczkę.

Twoja Na Zawsze,

Plinta

 

 

P.S. W chwili, gdy piszę to postscriptum, nie mogę nic zrobić z tekstem, bo jest już opublikowany. Więc tylko kilka słów dodatku. Cieszę się, że – jak piszesz w swoim kolejnym liście – udało Ci się dotrzeć do Krakowa, a wystawy i wernisaże w Zbiorniku i Bombie podobają ci się bardzo. Zazdroszczę Ci, mnie samej nie ma już w Krakowie. Martwi mnie jednak to, że już zaczęłaś nazywać siebie przodowniczką sztuki. Biorąc pod uwagę Twoje doświadczenie i wiek, czy to aby nie za szybko? Dodatkowo, niepokoi mnie Twoja relacja z ostatniej wystawy w Bombie: czy to prawda, że było tam bardzo ciemno i że wpadłaś niechcący do jakiegoś basenu, w którym taplali się Szatański, Okoński i niejaki M. Black?!?! Lucynko, czy naprawdę wiesz, w co się pakujesz? Dodatkowo, dosyć niepokojąca wydaje mi się Twoja wzmianka o jakiejś kobiecie, która „wisiała do góry nogami, zawieszona na jakimś pręcie, i uparcie twierdziła, że nazywa się Dale Cooper”. Lucynko, co było w tym basenie, do którego tak dziarsko wskoczyłaś? Tak, wiem, gadam się jak stara ciotka, ale… pamiętaj – cokolwiek Ci się stanie, pisz. Ja z pewnością nikomu nie zdradzę. Przy okazji, czy myślałaś może o zmianie kierunku studiów? Wydajesz się stworzona do historii sztuki.

Buziaczki i kuksańce,

P.

 

Lucynko, czy naprawdę wiesz, co robisz?

 

• • •

Czytaj także:

• • •

Karolina Plinta (ur. 1988) – zła kobieta. Studiowała historię sztuki na UJ w ramach MISH. Upierdliwa i nieznośna, twórczyni słynnego bloga Sztuka na gorąco. Sama o sobie mówi: „Hipster wannabie”.

Online za darmo

ha-art-52-4-2015
Najntisy  Wśród autorek i autorów: Jakub Baran, Jan Bińczycki, Aldona Kopkiewicz, Steve Naumann, Jakub Majmurek, Kaja Puto, Ziemowit Szczerek i...Więcej...
literatura-polska-po-1989-roku-w-swietle-teorii-pierre-a-bourdieu
Nadrzędnym celem projektu był naukowy opis dwudziestu pięciu lat rozwoju pola literackiego w Polsce (1989–2014) i zachowań jego głównych aktorów (pisarzy...Więcej...
113983
Piotr Marecki / Leszek Onak / SOYT!NBG

113983

113983 to liczba plików na laptopie Piotra Mareckiego w dniu 12 stycznia 2017 roku. W ciągu kilkunastu minut zostaje podjęta próba podniesienia ich...Więcej...
liberatura-czyli-literatura-totalna
Dwujęzyczny zbiór tekstów teoretycznych i programowych głównego twórcy i teoretyka liberatury – Zenona Fajfera, zredagowany i przetłumaczony na język...Więcej...

Czasopismo

ha-art-57-1-2017

Ha!art 57 1/2017

Lenistwo Wśród autorek i autorów: Jakub Baran, Maja Staśko, Aldona Kopkiewicz, Jakub Majmurek, Przemysław Witkowski, Lynn Suh, Wiesławiec Deluxe, Kenneth Goldsmith i inni.
Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information