"Lucyfer zwycięża" Ilony Witkowskiej nominowany do Silesiusa

Redakcja / Wiadomość

Tomik Lucyfer zwycięża autorstwa Ilony Witkowskiej, wydany w serii poetyckiej Korporacji Ha!art, znalazł się w siódemce książek nominowanych do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Serdecznie gratulujemy Autorce oraz redaktorce serii, Mai Staśko. Trzymamy kciuki! • • • PRZECZYTAJ FRAGMENTY KSIĄŻKI ZAMÓW…

Robbo. Solucja

Piotr Marecki, Wojciech „Bocianu” Bociański, Piotr „Kroll” Mietniowski, Krzysztof „Kaz” Ziembik / Książka

Technologia ma współcześnie krótki żywot. Nowe platformy zabijane są przez nowsze, nowsze przez jeszcze nowsze, jeszcze nowsze przez… – i tak w nieskończoność. Odpowiedzią na to przyspieszenie jest powrót do urządzeń wypartych i martwych. Robbo. Solucja zawiera tekst wygenerowany na…

"Frajda": warszawskie spotkanie z Martą Dzido

14.04.2018 / Wydarzenie

Korporacja Ha!art, Spółdzielnia Socjalna WOLA i Cafe PoWoli zapraszają na spotkanie z Martą Dzido, autorką wydanej w marcu powieści Frajda, w ramach Smoczych Salonów literackich. • • • 14 kwietnia, sobota, godz. 19:30 Cafe PoWoli, ul. Smocza 3, Warszawa Strona…

#DeleteFacebook

Aldona Kopkiewicz / Felieton

Do tej pory pobłażliwie uśmiechałam się nad algorytmami Facebooka, skoro te reklamowały mi produkty, które sama wyszukałam właśnie w Internecie, a nawet już kupiłam. Ostatnio zdarzyło się jednak, że skorzystałam z szamponu mojego chłopaka i nawet poświęciłam temu zdarzeniu chwilę…

Ha!art 59 3/2017

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia / Numery czasopisma

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia Autorki i autorzy numeru: Sandy Baldwin, Charles Olson, Piotr Marecki, Araki Yasusada, Shiv Kotecha, Lawrence Giffin, Kenneth Goldsmith, Mikołaj Spodaryk, Yedda Morrison i Nick Thurston. • • • Walkthrough…

Odkrywanie kodu [wprowadzenie]

Nick Montfort / Proza

Oto książka o tym, jak myśleć z pomocą technologii komputerowych oraz dostrzegać w nich część kultury. Programowanie jest tu przedstawione jako sposób iteratywnego modelowania zarówno dzieł sztuki, jak i projektów w obrębie humanistyki dzięki procesowi, który umożliwia programiście odkrywanie –…

Frajda [fragment]

Marta Dzido / Proza

Pamiętasz?   *** O tak. Doskonale. Leżeliśmy w trawie na plecach i wyciągniętym w niebo patykiem odgarnialiśmy chmury. Konie piły wodę ze strumienia, ty miałaś nagie piersi. Cały czas byłem wtedy gotów, wystarczyło, że na ciebie spojrzałem, nawet nie, nawet…

Modlitwy dla opornych [fragmenty]

Jaś Kapela / Poezja

Jaś Kapela dojrzał, bo i sytuacja na świecie dojrzała. Zamiast śmieszkować, jak przystało na Dobrego Trolla, angażuje się po stronie planety Ziemia przeciwko reptilianom i jednemu procentowi najbogatszych. • • • Jaś Kapela jest melancholijnym optymistą. Cierpi za miliony ludzi,…

Parę kartek z "Notesu dla ludzi uczulonych na gluten i laktozę"

Bolesław Chromry / Komiks

Warto czasami pomyśleć. I warto też czasem coś zapisać. Albo narysować wielkiego penisa nudząc się na internalu w sali konferencyjnej. Bolesław Chromry wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wszystkich tych, którzy chcieliby sobie wytatuować napis „fuck my life”, ale nie mają odwagi i…

Pozdrowienia ze świata [fragmenty]

Dominika Dymińska /

Czarny Protest, feminizm, miłość, praca, Polska. W swojej trzeciej książce nominowana do Nagrody Nike Dominika Dymińska walczy z ustawionymi gośćmi, którzy chcą decydować o naszym życiu. I ich pokonuje, pokonujemy wszystkie.      Ledwo życieZnam już na pamięć numer mojej karty kredytowej.Udawanie bogatej…

Lucyfer zwycięża [fragmenty]

Ilona Witkowska / Poezja

Ilona Witkowska wie, co pisze, a to wcale nieczęste.Jej wiersze są jak dobrze wymierzone pociski melancholijnego gniewu.Warto uważnie śledzić ich lot. Marcin Sendecki             nie   nie chce się spać.nie chce się robić. ty sobie…

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2013 JoomlaWorks Ltd.

Karolina Plinta - Sztuka na gorąco (11): Best Worker

Redakcja

Czasem wydaje mi się, że w ramach Sztuki na gorąco piszę zdecydowanie za dużo o sobie i jakoś zaczyna mi to szkodzić.

Niby zwykło się mawiać, że prywatne jest polityczne, ale gdy nagle zaczynasz dostawać maile od ludzi, których nie znasz, za to oni twierdzą „że jesteście tacy do siebie podobni”, więc „może zostaniemy przyjaciółmi na fejsie?”, zaczynasz powoli wątpić w trafność tego nobliwego hasła. Wielokrotnie już przekonywałam samą siebie, że pora skończyć z tą upokarzającą mnie blogową formułą, z drugiej strony jednak, ciągle mam wrażenie, że w moich osobistych doświadczeniach kryje się ukryta prawda na temat współczesnego świata i niektórych jego bolączek. Nie zaprzeczam, zapewne ma to jakiś związek z moją obsesją bycia „głosem pokolenia”… lub chociaż chęci przynależności do pokoleniowego chórku, zawodzącego ewidentnie na smętną nutę.

 

 

Zresztą, moje przypuszczenia nie raz się potwierdziły. Oto na przykład ostatnio spacerowałam sobie z koleżanką przez zabłocone warszawskie ulice, gawędząc o planach na przyszłość („Co myślisz o sponsoringu?…”), by w końcu sfinalizować naszą wędrówkę na wystawie studentów ASP z pracowni Mirosława Bałki, zatytułowanej tajemniczo Kohezja. Tytuł cokolwiek nadęty, i nawet uprzednie sprawdzenie w słowniku, co właściwie to słowo znaczy, nie zatarło mojego nieprzyjemnego poczucia, że będzie to typowa wystawa-kupa, której temat jest „jakiś”, ale nie wiadomo do końca, jaki. Nie czułam się więc zbytnio zdziwiona, gdy po wejściu na wystawę odkryłam, że większość znajdujących się tam prac wygląda, jakby wykonała je jedna ręka, i ta kończyna, okazjonalnie, zapewne należy do Mirosława Bałki. Oczywiście, nie jest to żadna sugestia i bynajmniej nie podejrzewam, żeby Bałka odrabiał za swoich uczniów prace domowe, by następnie przechwalać się, jakich zdolnych ma studentów (chociaż, przy aktualnych realiach systemu edukacyjnego?…). Chodzi raczej o estetyczną jednolitość tych prac i wspólną, minimalistyczną elegancję, której towarzyszy równie minimalistyczny przekaz. W tym kontekście jasny także stał się dla mnie tytuł wystawy (jak podaje wiki, kohezja to „ogólna nazwa zjawiska stawiania oporu przez ciała fizyczne, poddawane rozdzielaniu na części”), który w tym wypadku najwyraźniej symbolizuje opór studentów wobec oddzielenia się od profesora-matki i ukształtowania własnej tożsamości artystycznej.

 

Rozstania są trudne

 

Mistyczny promień

 

Rozmiażdżony kubik z żelatyny Kuby Dąbrowskiego

 

Praca Norberta Delmana

 

Instalacja z klamerek Marcina Bednarczyka

 

Aby jednak oddać sprawiedliwość biednym studentom, muszę przyznać, że pośród różnych „bałkizmów” na wystawie dostrzec można było kilka lepszych prac lub też przeciwnie – typowo szkolnych „wypieków”, budzących we mnie pewnego rodzaju wzruszenie. Nie zabrakło więc uduchowionych prac opatrzonych religijnym tytułem, „krytycznych” filmików analizujących zachowania pewnych grup społecznych, „mistycznych” snopów światła padających na samotny, upuszczony na zimną posadzkę włos ludzki (a może to nie było już częścią instalacji?) lub też „niepokojących” instalacji dźwiękowych (czytaj: pusta sala i gdzieś w tle histeryczny monolog, którego zwykle nie chce się słuchać). Z całego tego galimatiasu jednak najdłużej zostało ze mną wspomnienie pewnej niepozornej pracy umieszczonej w jednej z pobocznych salek. Był to krótki filmik Zofii Czerniakowskiej, przedstawiający pusty kieliszek na niebieskim tle; do tego dołączony był dźwiękowy podkład, w którym można było się dosłuchać różnych agresywnych pokrzyków, zapewne rodziny artystki. Udało mi się nawet znaleźć w sieci cząstkową rejestrację tej pracy:

 

 

Pusty kieliszek (a więc nawet nie w połowie pełny!), do tego natarczywe pytania rodziny o przyszłość czy wręcz złorzeczenia sformułowane wprost („Chuj ze studiami!”), no i finalne rozwiązanie w postaci wybuchu kieliszka – czy może być bardziej jednoznaczny manifest cierpień młodej artystki, jej rosnącej niepewności towarzyszącej okresowi dojrzewania i konieczności podjęcia pracy zarobkowej, wreszcie, dramatu wywołanego wszechobecnym uciskiem społeczeństwa, które nie rozumie „sztuki” ani podniosłej roli artysty?

W zasadzie pewnie nie obeszłaby mnie jakoś specjalnie ta praca, jednak kiedy już opuściłam miejsce wystawy, nagle uzmysłowiłam sobie, jak wiele filmików tego typu było mi dane do tej pory obejrzeć. Co ciekawe, ich formuła jest dosyć stała: zwykle jest to obraz jakiegoś przedmiotu-symbolu lub po prostu zapłakana twarz artystki/artysty, plus odbiegające z offu gniewne okrzyki rodziców, niezbyt zadowolonych z wyborów życiowych swojego potomstwa. Oczywiście, ten „cierpiętniczy” gatunek można zaobserwować także w twórczości starszych artystów – tu narzucającym się przykładem jest jeden z nowszych filmów Doroty Nieznalskiej, w którym artystka prezentuje swoją twarz i cierpliwie znosi kolejne uderzenia w policzki. Żeby nie było, nie jest ona jedyna – nie dalej jak kilka dni temu widziałam podobną pracę na wystawie Oskara Dawickiego w Poznaniu. No i znów: niema twarz artysty i dobiegający z offu dziecięcy głosik deklamujący wierszyk „Kto ty jesteś…”. Niby dowcipne, ale summa summarum tu także chodzi o ucisk, o krzywdzące formatowanie społeczne. „Głowy artystyczne” to z pewnością dobry temat na wystawę, mnie jednak bardziej zastanawia owo cierpiętnicze nastawienie rzeszy młodych artystów, którzy dopiero zaczynają karierę, ale już cierpią – zupełnie jakby nie wiedzieli, na jakie studia idą i co nastąpi po nich (lub może, czego nie będzie).

Rozpisuję się o tym wszystkim dlatego, że od kiedy skończyłam własne studia, podejście takie jak powyżej zaczyna mnie coraz bardziej drażnić. Zamiast bowiem rozsądnej refleksji o rzeczywistości, mamy tu serię szlochów i stękań, które – w nadmiarze społecznego cierpienia – nie robią na nikim żadnego wrażenia. W związku z nękającymi mnie, rozlicznymi wątpliwościami (czy młodzi artyści są faktycznie aż tak tępi, jak myślę?) postanowiłam skomponować krótki poradnik dla zdesperowanej młodzieży, ujęty w błyskawicznej formule pytania i odpowiedzi.

 

:::: JAK ODNALEŹĆ SIĘ W RZECZYWISTOŚCI, W KTÓREJ NIE MA DLA CIEBIE MIEJSCA?:::…

 

 

Powracając do motywu moich wędrówek przez Warszawę, muszę chyba wyznać, że jednym z bardziej intensywnych przeżyć na tym polu są tzw. „wyprawy na Służewiec”, wykonywane od czasu do czasu (a przy odrobinie szczęścia, codziennie) przeze mnie i moje koleżanki, rzecz jasna w celach finansowych (lub też nie, bo przecież ostatnimi czasy żądać wypłaty za pracę to czysta krnąbrność i nietakt). Służewiec to faktycznie zastanawiające miejsce, którego stopień przytulności można porównać do tego charakteryzującego dworce kolejowe, autostrady albo lotniska; trzeba jednak przyznać, że Służewiec, jako rozwijająca się dzielnica biznesowa, niejednokrotnie bardziej mnie fascynował, niż smucił, i moje wizyty tam zwykle traktuję jako rodzaj unikalnej przygody. Będąc tam, trudno oprzeć się wrażeniu, że wszelkie lewicowe rewolucje nigdy nie miały miejsca, Marks i Engels to tylko kolejne wcielenia braci Grimm, a „Occupy” to zapewne zaszyfrowana formuła określająca zbyt długie posiedzenie w toalecie. Słowem, nigdzie kapitalizm nie jest tak nieuchronny i ostateczny jak na Służewcu.

 

Służew style

 

Tutaj zbliżamy się do sedna: w takim miejscu jak Służewiec nie ma miejsca dla buntowników i czerwonych flag. Albo płyniesz z prądem, albo wypadasz z gry – reguły są proste. I właśnie w takiej sytuacji jedynym rozwiązaniem wydaje się figura Best Workera, czyli wzorowego pracownika, który poświęca całe swoje życie dla pracy w ukochanej korporacji. Żeby wszystko było jasne, w tym wypadku „poświęcenie życia” może być równoznaczne z jego „oddaniem”, kończącym się niemalże śmiercią. Jednym z idealnych ucieleśnień postaci Best Workera jest na przykład tajemniczy jegomość występujący w sieci pod pseudonimem Shoenice, weteran wojny w Iraku, którego kanał na YouTube osiąga rekordową popularność.

 

 

Taktyka Shoenice’a jest dosyć prosta i zasadza się na wykorzystaniu formuły video-bloga, na którym chwalisz się i rekomendujesz innym produkty, które ostatnio zakupiłeś (a tym samym, wykonujesz darmową pracę dla korporacji, wytwarzającej ów produkt). Shoenice także zachwala różne swoje zakupy, jednak w taki sposób, który raczej działa na niekorzyść promowanej firmy. Jest pewną zagadką, jak Shoenice’owi udaje się przeżyć kolejne próby rekomendacji Old Spice’a, wódki czy sosów tabasco, on się jednak trzyma; jego szalona, zatraceńcza postawa wydaje się pewnego rodzaju reakcją na aktualne, społeczno-rynkowe realia, w których bycie „alternatywnym” jest coraz bardziej utopijną i niemożliwą do zrealizowania ambicją. Korporacje po prostu świetnie opanowały język wszelkiej „alternatywy” i dzisiaj nic nie jest dla nich zbyt lamerskie ani „wywrotowe”, żeby nie bać się tego wykorzystać.

 

 

W tym kontekście pewnym rozwiązaniem problemu może być całkowita afirmacja korporacjonizmu i fanatyczny kult marki, w pewnym momencie „wymykający się” spod kontroli. A wszystko to, oczywiście, podszyte sporą dawką sarkazmu. Stąd zapewne szerząca się w Internecie moda na iStockowe obrazki lub apokaliptyczne nurty typu vaporwave, o których pisał jakiś czas temu Jakub Mihilewicz.

Wniosek jest prosty i nasuwa się sam: zamiast popłakiwać w kącie lub tworzyć pseudowywrotowe prace o „społecznej” wymowie, czy nie lepiej podkręcić kapitalizmowi śrubki i czekać cierpliwie, aż przeciążony mechanizm sam rozleci się w drobny mak? Jeśli przyjmiemy taki punkt widzenia, wystawy w typie Kohezji mogą zyskać dla nas dodatkowe, interesujące znaczenia. Trudno bowiem przeoczyć fakt, że część prac znajdujących się na tej wystawie wyglądała zupełnie nieźle i świetnie odnalazłaby się w przestrzeni biurowej, np. na rozległym foyer jednego ze służewieckich wieżowców. Reasumując, potrzebujemy więcej tego typu prac, aby całkowicie nasycić nimi rynek – a przesyt, wiadomo, prowadzi do krachu. Tak, tak, to jest właśnie to, co mam dzisiaj do przekazania młodym artystom: więcej, kochani, więcej, ale byle nie lepiej!

Tak to poszłam na wystawę studentów Bałki i odkryłam, że prawdziwa rewolucja kryje się w white cubie.

 

Mlask

 

P.S. Zdjęcia z wystawy „Kohezja” pochodzą z bloga wyspastan.blogspot.com, którego autor – zdaje się – zrozumiał wystawę dużo lepiej niż ja.

• • •

Czytaj także:

• • •

Karolina Plinta (ur. 1988) – zła kobieta. Studiowała historię sztuki na UJ w ramach MISH. Upierdliwa i nieznośna, twórczyni słynnego bloga Sztuka na gorąco. Sama o sobie mówi: „Hipster wannabie”.

Online za darmo

ha-art-55-3-2016
Numer specjalny: DANK MEMES

Ha!art 55 3/2016

Numer specjalny: DANK MEMES W środeczku: Ahus, Mateusz Anczykowski, Cichy Nabiau, Cipasek, Czarno-biały Pag, Ewa Kaleta, Princ polo, Top Mem, Przemysław...Więcej...
literatura-polska-po-1989-roku-w-swietle-teorii-pierre-a-bourdieu
Nadrzędnym celem projektu był naukowy opis dwudziestu pięciu lat rozwoju pola literackiego w Polsce (1989–2014) i zachowań jego głównych aktorów (pisarzy...Więcej...
bletka-z-balustrady
Bletka z balustrady to ciąg zdarzeń komponujący cyfrowy wiersz. Algorytm opiera się na ramie syntaktycznej utworu Noga Tadeusza Peipera, z którego zostały...Więcej...
rekopis-znaleziony-w-saragossie-adaptacja-sieciowa
Dzięki umieszczeniu arcymistrzowskiej prozy hrabiego Potockiego w cyfrowym otoczeniu, czytelnik otrzymuje gwarancję świeżej i pełnej przygód lektury....Więcej...

Czasopismo

ha-art-59-3-2017

Ha!art 59 3/2017

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia Autorki i autorzy numeru: Sandy Baldwin, Charles Olson, Piotr Marecki, Araki Yasusada, Shiv Kotecha, Lawrence Giffin, Kenneth...

Książki

Książki (1)

robbo-solucja
Piotr Marecki, Wojciech „Bocianu” Bociański, Piotr „Kroll” Mietniowski, Krzysztof „Kaz” Ziembik
frajda
Marta Dzido

Książki (2)

lucyfer-zwycieza
Ilona Witkowska
pozdrowienia-ze-swiata
Dominika Dymińska
szklane-pszczoly
Ernst Jünger
przyducha
Maciej Piotr Prus
Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information