Zgryz (2): Mag, wampir

Paweł Kaczmarski / Felieton

W dwóch polemicznych szkicach na temat gier wideo, które miałem okazję opublikować w ostatnich miesiącach na portalu Ha!artu1, jednymi z centralnych tematów okazały się – w sposób niekoniecznie zamierzony – kwestie specyfiki i granicy medium (medium gier i medium w…

O polityce i poezji, bezpośrednio

Aldona Kopkiewicz / Felieton

Droga Maju! Piszę do Ciebie, choć pewnie najlepiej byłoby Twoje teksty o poezji współczesnej zignorować; przemilczeć, by nie przydawać im wartości. W końcu zawsze się znajdzie ktoś, kto uzna, że teraz wszystkim pokaże, jak jest naprawdę, i wywróci stolik, przy…

Best friend forever

ZAVKA / Komiks

ZAVKA – jestem autorką komiksów i ilustratorką. Za komiks Głodny Jaś i żarłoczna Małgosia zdobyłam w 2016 r. „Złotego Kurczaka” w kategorii Rysunek. W maju 2017 r. komiks ten został wydany przez Wydawnictwo Centrala. www.behance.net/ZAVKA • • • Rysujesz komiksy…

Burdele cynamonowe

Dawid Juraszek / Felieton

Gdyby żył, miałby 125 lat. Rocznica urodzin Brunona Schulza to świetna okazja, by porozmawiać o naturze ludzkiej – i o seksturystyce. Lato. Poranek. Zaciągnięte zasłony. Podnoszę się z łóżka, sięgam na półkę pod oknem, biorę do ręki tom w twardej…

Feminizm jest nie dla mnie

Dominika Dymińska / Felieton

Ostatnio – zwłaszcza w internecie – zyskuje na popularności pewna ugładzona, popowa wersja egalitarnego, inkluzywnego feminizmu celebrującego kobiecość jako taką, we wszelkich jej formach, i zachęcającego do akceptacji, a wręcz do obdarzenia miłością własnego ciała niezależnie od tego, czy przystaje…

Intertekstualność jako przejaw błędów młodości (Maria Kądzielska, "Model")

Paulina Barańska / Felieton

Stanisław Barańczak wielkim tłumaczem i poetą był. Wszyscy o tym wiemy, a jak ktoś twierdzi inaczej, to się nie zna. Ale skoro już silę się tu na coś osobistego, to podziwiam go przede wszystkim za Książki najgorsze – cykl pamfletów…

Mój Stary: wypracowanie site-specific

Stroix / Felieton

Tekst ukazał się w albumie o historii Narodowego Starego Teatru wydanym przez Narodowy Stary Teatr. Dziękujemy za zgodę na przedruk.   Trochę nie wiem, co powiedzieć, bo ja w Starym Teatrze, no, tak jakby mieszkam. Nie tyle przychodzę, co nie…

Sztuka dla sztuki, zabawa dla zabawy

Anna Fiałkowska / Felieton

Nie jestem osobą pozytywną, to na pewno. Nie potrafię wypowiadać legendarnej frazy „będzie dobrze”. Niestety – zwracam raczej uwagę na to, co gorsze, niż na to, co lepsze, a przede wszystkim nie potrafię się w nic zaangażować. Oto moje wady.…

Przemytnicy [fragment]

Konrad Janczura / Proza

Od rana trzeba było towar rozwozić. Zajechali najpierw na Lubaczów, na ruski targ. Tam jest w centrum miasta taka stara miejscówa, gdzie się rozkładają handlarze. Kiedyś było ich więcej, ale gmina wygnała większość na przedmieścia. I tam nikt nie chodzi,…

Namaluj Popka

Shiv Kotecha / Książka

Książka w postaci malowanki, ale takiej, do której należy użyć własnej wyobraźni. Odmalowuje się tutaj – z pamięci! – postaci z obszaru popkultury, celebrytów i polityków. Pierwsza część składa się z nazwisk stu ludzi, których usiłuje odtworzyć podmiot. Część druga…

Życie literackie w Krakowie

Jacek Olczyk / Książka

Inspirująca podróż w czasie przez krakowskie życie literackie – od kawiarń Młodej Polski przez kultowe miejsca PRL-u po alternatywną cyberkulturę XXI wieku. Owoc wieloletnich badań Jacka Olczyka, który przeczesywał pamiętniki, korespondencję, dobrą i złą prasę, by stworzyć pierwszą tego rodzaju…

Między Placem Bohaterów a Rechnitz [fragment]

Monika Muskała / Proza

– Gdzie są ruiny zamku? – pytam młodego człowieka, który wysiadł właśnie z samochodu przed kościołem na niewielkim placu wyglądającym na centrum miejscowości.– Musi pani wrócić – odpowiada – zamek jest paręnaście kilometrów stąd, w Lockenhaus.– Ale tutaj też był…

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2013 JoomlaWorks Ltd.

Karolina Plinta - MISTRZYNIE $TYLU (1): Katarzyna Kozyra

Redakcja

Nie od dziś wiadomo, że świat sztuki żyje nowinkami. Kolejne wernisaże, festiwale, gallery weekendy i głośne nazwiska wyznaczają rytm, wedle którego działa i myśli nasza krytyka artystyczna. Przypomina to czasami zabawę w głupiego Jasia.

Do kogo teraz poleci piłeczka? – zastanawiają się rozgorączkowani krytycy, stając się mimowolnie pionkami w grze, którą zaplanowali dla nas kuratorzy i galerzyści. Taka kolej rzeczy wydaje się, z jednej strony, nieunikniona, z drugiej jednak warto zastanowić się, czy są to jedyne zadania i możliwości krytyki. Co właściwie powinien robić krytyk? – myślałam sobie ostatnio, planując kolejny tekst. W takich chwilach jak ta przypominają mi się słowa Urszuli Czartoryskiej, która w wywiadzie zrekonstruowanym przez Marysię Lewandowską o krytyce mówiła tak: „Przede wszystkim, w jakimś takim uniwersalnym pojęciu, krytyka to jest wybieranie. Nie w tym znaczeniu, że się mówi, że ci są dobrzy, a ci są lepsi, a ci są najlepsi, tylko krytyką jest pewne zajęcie stanowiska – i to zajęcie stanowiska jest uniwersalne”. Dla Urszuli Czartoryskiej krytyka była więc projektem politycznym, za którym stała ogromna odpowiedzialność wobec artysty i czytelnika. W wyborach krytyka zawsze odzwierciedlają się jego polityczne i estetyczne poglądy, a jego umiejętność przekonywania wpływa bezpośrednio na opinię odbiorców. Teoretycznie, jest to oczywistość, jeśli chodzi o teorię krytyki, jednak ten „banał” często spędzał mi sen z powiek i wprowadzał w stan permanentnego zakłopotania. Mamy w końcu XXI wiek, publiczność jest wymagająca, pewnie też trochę znudzona i uprawianie takiej nieco nauczycielskiej krytyki wydaje mi się naiwne. No bo w zasadzie kto to łyknie…

W takim właśnie kontekście zastanawiałam się nad tym, co dotychczas robiłam i jakie teksty ukazywały się w ramach Sztuki na gorąco. Jak dotąd, starałam się podążać pewną linią ideową, towarzyszyło mi jednak przy tym niepokojące poczucie wstydu: wstydu przed własną religią, która przecież ciągle domaga się ofiar. „No i cóż tu rzucić na ten feministyczny ruszt…”, myślałam sobie ostatnio i w końcu doszłam do tego, że najwyższa pora na hardcore: trzeba mi wziąć to, co jest pod ręką… nawet jeśli wydaje się to trochę out of date. Właśnie dlatego postanowiłam na łamach Ha!artu zainaugurować nowy cykl interpretacyjny o wiele mówiącym tytule: Mistrzynie $tylu. Założenia tego pomysłu są proste: każdy tekst będzie poświęcony jednej interesującej mnie artystycznej postaci, którą uznam za spełniającą standardy Mistrzyni $tylu (kobiety, mężczyzny). Celem tych starań jest zaś odpowiedź na kłopotliwe pytanie: Jak to nosić, skoro do niczego nie pasuje? Pozornie błahe pytanie o styl niesie za sobą jednak pewną krytyczną wartość i nawet wspomniana wcześniej Urszula Czartoryska podkreślała w swoich wypowiedziach, że: „Jak kupujemy sukienkę tego kroju, a nie innego, to też uprawiamy krytykę, ponieważ nie chcemy takiej, która jest staromodna albo prowincjonalna, tylko chcemy akurat jakąś aktualną”. A co jeśli w naszej szafie upadłej feministki wiszą jedynie modele z zeszłego sezonu?

„Znów się zepsułeś / i wiem co zrobię / zamienię cię na lepszy model” – śpiewała kiedyś Kasia Klich, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z siły tak zwanego „vintydżu”. W końcu nie od dziś wiadomo, że to, co stare, często nadal bywa jare, a z czasem może nawet zyskać posmak absurdalnej fajności. I właśnie dlatego pierwszy odcinek Mistrzyń $tylu postanowiłam poświęcić absolutnej królowej (jeśli nie drag queen) sztuki gender – Katarzynie Kozyrze.

Właściwie to zastanawiam się, dlaczego wcześniej nie napisałam o Katarzynie Kozyrze. Oskarżana o samolubność, gwiazdorstwo i okrucieństwo, Kasia K. wydaje się bowiem preantycypacją femininazizmu... Do tego jest specjalistką od przebieranek, więc tytuł Mistrzyni $tylu wydaje się być stworzony dla niej. Kto wie, może to ona właśnie wyznacza standardy tej kategorii?

 

$$$

 

Powróćmy jednak jeszcze na chwilę do warsztatu metodologicznego, który pomoże rozgryźć na nowo ten trudny orzech, jakim jest sztuka Kozyry. Twórczość strasznej Kasi rozpatrywałabym poprzez pryzmat derridiańskiej hauntologii, czyli nauki o strachach (nie, nie na wróble). Chodzi tu oczywiście o widma przeszłości, które nieustannie nawiedzają nas zza grobu – dziwne widoki z dawnych lat, które zobaczyliśmy jako dzieci, a które teraz grzęzną w topieli melancholii i niepokojących fascynacji. Doświadczeniem hauntologicznym może więc być wspomnienie głowy Wojciecha Jaruzelskiego, który wyłania się z ekranu i ogłasza stan wojenny. W moim przypadku takim wspomnieniem jest z kolei piosenka Ole, Olek! zespołu Top One, którą puszczano w telewizji z okazji wyborów prezydenckich w 1995 roku.

 

 

Tak zupełnie na boku, zwracam wam uwagę na postać czarnoskórego wokalisty tańczącego z Olkiem. Dziś takie rzeczy nie byłyby możliwe… Lata 90. XX wieku to jednak były złote czasy.

W takim to właśnie szczególnym momencie rozpoczęła działalność Katarzyna Kozyra, której twórczość w pełni wyraża ducha epoki. A była to oczywiście era disco polo, jak widać na załączonym wcześniej klipie. W pewnym sensie, sztuka Kozyry też jest jak disco polo (te nieustające motywy pieśni i tańca, które powracają w kolejnych pracach K…), a gdyby szukać jakiegoś muzycznego odpowiednika artystki, niewątpliwie byłaby to Shazza.

 

Piosenka od zawsze towarzyszyła artystce

 

Dość jednak mędrkowania, najwyższa pora przejść do sedna tego odcinka, czyli analizy $TYLU artystki. Niniejszy poradniczek w szczególności dedykuję wszystkim szarym myszkom, którym marzy się bycie prawdziwą biczą. Nie wiecie jak to zrobić? Bądźcie jak Katarzyna Kozyra.

 

KATARZYNA KOZYRA: KNOW HOW

1. NIE OWIJAJ W BAWEŁNĘ. Dosłownie. Kasia Kozyra, podobnie zresztą jak pozostali uczniowie Kowalni, zawsze ceniła nagość jako uniwersalny zastępnik wszelkiego stroju. Męczysz się codziennie rano dobierając kolor skarpetek do spodni, spodni do koszulki i koszulki do apaszki? Skończ z tymi ceregielami i wybierz nagość, swobodę i permanentny przewiew. Uwaga na boku – nagością Kozyry wyraźnie inspiruje się inny współczesny artysta, Roman Dziadkiewcz. Jego fascynacja sztuką nagiej Kaśki przejawia się tym, że gdy tylko nadarzy się okazja, on od razu wyskakuje z łaszków (ech, dzikus!). Aby osiągnąć bardziej spektakularne efekty, zaczął nawet organizować orgie, podczas których zachęca innych do pokazywania tego i owego. Efekty takich działań bywają wielce interesujące, a w środowisku już chodzą plotki o tym, „który kurator ma jakiego”… Cokolwiek o tym sądzę, muszę przyznać: goło zawsze jest wesoło.

 

 

2. PLAY PENIS. Jeśli pozbycie się własnych ubrań wydaje się wam trudne, przygotujcie się na to, że prawdziwa próba nastąpi później, podczas tzw. „konfrontacji z własnym ciałem”. Często można zobaczyć tam coś, czego się nie chce, i wcale nie chodzi o jakieś fałdki czy starcze zgrubienia. Mam tu raczej na myśli problem dużo bardziej feministyczny, zawierający się w podstawowym pytaniu: „Halo, gdzie jest mój penis?”. Przecież wiadomo nie od dziś, że każda bicza skrycie marzy o penisie, oczywiście własnym. A tu jak na złość ani dudu… Katarzyna Kozyra znalazła rozwiązanie tego przykrego problemu: wymyśliła specyficzny rodzaj gry, umożliwiający niekończącą się zabawę z penisem. No i co z tego, że go nie masz? Z braku laku zawsze można doczepić sobie gumowego – może nie jest tak giętki i żwawy jak prawdziwy, ale za to można go doczepiać i odcinać wtedy, kiedy akurat masz na to ochotę. Dodatkowo, traktowany z czułością i finezją, gumowy penis może stać się twoim najwierniejszym kompanem, skutecznym kamuflażem i ulubioną zabawką. Penis Katarzyny Kozyry wstąpił nawet do Nieba, więc możliwości zabawy są naprawdę nieograniczone.

3. PLASTIK FANTASTIK. Jedną z cech charakterystycznych dla Kozyry jest to, że jak wpadnie na jakiś pomysł, potrafi go rozwijać w nieskończoność, aż do porzygu. I tak jak wpadła na pomysł z gumowym penisem, to od razu zachciało się jej czegoś większego. Z czasem więc w jej pracach zaczęły się pojawiać plastikowe pancerze a la klatka Kena i w końcu – pełne gumowe uzbrojenie, zawierając w sobie wszystkie części ciała łącznie z nadmiarem tłuszczu na brzuchu. Na ten problem można patrzeć dwojako. Z jednej strony, trudno nie zauważyć, że Kozyra dokonała pewnego zwrotu w swojej twórczości. Na początku eksponująca żywe ciało, artystka stopniowo odchodziła od naturalizmu na rzecz plastiku i kampu, wywarzając w ten sposób drzwi, które już dawno otworzyła popkultura. Ale z drugiej strony – kurczę, sztuczna skóra to taki transhumanistyczny motyw! Kto wie, może za dwadzieścia lat wszyscy będziemy nosili takie? Zamiast więc narzekać, radzę wam pomyśleć o nabyciu własnej – najwyższy czas, żebyście pokazały wszystkim, kto tu jest królową wernisaży.

 

 

4. BORN TO BE FAMOUS. Kto jak kto, ale Katarzyna Kozyra potrafi fantazjować na swój temat. Zaczęło się niby niewinnie – artystka pewnego razu wymyśliła sobie, że jest jak Olimpia Maneta. Nie będę z tym polemizować, wiadomo, że wszystkie (my, kobiety?) jesteśmy Olimpiami Maneta, a przywilej ten bywa czasami męczący… Oczywiście, nie dla Kozyry. Kiedy tylko temat Olimpii uznała za wyczerpany, szybko zaczęła wcielać się w inne, co bardziej wystrzałowe role: królewny Śnieżki, drag queen czy operowej diwy. Niektórzy co prawda uważają to za puste gwiazdorzenie, ale kurczę! Kaśka Kozyra to chyba jedyna artystka w Polsce, która dzięki sztuce spełniła wszystkie swoje skryte marzenia i zachcianki, wcielając tym samym w życie utopijny postulat „sztuki, która staje się rzeczywistością” (!!!). Nawet jeśli wydaje się to troszkę samolubne, przyznajcie – która z was nie chciała w dzieciństwie być sławną gwiazdą pop lub superbohaterką, która ratuje świat od zagłady? I gdy większość kobiet w końcu dorasta i godzi się z ponurą rzeczywistością, Kozyra, dzięki swojemu sprytowi, tę rzeczywistość zaczęła naginać – robiła to tak skutecznie i długo, aż końcu udało się jej osiągnąć upragniony cel: wyszła na scenę i… zapiała niczym zarzynany kogut. Brak talentu wokalnego nie ma tu jednak żadnego znaczenia, w końcu jak twierdzi nasza gwiazda: „Z mojej wszechmocy rodzi się przekonanie, że za co bym się nie wzięła, wszystko mi się uda. Bo potencjalnie jestem utalentowana w każdej dziedzinie”. No, to się dopiero nazywa pewność siebie, aż chciałoby się powiedzieć: „Brawo, bicz!”.

 

Gdziekolwiek pojawi się artystka, zawsze jest o niej głośno. Tutaj na przykład widzimy grupę zdesperowanych fanów, próbujących sforsować drzwi Muzeum Narodowego w Krakowie - za drzwiami trwała właśnie wystawa retrospektywna Kozyry. Emocje, wrzaski, szarpanina i transparenty to codzienność w wypadku wystaw naszej gwiazdy, która chyba jako jedyna z artystycznego światka budzi obecnie jeszcze jakiekolwiek emocje wśród tzw. ''gawiedzi''

 

5. GRUNT TO KOMPANIA. A może kompanija? Jeśli już zdecydujesz się na zostanie gwiazdą, nie możesz zapomnieć o swoich groupies, absolutnym must have każdej fałszywej księżniczki. Kaśka Kozyra oczywiście celowała w dobieraniu sobie odpowiedniego towarzystwa, które podwyższało atrakcyjność jej własnej osoby. Lubiła otaczać się młodymi chłopcami (przybranymi jedynie w skromne waginki), pojawiała się w towarzystwie słynnej Glorii Viagry, aż w końcu zatrudniła do swojego orszaku grupę karłów, odgrywających naprzemiennie role męskie bądź żeńskie. W pewnym momencie Kozyra i jej „Midżety” (jak dziwnie kojarzy się to ze słowem „gadżety”) byli prawie nierozłączni: pojawiali się na wielkich wystawach i festiwalach sztuki, a kochająca K. urządziła nawet swoim milusińskim własne biennale sztuki, stając się tym samym zapewne pierwszą poważną promotorką tzw. „Krasnal Art”. Niestety, krasnale Kozyry szybko zostały wyeliminowane przez inną grupę artystycznych nizołków…

 

Z Glorią Viagrą

 

 

Królewna i jej krasnoludki

 

6. SHAKE YOUR ASS. Znamy już Kozyrę jako mistrzynię piosenki, ale była jeszcze jedna dziedzina, do której ostro aspirowała gwiazda: taniec. I słusznie, bo przecież wiadomo, że jeśli chcesz przebić się do mejnstrimu, nie wystarczy ładnie śpiewać – trzeba także umieć wstrząsnąć pupcią. Kozyra trochę próbowała swoich sił w tej dziedzinie, ale ponieważ równocześnie przeżywała okres „fascynacji sztuczną skórą”, w końcu postawiła na młodzież i bardziej atrakcyjnych tancerzy, który odwalali czarną robotę za nią. Rys tego typu przedsiębiorczości można zaobserwować w jej pracy Lords of the Dance… Zaskakujący jest jednak fakt, że to nie ten film zrobił prawdziwą furorę, lecz inna roztańczona praca artystki, Święto wiosny, do którego wykorzystała ciała starych ludzi. Cóż, wygląda na to, że w starzejącym się społeczeństwie europejskim obwisła skóra staje się co raz bardziej cool. Nasza gwiazda oczywiście wyczuła te trendy, obnosząc się z własną, sztuczną skórą podstarzałej operowej diwy.

 

Kozyra zawsze wiedziała, co dobre

 

7. LICENCJA NA ZABIJANIE. Kozyra, jako specjalistka od wdrażania sztuki w życie, ma na swoim koncie… niejedno życie właśnie. Jej głośna kariera zaczęła się od pracy Piramida zwierząt (rok 1993 – hauntologiczny czas…), na potrzeby której zleciła zabicie konia i koguta, wywołując tym samym falę oburzenia i niesmaku wśród publiczności, a z czasem i pośród poszczególnych krytyków sztuki. Głośna tu była zwłaszcza krytyka Doroty Łagodzkiej, naczelnej feministki praktykującej Animal Studies. No i może racja, zabijanie dla sztuki to trochę przeżytek, ale z drugiej strony znów, mam wrażenie, że moda na przemoc w sztuce wraca. Nawet jeden z popularnych obecnie artystów, Wojtek Bąkowski, na łamach „Wyborczej” odgrażał się ostatnio, że „jest w stanie zabić”. U niego jednak wszystko kończy się tylko na słowach, tymczasem Krwawa Kaśka nie bała się zabić naprawdę, i to na dwadzieścia lat przed przechwałkami Pana Słabego Bąka. To się nazywa ostateczny wymiar biczostwa. Trzeba też w końcu przyznać: trudna to, ale cenna spuścizna, być może o kobietach mówiąca więcej niż niejedna praca pro-eko. Oczywiście, tylko niektórych.

8. JĘZYK-ŻYLETA. Skoro już jesteśmy przy zbrodni i karze, nie sposób nie wspomnieć o języku, jakim z finezją posługuje się gwiazda. Ostry, prosty (prostacki?) i niezbyt fortunny, zwykle bardziej szkodzi Kozyrze, niż pomaga (np. wyjaśnić własne intencje). Jednak w myśl zasady „czego się nie dotknę, to złoto”, nasza artystka bez wahania założyła własnego bloga na pop-pularnym natemat.pl, gdzie zamieściła do tej pory bodajże trzy hot teksty, oskarżając znajomych o to i owo. Zapewne najbardziej zastanawiające było wyzwisko skierowane do kolegi z Kowalni, Artura Ż.: „Ty kanapkowy rewolucjonisto!”. Stwierdzenie mocne, ale o co tu właściwe chodzi? Czyżby była to sugestia, że dawna „Żmija” sztuki krytycznej zaczyna zamieniać się w akademickie salami?…

9. SZUKAJ I NIE BÓJ SIĘ ZBŁĄDZIĆ. Powoli zbliżamy się do końca tego bezcennego poradniczka prawdziwej biczy, jednak wydaje mi się, że nadal nie znamy odpowiedzi na podstawowe pytanie: kim w zasadzie jest Katarzyna Kozyra? Co gorsza, wydaje się, że ona sama wie na ten temat niewiele więcej. Po odegraniu niezliczonej ilości ról, wcieleniu się w najbardziej fantastyczne postacie i realizacji co bardziej absurdalnych pomysłów, Katarzyna Kozyra wyraźnie straciła wątek i chyba już sama nie pamięta, kim w zasadzie jest. Stąd kolejny pomysł na artystyczny projekt, to jest – casting na samą siebie. Skoro Kozyra nie jest już Kozyrą, to może uda się odnaleźć choćby zastępnik Kozyry? Niestety, po długich miesiącach poszukiwań na różnych kontynentach, Kozyra nie odnalazła samej siebie. Zniechęcona, porzuciła więc projekt i zabrała się za coś znacznie grubszego – zaczęła szukać Jezusa. Determinacja artystki zaprowadziła ją aż do Jerozolimy, a po wytrwałym śledztwie udało się jej spotkać kogoś, kto faktycznie wyglądał jak Jezus. Niestety, ów jegomość okazał się być jedynie fałszywym prorokiem, tak zwanym „Fake-Dżizasem”, uchodzącym w mieście za lokalne kuriozum. Przykra sprawa, szczególnie dla kogoś, kto być może szukał odpowiedzi na pytanie o samego siebie.

 

Fake-Dżizas mydli artystce oczy…

 

 

Czyżby za sprawą machlojek Dżizasa Kozyra zaczęła upodabniać się do niego?

 

Poszukiwanie Jezusa (i odnalezienie Dżizasa) to ostatnie pomysły, jakie udało się zrealizować artystce. Trudno przy tym nie zauważyć, że krajowej krytyce jakoś nieśpieszno było do omówienia tego spektakularnego nawrócenia. Co gorsza, wydaje się, że samej Kozyrze do nowych działań się nie śpieszy, a co bardziej złośliwi przebąkują coś o „wypaleniu się artystki”. Śmieszny zarzut wobec osoby, która – wydaje się – w sztuce osiągnęła już wszystko i stała się każdym (także Jezusem). Koniec końców, Katarzyna Kozyra jest też jedną z niewielu osób, którym udaje się utrzymać z własnej sztuki, o czym mogliśmy ostatnio dowiedzieć się na wystawie Wolny strzelec w Zachęcie. Widzicie – to, co dla większości jest tylko odległym marzeniem, dla Kozyry jest rzeczywistością. Ale czy może być inaczej w przypadku artystki, która za główny postulat swojej sztuki obrała spełnianie własnych zachcianek i kaprysów? Katarzyna Kozyra chciała wszystkiego i to właśnie udało się jej osiągnąć: pełną pula sztuki, rozbity bank i tytuł Biczowskiej Number One… Kto miałby być Mistrzynią $tylu jak nie ona?

 

No kto?

• • •

Czytaj także:

• • •

Karolina Plinta (ur. 1988) – zła kobieta. Studiowała historię sztuki na UJ w ramach MISH. Upierdliwa i nieznośna, twórczyni słynnego bloga Sztuka na gorąco.

Online za darmo

ha-art-52-4-2015
Najntisy  Wśród autorek i autorów: Jakub Baran, Jan Bińczycki, Aldona Kopkiewicz, Steve Naumann, Jakub Majmurek, Kaja Puto, Ziemowit Szczerek i...Więcej...
literatura-polska-po-1989-roku-w-swietle-teorii-pierre-a-bourdieu
Nadrzędnym celem projektu był naukowy opis dwudziestu pięciu lat rozwoju pola literackiego w Polsce (1989–2014) i zachowań jego głównych aktorów (pisarzy...Więcej...
113983
Piotr Marecki / Leszek Onak / SOYT!NBG

113983

113983 to liczba plików na laptopie Piotra Mareckiego w dniu 12 stycznia 2017 roku. W ciągu kilkunastu minut zostaje podjęta próba podniesienia ich...Więcej...
liberatura-czyli-literatura-totalna
Dwujęzyczny zbiór tekstów teoretycznych i programowych głównego twórcy i teoretyka liberatury – Zenona Fajfera, zredagowany i przetłumaczony na język...Więcej...

Czasopismo

ha-art-56-4-2016

Ha!art 56 4/2016

W Polsce, czyli nigdzie Wśród autorek i autorów: Dezydery Barłowski, Claudia Ciobanu, Steve Naumann, Kaja Puto, Ewa Maria Slaska, Lynn Suh, János Térey, Jakub Wencel i inni.
Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information