Immunizacja. Albo o przyszłości nauk humanistycznych

Maciej Topolski / Felieton

Deszyfracja miejsca uniwersytetu   Z wielu stron dochodzą do mnie głosy o problematycznej suwerenności uniwersytetu, a mówiąc ściślej – nauk humanistycznych. Są to głosy podnoszone zarówno przez tych, którzy pozostali w murach instytucji akademickiej, jak i tych, którzy znaleźli się…

Ha!artoons. Wróbel rysuje książki (30): Dave Goulson, "Żądła rządzą"

Olga Wróbel / Komiks

Książki są bardzo fajne, ale długo się je czyta, a potem w głowie i tak zostaje jeden obraz, góra dwa. Dlatego skracamy ten łańcuch i od razu dajemy wam esencję – i to w ładnych kolorach.        …

Do -55% zniżki na nasze e-booki na ebookpoint.pl

Promocja /

Razem z ebookpoint.pl mamy dla Was spoko ofertę: tylko do 22 czerwca e-booki Ha!artu (m.in. Janczura, Obrist, Olczyk, Shuty i Szczerek) przecenione nawet o -55%!

Czarna Chata, biała willa, pół bliźniaka i martwa dziewica

Aldona Kopkiewicz / Felieton

Jeżeli kwiecień był miesiącem apokaliptycznej medytacji nad wybujałością natury, maj okazał się miesiącem znaków; znaków na tyle tajemniczych, że bez przesady możemy nazwać ten czas okultystycznym. Był to czas obrazów niosących komunikaty nieczytelne, wymagające wiedzy niekanonicznej, a właściwie: wglądu, intuicji…

"Moja książka to autentyk, wszystko w niej zawarte jest prawdą" - Marecki rozmawia z Orszulewskim

Dariusz Orszulewski / Piotr Marecki / Rozmowa

W postępujących mrokach Brexitu Piotr Marecki porozmawiał z Dariuszem Orszulewskim o początkach polskiej emigracji na Wyspach i o genezie dokumentujących je Zjednoczonych Sił Królestwa Utopii, będących prawdopodobnie ostatnią polską powieścią emigracyjną.   Piotr Marecki: Czy Zjednoczone Siły Królestwa Utopii to…

Przemytnicy [fragment]

Konrad Janczura / Proza

Od rana trzeba było towar rozwozić. Zajechali najpierw na Lubaczów, na ruski targ. Tam jest w centrum miasta taka stara miejscówa, gdzie się rozkładają handlarze. Kiedyś było ich więcej, ale gmina wygnała większość na przedmieścia. I tam nikt nie chodzi,…

Namaluj Popka

Shiv Kotecha / Książka

Książka w postaci malowanki, ale takiej, do której należy użyć własnej wyobraźni. Odmalowuje się tutaj – z pamięci! – postaci z obszaru popkultury, celebrytów i polityków. Pierwsza część składa się z nazwisk stu ludzi, których usiłuje odtworzyć podmiot. Część druga…

Życie literackie w Krakowie

Jacek Olczyk / Książka

Inspirująca podróż w czasie przez krakowskie życie literackie – od kawiarń Młodej Polski przez kultowe miejsca PRL-u po alternatywną cyberkulturę XXI wieku. Owoc wieloletnich badań Jacka Olczyka, który przeczesywał pamiętniki, korespondencję, dobrą i złą prasę, by stworzyć pierwszą tego rodzaju…

Między Placem Bohaterów a Rechnitz [fragment]

Monika Muskała / Proza

– Gdzie są ruiny zamku? – pytam młodego człowieka, który wysiadł właśnie z samochodu przed kościołem na niewielkim placu wyglądającym na centrum miejscowości.– Musi pani wrócić – odpowiada – zamek jest paręnaście kilometrów stąd, w Lockenhaus.– Ale tutaj też był…

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2013 JoomlaWorks Ltd.

Karolina Plinta - MISTRZYNIE $TYLU (2): Cecylia Malik

Redakcja

Ostatnio dużo złego mówi się lub pisze o krytyce artystycznej. Że nudna, nieopłacalna albo jałowa; tekstów krytyków ponoć już nikt nie czyta, bo nie ma nawet prawdziwych krytyków, więc nie ma komu tych prawdziwie krytycznych tekstów produkować; że jest bezsensowna, bo nie można dostać za nią punktów na uniwersytecie; (...)

że… Minusów bycia krytykiem można by pewnie jeszcze sporo wyliczyć, ale muszę się wam przyznać, że mnie samą one mało obchodzą. Żeby tego było mało, moja własna kariera krytyczki prezentuje się w coraz jaśniejszych barwach: z miesiąca na miesiąc coraz więcej osób patrzy na mnie z niesmakiem, pojawiają się także kolejni facebookowi hejterzy; moja pozycja w nieoficjalnym rankingu Krytycznych Krzykaczy ciągle idzie w górę. Jeśli więc zastanawiacie się, czy żałuję swojego wyboru zostania krytyczką, spokojnie mogę powiedzieć, że nie. Przyznaję jednak, że czasami moja własna sława trochę mnie przytłacza. Choćby ostatnio: otwieram swoją skrzynkę pocztową, a tam wiadomość od jednego z fanów: „Pisałaby Pani całkiem dobrze… gdyby nie ta nienawiść do świata”. Nienawiść, hę, o co chodzi? Nie mogąc za bardzo zrozumieć dowcipu, już chciałam odpisać, że to jakaś pomyłka i może adresat nie ten; wtem jednak uprzytomniałam sobie, że tak – właściwie jest to prawda. W końcu wszyscy wiedzą, że ja, Plinta, tak w zasadzie nie lubię nikogo i cały świat jest mi niemiły – dlatego piszę. Tak było na początku mojej pisarskiej przygody i tak musi być dalej… Z drugiej strony, ile można się trzymać tej samej poetyki i ciągle tylko kręcić nosem na wszystko. W końcu obiecałam sobie niedawno, że zacznę nowy etap w życiu, a pomóc w tym mają Mistrzynie $tylu. Z tego powodu w tym odcinku postanowiłam zmierzyć się z artystką, której twórczość była dla mnie zawsze co najmniej trudna.

Będę zupełnie szczera i powiem wprost: jakiś czas temu postanowiłam, że nigdy niczego nie napiszę o Cecylii Malik, dla własnego dobra. W końcu i tak wszyscy uważają mnie za choleryczkę, więc jakikolwiek mój komentarz odnośnie tej wesołej artystki byłby tylko kolejnym gwoździem do trumny, i tak już dosyć obitej… Jest jeszcze coś takiego, jak ideologiczna presja, która każe popierać rzeczy szlachetne i dobre. Wydaje mi się, że działalność Cecylii Malik jest właśnie szlachetna i dobra – i pewnie z tego powodu na samą myśl o jej prospołecznych akcjach dostawałam skurczów żołądka i ataków nerwobóli. Dziwne? Nie w przypadku ludzi, którzy chcieliby być kaskadą wesołości, lecz odnajdują w sobie jedynie buzujące pokłady żółci... Wiadomo: gdyby to ode mnie zależało, społecznikostwo zasadzałoby się na siedzeniu w domu, w zamknięciu, lub na ewentualnym powarkiwaniu na tych nieszczęśników, którzy znaleźli się w zasięgu mojego wzroku. Niestety, rzeczywistość jak zwykle „spłatała mi figla”… W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak po prostu się zmienić, by stać się – uwaga – Prawdziwe Dobrą Kobietą. Przy okazji, mam nadzieję, że takich złych kobiet jak ja jednak jest więcej: ukrywających się w ciemnościach i gorączkowo zastanawiających się, co w ich życiu poszło nie tak i jak mogą siebie naprawić. A jak to jest w Twoim przypadku, najdroższa Czytelniczko (i twoim, zapchlony czytelniku…)? Czy jesteś wystarczająco roześmiana i czy każdy dzień witasz z pieśnią na ustach? Czy spotkawszy zrzędliwą sąsiadkę przed blokiem, padasz jej wesoło w ramiona? Usta malujesz tylko na czerwono i cieszysz się pełnią życia? Nosisz w torebce zapas cukierków dla dzieci, czy przeciwnie – solidną butlę z gazem pieprzowym? A może to Ty jesteś właśnie tą zrzędliwą sąsiadką, która co noc nasyła na współlokatorów policję, bo nie może wytrzymać, że inni mają się lepiej? Chciałabyś być feministką-społecznicą, ale potrafisz być tylko zacietrzewionym kłębkiem mroku? Patrzysz rano w lustro i dostrzegasz jedynie szarą cerę i kwaśny grymas? Przyjaciele (nieliczni) mówią o Tobie, że jesteś Adasiem Miauczyńskim w spódnicy? W takim razie nie ma rady, musisz porzucić ponure nawyczki i rozpocząć walkę o lepszą siebie. Najwyższa pora, by BYĆ JAK CECYLIA MALIK. Poniżej zamieszczam dla Was kilka prostych porad, jak tego dokonać.

 

Tak wygląda właśnie Prawdziwie Dobra Kobieta

 

1. NOGI ROZTAŃCZONE. Chciałabym, żeby wszystko było jasne: wcale nie jest tak, że od samego początku nie znosiłam sztuki Cecylii Malik. Na przykład jeden z jej pierwszych głośnych projektów, Ulica Smoleńsk 22/8, który zrobiła razem ze swoją siostrą Justyną Koeke, wydawał mi się cokolwiek ekscytujący. Problemy zaczęły się później, wraz z projektem 365 drzew. Oto którejś soboty kupiłam sobie „Wysokie Obcasy”, a tam na okładce Cecylia Malik, siedząca na umajonym drzewie, promiennie uśmiechnięta. „Ona wchodzi na drzewa!” – piała radośnie dziennikarka, a jedyne, co przyszło mi do głowy, to: „No i co z tego?”. Powiedzmy, że to był taki problem „zrozumienia” charakterystyczny dla ludzi, którzy kiedyś sami wspinali się na drzewa, nasycili się tą zabawą w dzieciństwie i jakoś nieszczególnie czują „parcie na korę”. Bo jak niby ewentualne otarcia na tyłku mają mnie przybliżyć do idei życia w zgodzie z naturą? Dajcie spokój.

 

 

Kwestia celowości pomysłu Malik to jednak mały pikuś w porównaniu do innego problemu, którzy rzucił mi się w oczy podczas przeglądania owego nieszczęsnego numeru „WO”: TE NOGI. Dlaczego takie chude? Jak więc możecie się domyślić, widok kolejnych zdjęć nóg Malik był dla mnie ciężki do zniesienia i wywoływał co najwyżej skrzętnie maskowane wybuchy zazdrości, które z czasem przemieniły się w permanentną, dobrze uargumentowaną niechęć. Zaskakujący obrót sprawy w przypadku nóg, które miały budzić jedynie pozytywne uczucia, jeśli nie pożądanie (Malik nawet sama podkreślała, że jej zgrabne nogi mogą mieć szczególne znaczenie dla podrywaczy!). No, ale nie ma co użalać się nad sobą i zgrzytać zębami; również Ty, Droga Czytelniczko, jeśli chcesz zostać kiedyś Królową Wszystkich Drzew, lepiej od razu zabierz się za modelację własnych kończyn, najlepiej wymachując nimi dziarsko i energicznie na wszystkie strony. Można to robić, wchodząc na drzewa i fikając kozły, ale chyba niezłe są także bardziej naziemne jaskółki… Swoją drogą, wyczyny Malik przypomniały mi o innej „rozfikanej” artystce, Irenie Kwiatkowskiej, oraz jednym z jej starych przebojów Roztańczone nogi. Czyżby można było się tutaj dopatrzyć pewnych pokoleniowych inspiracji?…

 

 


2. CARIBBEAN BLUE. Nogi nogami, ale jeżeli marzy Wam się prawdziwa przemiana, warto rozważyć gruntowną reorganizację własnej garderoby. Może mała stylizacja na powszechnie lubianą gwiazdę popu? Pamiętacie chyba, że poprzednia bohaterka Mistrzyń $tylu także zdecydowała się na ten krok, starając się upodobnić np. do Gwen Stefani. Jeśli jednak zależy Wam na bardziej anielskim wizerunku, doradzam coś lżejszego – na przykład Cecylia Malik wyraźnie inspiruje się stylem irlandzkiej pieśniarki Enyi, znanej ze swoich miaukliwych, new age’owych utworów. To zaskakujące, ale obie te panie są do siebie podobne nawet z … twarzy (chude, pociągłe i natchnione). Żeby tego było mało, Cecylia Malik zdradza podobne co Enya upodobania do niezwykłych kreacji, szczególnie w kolorze błękitnym. W wersji oficjalnej, ta fascynacja niebieskością i stylem „na elfiątko” wynika z prospołecznych zainteresowań artystki, które zaczęły się od głośnego projektu Kolektyw Modraszek. Patrząc jednak na te stroje, kroje i motyle skrzydła, jakie chętnie wkłada Malik, nie sposób nie zacząć nucić Caribbean Blue lub też innego, druidzkiego szlagieru Enyi. Kto wie, może nie jest to wcale taki zły wybór? W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że niebieski to szczęśliwy kolor artystów. Uwielbiał go Edward Krasiński, a taki na przykład Yves Klein wymyślił nawet swój własny odcień błękitu, czyli słynny International Klein Blue. Malik za to ewidentnie postawiła na Caribbean Blue.

 

Modraszkowa Pani w pełnej krasie…

 

… i jej piosenkarskie alter ego

 

 

To się nazywa determinacja w naśladownictwie!

 

3. BIEGNĄCA Z WILKAMI. Skoro już jesteśmy przy temacie duchowości i mistycznych inspiracji naszej Mistrzyni, trudno nie wspomnieć o innym, dosyć znaczącym dla sztuki Malik kontekście. Ona sama co prawda o nim chyba nie wspomina i nie od razu na to wpadłam, ale przez długi czas, obserwując działania Malik, miałam wrażenie, że coś mi to przypomina. Pomyślcie: Cecylia Malik jest proekologiczna, dąży do jedności z naturą. Uwielbia też akcentować swoją kobiecość, którą mimochodem łączy z takimi pojęciami, jak dzikość czy natura właśnie. „Dosyć to wszystko… ekofeministyczne” – pomyślałam sobie swojego czasu i zdałam sobie sprawę, że jest książka, która doskonale oddaje klimat sztuki naszej Modraszkowej Pani: jest to Biegnąca z wilkami Clarissy Pinkoli Estes. To opasłe tomiszcze jest uznawane za biblię ekofeminizmu i absolutny must have każdej kobiety, która uważa się przedstawicielkę i obrończynię świata natury, której „prawdziwa dusza” jest dzika, nieujarzmiona i pierwotna. Patrząc na wyczyny Malik, jestem w stanie uwierzyć, że ona właśnie za taką osobę się uważa… Ostatnio nawet zaczęła jej towarzyszyć suczka husky o imieniu Orsi. Możemy mieć więc pewność, że Cecylia Malik jest tą kobietą, która biega z wilkami lub chociażby – z jedną pseudowilczycą.

 

Lektura tylko do świeczuszki i piórka

 

Jakoś nie natrafiłam w necie na żaden ładny obrazek kobiety biegnącej z wilkami. Znalazłam za to ten oto uroczy wizerunek kobiety z dzikiem

 

Jak widać, Orsi wiernie towarzyszy artystce

 

I w sumie, może nawet nie byłoby to takie złe, gdyby nie nadmierny romantyzm i idealistyczny ton, na dłuższą metę trudny do przełknięcia dla kobiet, które ewidentnie NIE biegają z wilkami i w ogóle mało mają wspólnego z tzw. „dziką naturą”… Nie będę owijać w bawełnę: uważam, że co poniektóre założenia ekofeminizmu są potwornie naiwne, a mądrości zawartych w książce Estes nie powstydziłby się sam Paolo Coelho. Do lektury Biegnącej z wilkami zabierałam się swojego czasu z całym moim feministycznym entuzjazmem – jednak już po kilku stronach tej jakże wyśmienitej pozycji po prostu zasnęłam. SAD STORY. Niestety, wydaje mi się, że jedyne, co odziedziczyłam po moich babkach i prababkach to upodobanie do miękkich łóżek, czystych łazienek i asfaltowych dróg, po których można spokojnie i wygodnie poruszać się pędzącym automobilem. Nie ukrywam też, że zawsze bałam się zwierząt, które mają większe zęby niż moje własne… Oczywiście, nie jest tak, że jestem zupełnie niewrażliwa na uroki natury. Na przykład ostatnio. Jechałam właśnie rowerem po Marszałkowskiej, zatrzymałam się na światłach, a tam taki widok: potężny kruk rozszarpuje ścierwo gołębia. To ci dopiero piękny przykład miejskiej nature morte! Od razu się wzruszyłam, bo przypomniało mi się, jak w Krakowie musiałam omijać na drodze placki z gołębi. Przydałoby się więcej takich elementów w sztuce Cecylii Malik… Niestety, zamiast tego mamy tylko tą nieustanną paplaninę o jerzykach wijących gniazdka na dachach bloków, ludziach przebierających się za motyle albo szeleszczących liściach topoli. Zatwardzenia można dostać.

 

Wspomnień czar

 

4. OBRAZY, KTÓRE ROSNĄ. Skoro już jesteśmy przy temacie estetyzacji natury, muszę wspomnieć o jednym z ostatnich projektów Malik, Obrazach z Lasu Łęgowego. Tym razem artystka wpadła na pomysł, żeby przez kilka miesięcy siedzieć w małym lasku w Krakowie i malować tam obrazy przedstawiające drzewa z tegoż lasu. Idea owszem przyjemna (można posiedzieć trochę na świeżym powietrzu), rezultaty artystyczne na kolejnych płótnach może były już mniej powalające, ale najbardziej zastanawiający był dla mnie pomysł pozostawienia tam malunków, które razem z rosnącą tam roślinnością miały tworzyć jedną, żywą i dziką (znów to moje ulubione słówko) instalację. „Od września rosną sobie obrazy, przekwitają kwiaty, opadają liście, latają czaple siwe, odwiedzają mnie dzięcioły i gile.” – opisuje projekt na swojej stronie artystka. Rosnące jak grzybki obrazy to jednak nie koniec zabawy artystki w latourowską naturo-kulturę. Na swoją ostatnią wystawę w Bunkrze Sztuki przytargała, oprócz licznych konarów i gałęzi z lasu, kawałek drewna ogryziony przez bobry i jak się uprzeć, można dopatrzyć się w nim kształtu wiewiórki. Drewienko zostało umieszczone w galerii na postumencie, najwyraźniej po to, żeby zaakcentować, że jest to prawdziwe dzieło (a nie na przykład zupełnie przypadkowo pogryziony przez bobry konar). No i niby czemu nie, jak ktoś chce widzieć w kawałku drewna rzeźbę bobra, to z pewnością ją zobaczy. Szkoda tylko, że owe bobry o tym nie wiedzą – może by się wtedy upomniały o jakieś honorarium za udział w wystawie? Musi być w końcu jakaś sprawiedliwość na tym świecie… A tak na boku, wspominam o tym wszystkim nieprzypadkowo. Obrazy-grzybki i rzeźby bobrów kojarzą mi się bowiem z czymś dużo grubszym, co chyba także dotyczy działalności Malik, a co ja zwykłam nazywać jako…

5. FUCK FOR FOREST SYNDROME. Kojarzycie chyba tę grupę lekko zwariowanych eko-entuzjastów z Berlina, którzy w imię obrony lasów deszczowych postanowili otworzyć stronę oferującą różne filmiki porno, a przy okazji sami trochę się zabawić? Ostatnio niezły dokument o tej grupie zrobił Michał Marczak… Oczywiście, nie śmiem sugerować, że Cecylia Malik robi coś takiego, jak Fuck For Forest – chodzi mi raczej o pewien stopień zaangażowania i afektacji, który w pewnym momencie zaczyna wypierać umiar i zdrowy rozsądek. Czasem jednak przychodzi taki moment, kiedy owa afektacja wychodzi na jaw, a wtedy nie pozostaje nic innego, jak tylko podkulić ogon i wrócić do domu. W przypadku FFF było tak podczas ich nieudanej eskapady do Amazonii, podczas której chcieli pomóc Indianom odkupić ich ziemię – niestety, tubylcy nie zrozumieli ich intencji i kazali im co prędzej zwinąć manatki.

Cecylia Malik musiała zmierzyć się z podobną sytuacją podczas finału jej ostatniej akcji Warkocze Białki. Sama akcja oczywiście była szlachetna (znów to okropne słowo!) – chodziło o obronę rzeki Białki przed planowaną regulacją, która może zniszczyć bezcenny ekosystem rzeki. Regulację z kolei planowali włodarze i mieszkańcy pomniejszych miasteczek, umiejscowionych niedaleko narowistej rzeczki, która, niestety, lubi czasem wylewać. Wieść o tych planach oczywiście oburzyła artystkę, która postanowiła co prędzej interweniować.
Ale jak to u Malik bywa, wszystko od razu przybrało formę afektowanego przedstawienia: w Bunkrze Sztuki rozpoczęła się akcja plecenia „warkoczy Białki”, czyli długich lin z niebieskich materiałów, które następnie miały być rozrzucone na rzece podczas artystycznego pikniku. Artystka, razem ze sztabem eko-ekspertów, postanowiła także objeżdżać miasteczka ulokowane nad Białką i namawiać ich mieszkańców do obrony rzeki. W końcu też dzień performance’u nadszedł. Malik – wraz z grupą ochotniczek przybyłych z Krakowa – zaczęła pleść warkocze na rzece, hasać pomiędzy skałami i robić swoim towarzyszkom urokliwe zdjęcia, które później wylądowały na facebooku. Jak widzicie, tutaj znów pojawił się motyw „dzikich kobiet”, przypominających celtyckie kapłanki i odprawiających nad rzeką swoje „rytuały”, by uratować ten ostatni kawałek dzikiej przyrody. Wtedy jednak pojawili się prawdziwi „dzicy”… Ekhm, oczywiście chodziło mi o tubylców, mocno rozświeconych akcją, którą po prostu potraktowali jak inwazję na swój teren. Mało pomogły rozmowy z ekologami i tłumaczenia artystki – w oczach górali Cecylia Malik i jej świta jawiła się jako banda szaleńców, która robi sobie nad Białką „drugą Rospudę”… Słowem, Fuck For Forest Syndrome.

 

Celtyckie kapłanki przygotowują się do boju…

 

 

… by z czasem w pełni rozwinąć skrzydła

 

6. FACE TO FACEBOOK. Ponarzekałam trochę na artystkę i chyba uciekł mi główny cel tej rozprawy, a mianowicie odpowiedź na pytanie „Jak zostać prawdziwie dobrą kobietą?”. Wiemy już, że trzeba się odpowiednio romantycznie ubrać, należycie wykonywać typowo „kobiece” czynności (plecenie warkoczy), mile widziana jest także działalność społeczna czy proekologiczna (to też są w pewnym sensie typowo kobiece zajęcia). Wszystko to jednak będzie na nic, jeśli nie będziesz umiała odpowiednio tego pokazać. A jak gdzieś się dzisiaj pokazywać, to tylko na facebooku. Cecylia Malik akurat w pełni opanowała trudną sztukę promocji na fejsiku – gdy zaczyna się jakaś jej akcja, po prostu nie można uciec od kolejnych uroczych zdjęć wrzucanych przez samą artystkę i jej fanów. A na nich tylko: piękne kobiety, czerwone usta, kolorowe rajstopy, rozwiane włosy, dzieci. I kolejne lajki lecą... Można by się zastanawiać, co tak naprawdę ludzi interesuje w tych zdjęciach – ładna dziewczyna czy szlachetna idea? Pewnie jak kto woli. W sztuce Cecylii Malik uroda kobieca zawsze pełniła funkcję wabika, a populistyczne medium, jakim jest facebook, było nieodłącznym elementem tej promocyjnej machiny, która, trudno tego nie zauważyć, stała się jednym z bardziej skutecznych propozycji na sztukę stosowaną społecznie w ciągu ostatnich kilku lat.

 

W dzisiejszych czasach dobrze przemyślane zdjęcie na fejsa to absolutna podstawa

 

7. LET THE CHANGE BEGIN. Tak właśnie, moje Najdroższe Czytelniczki! Poczynania Cecylii Malik mogą wydawać się niektórym trochę infantylne i lekko populistyczne (krakowscy znajomi z dumą twierdzą, że Malik celowo upraszcza swój przekaz), ale tak naprawdę to one okazały się na tyle skuteczne, żeby wyrwać od czasu do czasu ludzi z domów i zmotywować ich do miejskiego aktywizmu. Cecylii Malik udało się więc to, o czym z dawna marzył Artur Żmijewski, ale czego nigdy nie miał odwagi do końca zrealizować. Zresztą, nie jestem pewna, czy miałby on ochotę na paradowanie po mieście z motylimi skrzydłami, czułkami elfów lub tym podobnymi ozdobami. On chyba chciał być takim „poważnym” politykiem sztuki… Rzeczywistość jednak zweryfikowała odpowiednio te marzenia, a z prawdziwej polityki zostały nam tylko kolorowe warkoczyki i filozofia rodem z powieści Paolo Coelho. Smutne? Nie sądzę. Po prostu kolejny raz wyszło na to, że kobiety wiedzą lepiej – i właśnie dlatego trzeba mi uznać Cecylię Malik za kolejną Mistrzynię $tylu!

 

Tylko kobiety wiedzą, jak to zrobić

 

To już koniec moich rozważań nad działalnością Cecylii Malik i pora chyba odpowiedzieć na ostatnie, kluczowe pytanie: Czy warto być tak dobrą jak Cecylia Malik? Czy Ty, Droga Czytelniczko, masz ochotę na bycie Prawdziwie Dobrą Kobietą i czy to jest ten najwłaściwszy sposób, żeby zmienić swoje życie na lepsze? Cóż, w tym momencie mogę odpowiadać tylko za siebie. A ja, jak wiecie, dokonałam już w życiu pewnych wyborów i nie zamierzam się cofać. Zresztą… kiedyś byłam już dobrą kobietą, i szczerze – jakoś wyszło mi to bokiem. No bo w zasadzie, ile można słuchać, że się wygląda na taką „spokojną i miłą dziewczynę”. Zawsze, gdziekolwiek nie pójdę, ludzie tylko mówią: „A ta Karolina jest taka spokojna i miła”. „Spokojna” i „miła”, czy nie brzmi to jednak potwornie deprymująco? Więc któregoś razu, jak znów usłyszałam to „spokojna i miła”, postanowiłam, że najwyższa pora na zmianę. Rzecz jasna, zmianę na jak najgorsze.

• • •

Czytaj także:

• • •

Karolina Plinta (ur. 1988) – zła kobieta. Studiowała historię sztuki na UJ w ramach MISH. Upierdliwa i nieznośna, twórczyni słynnego bloga Sztuka na gorąco.

Online za darmo

ha-art-52-4-2015
Najntisy  Wśród autorek i autorów: Jakub Baran, Jan Bińczycki, Aldona Kopkiewicz, Steve Naumann, Jakub Majmurek, Kaja Puto, Ziemowit Szczerek i...Więcej...
literatura-polska-po-1989-roku-w-swietle-teorii-pierre-a-bourdieu
Nadrzędnym celem projektu był naukowy opis dwudziestu pięciu lat rozwoju pola literackiego w Polsce (1989–2014) i zachowań jego głównych aktorów (pisarzy...Więcej...
113983
Piotr Marecki / Leszek Onak / SOYT!NBG

113983

113983 to liczba plików na laptopie Piotra Mareckiego w dniu 12 stycznia 2017 roku. W ciągu kilkunastu minut zostaje podjęta próba podniesienia ich...Więcej...
liberatura-czyli-literatura-totalna
Dwujęzyczny zbiór tekstów teoretycznych i programowych głównego twórcy i teoretyka liberatury – Zenona Fajfera, zredagowany i przetłumaczony na język...Więcej...

Czasopismo

ha-art-56-4-2016

Ha!art 56 4/2016

W Polsce, czyli nigdzie Wśród autorek i autorów: Dezydery Barłowski, Claudia Ciobanu, Steve Naumann, Kaja Puto, Ewa Maria Slaska, Lynn Suh, János Térey, Jakub Wencel i inni.
Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information