Bożena Keff - Piotr Sommer jako kobieta
Zdarza mi się - kiedy sięgnę po tom Sommera, żeby np. coś sprawdzić - że i tak książka zostaje przeczytana od początku do końca, choć nie po to ją wyjmowałam z półki. Tak ostatnio bywa z tomem Noce i dni. Zawsze się w to wkręcę. Nie ma co opowiadać, że czytam go jak każdy inny czytelnik poetę. Niekoniecznie. Znam go od dawna.
Kiedyś byliśmy bliżej, dziś na pewien dystans. Mamy jakąś trudność komunikacyjną, o czym potem. Co dziwne, Sommer- poeta, odwrotnie niż człowiek, jest bliżej a nie dalej, a poza tym im starszy, tym bardziej mi się podoba. Takie przyciąganie nie odbywa się bez swojej racji, choć na oko jesteśmy, jako ludzie piszący, bardzo różni.
*
Jakiś czas temu , może od tomu Piosenka Pasterska (ale słodki tytuł) - nieco mnie bulwersowało, że zaczął opowiadać jakoś bardziej od środka. Od połowy zdania, jak Filip z konopi, ze środka kontekstu, a nie żeby kontekst był wkoło, i wydawało mi się że to jest jakoś trudniejsze, ale dziś to lubię, podoba mi się to pociąganie za sobą od razu do tej subiektywnej rzeki, subiektywne chlup, podoba mi się, że mniej obiektywizuje niż dawniej. Że niekoniecznie zaczyna od opisu ulicy pogody spotkania i kogo po imieniu, choć i tak się zdarza. Z latami ułożył mu się zapis życia, bardzo konsekwentnie prywatnego ale nie bez widoków na kolektywne, zapis o egzystencji, gdzie wiele się spotyka dzieci, starszych ludzi, przyjaciół, znajomych, psów, innych zwierząt, śmierci, widoków. I przynajmniej kilka prób czy wersji języka, do opowiadania tego, jak się egzystuje.
W Piosence pasterskiej jest taki wiersz który chyba stanowi deklaracje dalszej subiektywizacji, dalszego schodzenia w siebie, a ta droga często jest krótszą drogą do innych, do których generalnie jest wiele dróg :
Nic nie będzie tak samo jak było / nawet cieszyć się z tych samych rzeczy / nie będziemy tak samo. Nasze smutki / będą się różnić miedzy sobą i my będziemy różnić się miedzy sobą zmartwieniami. (…)
Nie do końca rozumiem, co mnie lekko wkurza, ale domyślam się, jak wielu, zdaje się czyni.
*
Łatwiej w sumie tą poezję opisać przez negację , przez to czym nie jest, bo to czym jest, zawsze się zakorzenia w konkrecie, więc tędy trudniej. Sommer, jak wiadomo, od abstrakcji trzyma się z daleka. Abstrakcja sama z siebie ma moc wrzucić nas do jakiegoś zbioru; kategoryzuje, ogranicza, redukuje, więc jest pod prąd indywidualności. A u niego nawet przyroda się pokazuje od strony szczegółu, drzewa lubią się podzielić na gałęzie i liście, woda na rzeki, strumyki, kałuże, i dalej jakieś deklaracje przyrodniczej potoczności - liście, badyle, chwasty ( a nie żeby zaraz wysokie góry i odziane lasy). Jakby robił zdjęcia Sommer, to chyba takie w poetyce dzisiejszej fotografii – detal, fragment, skosy jakieś, kawałki, bez planów ogólnych, takie klimaty.
*
Uchylił się od historii, od idei, ideologii, natury, od wszelkich esencji i esencjalizmów, od tego wszystkiego, co napierało dawniej i dziś napiera, choć z innej strony na jednostkę , na indywidualność, na którą zawsze i tak napiera życie, los, choroba. Śmierć.
I nie wpuszcza na swój teren żadnych ogólnych kategorii - bo a priori nie należymy do żadnego zbioru większego niż jednostkowy, a to, do jakich należymy poza tym, to wychodzi na jaw poprzez to z kim się zadajemy , co robimy, myślimy, mówimy. Ale w tej poezji i to też nie może być sposobem na kategoryzowanie, bo podmiot liryczny uznaje tylko powinowactwa z wyboru i w ich towarzystwie się pokazuje, żona, dzieci, rodzice, przyjaciele, znajomi, ulice, miasta, zajęcia, własne kontemplacje, zagapienia – są jego środowiskiem. I wreszcie i w tym „ nic nie będzie tak samo jak było” .
*
Kim jest bohater Sommera? Jest tym, kto mówi i nie uogólnia. Kto trzyma swoje tożsamości społeczne na spory dystans. Pojawia się jako mąż, syn, ojciec, przyjaciel, ale to są tak nazywane społeczne relacje a nie role, które by mogły przeważyć indywidualną treść tych relacji. Żadna z tych czy innych kategorii nie wyczerpuje mówiącego, nie można go do żadnej zredukować, i o tym chyba najbardziej jest ta poezja. O egzystencji, która, jak powiadał Sartre, w wypadku człowieka poprzedza esencję, a ja myślę, że nie tylko w wypadku człowieka.
*
Egzystencjalna, jednostkowa, poza jednym pojęciem jakim jest tu „język”. Sommer akurat jakoś go absolutyzuje, lubi powtarzać język , język. Mam za dużo języka w gębie, mam pełno słów, ja ciebie używam kotku jak i ty mnie, kotku języku.
I nie wiem czemu język u Sommera nazywa się niemal pan Język|, a nie język Sommera. Ale co - język? Sam się nie wyjęzyczy. Można oczywiście, będąc tłumaczem widzieć, że dużo zależy od sposobów, idiomów, zasobów (zasoby ludzkie chce się powiedzieć) języka, czy raczej kultury, bo język jest sposobem kultury, ale to wszak kategoria ogólna?
*
Pamiętałam jakiś wiersz z Nocy i dni gdzie jak mi się zdawało bohater mówił coś takiego, że bardzo go boli jakieś opuszczenie czy zerwanie, ale w końcu jakoś sobie poradzi, bo chyba miał śliwki, i nie było tam emocjonalnej nonszalancji, a jednak coś było, jakaś kpiąca dworność , która nie negowała bólu.
A to idzie tak :
I chyba mieliśmy umierać jakoś / tuż zaraz po południu ale jabłka /obrodziły tego roku i dojrzały / zanim jeszcze wyszło z jesieni co naprawdę w niej siedzi ( ….) sroka znów skrzeczy po swojemu i dawni przyjaciele kolejno / będą się nas wypierać , a my w najmniejszym stopniu / nie chcielibyśmy im tego utrudnia ale przegapić / też nie …
*
Jak na to spojrzeć spokojnie, w postawie więcej nas łączy niż dzieli, choć ja abstrakcji i idei nie boję się wcale. Wręcz uwielbiam. A z porozumieniem trudno. Po części – to sprawy nie wyczerpuje – jest tak dlatego, że Sommer jest bardzo przywiązany do pewnej rytualno towarzyskiej formy męskich zachowań, z jej rytmem , żartami, kuksańcami inteligencji (hm). A mnie to niecierpliwi. Ma też jednoznacznie męski język ciała, męsko- intelektualny, nie zaraz macho.
A w jego poezji nie ma, jak szczęśliwie, nic z tego. Żadnej jednoznaczności. Te męskie czy chłopięce rytuały nie przechodzą do poezji, nie werbalizują się, odwrotnie, jakby ona wypływała z nieco innego kulturowo ciała, bo ja wiem? mało dbałego o swoją kategoryzację płciową? które potrzebuje innej przestrzeni dla swojej wrażliwości?
W tym sensie nie byłoby problemu, gdyby Piotr Sommer była kobietą, autorką swoich wierszy. No, poza drobną językową kosmetyką.
• • •
Bożena Keff - urodzona w połowie XX wieku. Poetka, pisarka, eseistka, publicystka. Z wykształcenia polonistka i filozofka. Interdyscyplinarną pracę doktorską obroniła w Instytucie Badań Literackich PAN. Wykłada na Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim i innych uczelniach. Wydała: "Razem Osobno" (1986), "Sen o znaczeniu snów" (1994), "Nie jest gotowy" (2000), "Postać z cieniem" (2001), "Barykady. Kroniki obsesyjne" (2006), "Utwór o matce i ojczyźnie" (2008). Mieszka w Warszawie.
• • •
Książki Bożeny Keff w katalogu wydawniczym korporacji Ha!art:
Utwór o matce i ojczyźnie (2008)
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
