Krzysztof Bartnicki - Uwaga na spojler (2): SEX 0.69 –0.00

Mogę wyobrazić sobie powyższy tekst, który nie bujałby wśród prokopulacyjnych memów. Owszem, trzymałby się on twardo ziemi – dna, którego sięga spadająca cena akcji (zanim odkryje, że zwykle jest jakieś drugie dno). Symbol SEX skojarzyłbym ze spółką Stalexport, a spółkę Stalexport skojarzyłbym dobrze.

Dla równowagi najpierw skojarzyłbym ją źle: to przez Stalexport na skórze własnego portfela nauczyłem się przed laty, że giełda jest kosztowniejszą grą niż bierki. (Że prywata? Nie, nie. Gdybym chciał prywaty, wspomniałbym tu raczej o pewnym funduszu, który od roku gra w Grecję, a kosztuje mnie tyle, co greckie wakacje, na których chciałbym równać rachunki, obkopując gospodarzy po desygnatach ich historycznego rozszerzenia definicji miłości.)

Wracając do owiec: dobrze skojarzyłbym Stalexport, bo dobry jest tekst, który zwodzi semantycznie. Jestem zdania, że walcząc z tekstem (a wojna ta oznacza Człowieczeństwo) nie powinienem wrogowi ułatwiać dostępu do siebie; cieszę się również, kiedy wróg sam utrudnia sobie zadanie, owija w bawełnę, nie wali z mostu, sprawdza moją cierpliwość.

Stalexport to tekst krótki, a więc pewnie by skusił. Pomyślmy: eksport stali nie ma nic jawnie wspólnego z koncesją na budki mytnicze na drodze A4 do Krakowa, zet szesnaście, ani tej z Krakowa, zet szesnaście, wobec czego dumałbym – może SEX to odwołanie do Strasznej Ekstorsji? Do Spidu i Ekstazy? Do Sukcesu Ekspresowego? A może SEX po prostu ja uroiłem, bo starczyłby zerk w sieć, że faktyczny symbol to STX? STX jak Styks, monety w pogotowiu, itd.?

Przechodząc na poziom ogólniejszy: za najciekawszą formę tekstu literackiego mam płachtę notowań giełdowych w gazecie. Tekstu tego – kolumn symboli, skrótów, liczb, znaczków, zadanych czcionką drobną, że oko wykol, za to na polu wielkim, że ręce owiń – nikt do końca nie przeczytał, nie czyta, i nie przeczyta. Owszem, ktoś omiecie symbole na "s", bo akurat ma akcje Stalexportu, ale nie sprawdzi notowań innych – bo po co? Nawet autor – idę o zakład – nigdy nie czyta, nie zna. (Jest w tym cudna perwersja dla teoretyków przekazu: tekst bez świadomego nadawcy, bez całego odbiorcy, bez pełnego sensu, ale podawany z niezrażoną regularnością.) Taki tekst żąda znieruchomienia, skupienia: żadnych zezików ku sąsiadce z tramwaju. Taki tekst lepszy jest niż kombinatoryczny wiersz Queneau, bo nie oferuje treści przypadkowo losowanej. Taki tekst lepszy jest niż encyklopedia, bo nie jest na starcie zdezaktualizowany, nie męczy starszyzną. Taki tekst ma ważny podtekst: w liczby ma zaklęte historie i histerie, samobójstwa i rozkosze (za które zapłaci masterkard). Taki tekst ma tajny przedtekst: któż nie chciałby cynku–pewniaka od maklera w zmowie, takiego spojlera o kursie, który niczego nie psuje, oprócz jakości sumienia!

Taki tekst ja wyrzucam do kosza.

Kiedyś miałem wyrzuty sumienia, bo tekst to tekst, ale już nie mam. Odrzut wyrzutów to zwycięstwo w wojnie z tekstem. Byłoby pełniejsze, gdybym umiał oprzeć się i programowi telewizyjnemu, drugiej najciekawszej formie literackiej, ale wiem (po autostradach), że niczego nie ma od razu.

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego