Mariusz Pisarski - Wyznania młodego hipertekstualisty

Przypowieść o trzech mędrcach

Nad brzegiem morza siedzi trzech mędrców. Stary, Starszy i Najstarszy. Patrzą, jak turkusową płyciznę, uciętą w dali grzbietem rafy, przemierza w ich stronę najmłodszy adept sztuki wyławiania pereł. Krok jego rześki, pierś wyprostowana.

Z perłą w dłoni zbliża się do starszych. „Wyłowiłem piękność z gatunku, o którym jeszcze nie słyszeliście. Dzięki niej bogatsze będą nasze zbiory, sposoby klasyfikacji i wyławiania” - mówi Młody.

Odpoczywający w cieniu mędrcy witają wiadomość grzecznymi oznakami zdziwienia. Żaden nie rzuca się jednak na Młodego, by badać wyłowione właśnie cudo. „Najbardziej podobał mi się plusk, który usłyszałem, gdy wynurzyłeś się z podniesioną w górę ręką” - rzecze Najstarszy. „Wszystkie perły zostały zapowiedziane w pismach Ojców Założycieli, a w Księdze Nowości opisano potencjał każdej nowości, nie może być zatem niczego nowego” - odparł Starszy. „W procesie nieskończonej osmotycznej semiozy od zawsze tworzyć się będą nowe perły. Ostatnimi czasy miejscowi przestali je wyławiać” - mówi Stary.

Młody siada obok swych starszych braci i wraz z nimi w milczeniu wpatruje się w morze. Gdy słońce zaczyna się już chylić, wstaje i sięga po leżącą przed nim perłę. „Bzdury gadacie” - mówi i idzie swoją drogą.

Mistrz Najstarszy

Dawno dawno temu, na długo przed pierwszą konferencją Liternet (pierwszą w Polsce poświęconą zagadnieniom około hipertekstowym), w czasach, gdy komputer wciąż jeszcze był zabawką dla bibliotekarzy, wygłosiłem krótki odczyt na wyjazdowej sesji Zakładu Teorii i Historii Literatury XX wieku w Kołobrzegu. Sesja poświęcona była nieistniejącym hasłom Słownika Terminów Literackich, a moje niezgrabne wystąpienie, typowy przykład teoretycznoliterackich juweniliów - hasłu „kłącze”. Zdecydowałem się na ukrycie hipertekstu pod taką nazwą z nadzieją, iż postmodernistyczne pole odniesień zneutralizuje kipiący amerykańskim nowinkarstwem termin na „h”. Ale trudno było tu cokolwiek ukryć: w gronie wybitnych postaci teorii tekstu, proponowałem umieścić w Słowniku Terminów Literackich hasło „hipertekst”. Gdy skończyłem i niepewnym krokiem podążałem w stronę siedzeń, widziałem pocieszające spojrzenia i zaciśnięte kciuki koleżanek i kolegów, którzy wiedzieli, co zaraz nastąpi: kanonada pytań, a wśród niej prędzej czy później ze swojej dubeltówki wystrzeli szef katedry. No i wystrzelił. Zapadła cisza. „Najbardziej podobało mi się słowo „kliknąć” - powiedział orędownik futuryzmu, formalizmu i dwudziestowiecznych awangard. Dyskusja toczyła się dalej, ale raczej wygasła. Kilka miesięcy później Mistrz Najstarszy opublikował klasyczny dziś szkic W stronę genologii multimedialnej.

Mistrz Starszy

Adeptom sztuki słowa szukającym filozoficzno-tekstualnego satori w Paryżu lat 60-tych Mistrz Najstarszy przypominał o istnieniu przedwojennego Tartu i Petersburga, Krakowa i Lublina. Podobne w duchu zakorzenianie głów w chmurach było specjalnością Mistrza Starszego. Zapatrzonym w Nowy Jork lat 80-tych przypominał on o Paryżu lat 60-tych i jego oświeceniowym dziedzictwie. Przypominał też o ładunku emocji, szaleństwa i transgresji, którym naelektryzowana może być każda struktura, coś, co Mistrza Najstarszego raczej mało interesowało. Mistrz Starszy przybliżał też i tłumaczył szalone, zakłączone idee znad Sekwany.

Gdy zatem 10 lat po moim kołobrzeskim wyskoku, w warszawskie zimowe popołudnie, po kilku godzinach dyskusji nad potencjałem tekstu w sieci, oglądam z Mistrzem, jak nasza koleżanka przemierza na ekranie partie Końca świata według Emeryka, mój pesymizm sięga zenitu. Wyraźnie nie cierpi pstrokacizny i banalności połączeń. Problemy kombinatoryki i rozgwieżdżenia tekstu wyczerpał dla niego Paryż lat 60-tych. Zniecierpliwiony mówi wręcz, iż hipertekst jest dla mnie bogiem (a może carem?). Pojawiają się jednak iskierki i płaszczyzny porozumienia. „A znacie Szczerbowskiego ?” - pyta, zwracając uwagę na bardziej minimalne, a zarazem radykalniejsze niż Emeryk podejście do usieciowienia tekstu. W hipertekście AE Szczerbowskiego, ostatnim utworze przed utratą przez autora „wiary w moc słowa”, sieć materialna, o dość grubych skądinąd oczkach, stanowi podporę i komentarz do dużo rozleglejszej sieci wirtualnych, autorefleksyjnych powiązań tekstu samego z sobą.

Mistrz Stary

Takich formalnych, materialnych i dyskursywnych subtelności nie zauważa Mędrzec Stary. Jako najmłodszy z trójcy autorytetów ma najmniej cierpliwości. Nie poznałem go osobiście, ale w końcu i tak mówimy tu tylko o pewnych projekcjach.

Mędrzec Stary stał się Mędrcem dzięki przeniesieniu Paryża lat 60-tych i Nowego Jorku lat 80-tych w warunki Krakowa, Poznania i Katowic lat 90-tych, widzianych z perspektywy konkretnego dzieła i konkretnego czytelnika. Praktyczna krytyka postmodernistyczna wczesnego polskiego kapitalizmu. Swoją pierwszą konfrontację z hipertekstowym sposobem pisania Mistrz Stary stoczył dość dawno, recenzując Bios Piotra Siweckiego, prozę badającą potencjał dygresyjnych i encyklopedycznych odesłań w ramach mocno sfragmentowanej całości. Stojącą za tymi próbami ideę hipertekstu Mistrz Stary przegląda na wskroś i od razu demaskuje: „jeśli wszystko ma się łączyć ze wszystkim to może się tak łączyć do końca świata i nic z tego nie wyniknie”. Nie można się z tym nie zgodzić. Jednak w hipertekście nie wszystko łączy się ze wszystkim, lecz coś z czymś i zazwyczaj w jakimś określonym celu. To już jednak nie brzmi tak efektownie.

Mija 10 lat. Szacowne, krakowskie pismo publikuje serię artykułów poświęconych lekturom tekstów rozgałęziających się i działających na żądanie. Otwierającą go dyskusję uświetnia swoją obecnością Mistrz Stary i skutecznie do lektury owych tekstów zniechęca: „Dziś już nikt nie czyta tekstów na ekranie” - mówi - „Każdy woli zasiąść w fotelu i zasłuchać się w szum przewracanych kartek”. I co pan na to, panie Irzykowski?

NO FUTURE

Z autorytetami nie jest jak z miłością. Wybiera się je i nie prosi o pozwolenie. Ma to swoje dobre strony. Autorytety można porzucić bez zbędnych formalności. Są jak piloci portowi, którzy wyprowadzają nas na pełne morze. Nie trzeba ich zatapiać, ale warto zostawić w tyle. Chociaż czasem dziwi, iż pokazując kierunek, sami w jego stronę nie płyną.

• • •

Niektóre odesłania:

• • •

Mariusz Pisarski - (urodzony w 1973 r.) redaktor naczelny serwisu Techsty - Literatura i Nowe Media. Kurator, tłumacz i producent literatury hipertekstowej.

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego