Mikołaj Ratajczak - Nowy farmakon - zapiski na marginesie obrony Rozbratu

20 marca ulicami Poznania przeszła manifestacja w obronie Rozbratu. Ponad tysiąc osób (momentami prawie dwa tysiące) spotkało się w tym samym czasie w obrębie wspólnie podzielanej przestrzeni, by swoją obecnością zamanifestować poparcie dla miejsca, które swoją działalnością wpisało się już na stałe w historię polskiego (i nie tylko) ruchu wolnościowego.

Młodsi i starsi, aktywiści, studenci, intelektualiści i „zwykli mieszkańcy” (co za sztuczny podział!) zajęli arterie swojego miasta, by pokazać, że to przede wszystkim ich miasto.

Cel został osiągnięty – Rozbrat zostaje w Poznaniu. To, co nam teraz pozostaje, to refleksja nad całą akcją, sposobem jej przygotowania i przeprowadzenia. A przede wszystkim – nad nowymi warunkami, w ramach których poznańscy anarchiści wraz z popierającymi ich sprawę bronili swojego domu i swojej formy życia.

Co utkwiło mi mocno w pamięci, to sposób, w jaki głośno (bo przez megafon) i wyraźnie (bo w prostych i jasnych słowach) organizatorzy protestu (bądź też organizacje towarzyszące) odwoływali się do nowego, przepotężnego aktora społecznego – Internetu. Lech Mergler (o ile mnie pamięć nie myli) skonstruował niezwykle ciekawy argument: przytoczył metodę przeliczania przez władze miasta ilości „wygooglań” z nazwą Poznań na konkretne sumy pieniężne, które miasto miałoby niby poprzez te kliknięcia zarobić na promocji. Metody tej używano ponoć przy określaniu, ile to pieniędzy Poznań zyskał na zorganizowaniu u nas Szczytu Klimatycznego dwa lata temu (kiedy to studentów odesłano siłą do domów, by w zalążku stłumić – i to niestety skutecznie – manifestację przeciwko Szczytowi). Metodę tę, kontynuował Mergler, należałoby zatem zastosować także do Rozbratu – zobaczylibyśmy wtedy, że Rozbrat jest istną maszynką do robienia „internetowych” pieniędzy dla miasta. Zabójczo wręcz konsekwentny, argument Merglera pokazał przy tym, jak łatwo dzisiaj porównać ze sobą (na jak najbardziej realnej, bo przecież pieniężnej, podstawie) tak różne od siebie zjawiska, jak radykalnie lewicowy Rozbrat i hm... no, na pewno nie radykalnie lewicowy Szczyt Klimatyczny.

Krzysztof Król wskazał natomiast na machinacje władz miasta, które swobodnie oddzielały od siebie poziom prawny, administracyjny i informacyjny. Podczas gdy konsekwentnie dążono do sprzedaży działki, na której znajduje się Rozbrat, miasto chwaliło się organizowanymi tam imprezami i wydarzeniami na swojej stronie internetowej (pewnie by zwiększyć ilość „kliknięć”). Traktowani jako intruzi na nie swojej ziemi, anarchiści pozostawali jednocześnie włączani w wizerunkowy spektakl miasta Poznania, które knows how włączyć w swoje struktury także to, co z nich wyklucza. Odpowiedzią na schizofreniczne traktowanie Rozbratu przez administrację mogła być zatem tylko skoncentrowana odpowiedź w postaci chwilowego, lecz skutecznego zjednoczenia – ciał, umysłów, działania...

W przypadku sprawy Rozbratu naprzeciwko siebie zebrały się więc dwie struktury, które korzystały dokładnie z tego samego narzędzia. Podczas gdy nasi koledzy i koleżanki umieszczali na swojej stronie zdjęcia z brutalnych akcji policji, informowali nas o kolejnych manifestacjach i spotkaniach, władze miasta skutecznie zarządzały swoimi zasobami i PR-em (informacją), przedstawiając jako swoje dokonania tych, których jednocześnie usuwali z przestrzeni naszego miasta.

Gwałtowny rozwój Internetu i sieci komunikacji jest z pewnością jednym z najważniejszych wyzwań dla filozofii, zwłaszcza filozofii podejmującej kwestie społeczne i polityczne. Niebezpiecznie jednak, moim zdaniem, łączyć technologiczne innowacje automatycznie z postępem emancypacji i upodmiotowienia (jeśli takowy postęp w ogóle zachodzi). Tak, zgadzam się – dzięki Internetowi mogę porozumieć się innymi oddalonymi o setki, czasami wręcz tysiące kilometrów ode mnie, wymieniać się z nimi informacjami, danymi, książkami itd. Mogę łatwo zorganizować dużą liczbę ludzi, z którymi pozostaję w kontakcie (patrz Seattle 1999, Genua 2001, uniwersytety w Kalifornii i Niemczech obecnie) itd. Należy jednak rozróżniać między samym technologicznym urządzeniem, a jego użyciem. Na różnicę tę zwracał już uwagę Marks – maszyny same w sobie nie służą panowaniu nad człowiekiem, dopiero ich użycie w kapitalistycznym systemie produkcji prowadzi do wyzysku i alienacji. Trzeba zatem śledzić te sposoby użycia, które ułatwić mogą kontrolę i panowanie nad ciałami oraz umysłami – i skutecznie się im przeciwstawiać.

Choć nie można oczywiście skonstruować algorytmu, za pomocą którego obliczalibyśmy „kontrologenne” tendencje konkretnej maszyny czy określonego jej użycia, na pewnym ogólnym poziomie wszystko sprowadza się do decyzji o oddzieleniu jednej sfery życia od innych. Rodząca się kapitalistyczna gospodarka rozwinęła w pełni swoje skrzydła dopiero, gdy oparła się w końcu całkowicie na pieniądzu, gdyż była wreszcie w stanie oddzielić wartość od konkretnej czynności – mogąc jednocześnie porównywać ze sobą na abstrakcyjnym poziomie jakże różne od siebie praktyki i formy pracy. Podobnie dzisiaj sieci komunikacji umożliwiają sprowadzenie praktycznie wszystkiego, co widzimy, mówimy, słyszymy, a nawet myślimy, do postaci zapisu informacji, który następnie może być przesłany, przetworzony i porównany z czymkolwiek, co tylko przejdzie przez urządzenia wejścia/wyjścia. Nie mówiąc już o tym, że zyskano nową, niezwykle skuteczną jednostkę porównywania ze sobą jeszcze szerszego wachlarza praktyk i działań – co da się oczywiście przełożyć potem na pieniądze (tyle a tyle kilobajtów danych za tyle a tyle dolarów). Nie trzeba chyba wspominać jeszcze o tym, w jakim stopniu mariaż abstrakcyjnej jednostki informacji z abstrakcyjną jednostką wartości ułatwił przepływ kapitału, uniemożliwiając w coraz większym stopniu jakąkolwiek kontrolę finansowych machinacji...

Internet będzie dla nadchodzących czasów najistotniejszym farmakonem – zarazem trucizną i lekarstwem na nią. Czy też najskuteczniejszą szczepionką na mnożące się niebezpieczeństwa (w zależności od przyjętej przez nas perspektywy). To do globalnych sieci komunikacji przeniosą się spory, konflikty i walki. Należy wciąż się cieszyć, że gdy chodzi o obronę przestrzeni, form życia i międzyludzkich relacji, w Poznaniu górę odniosła ta forma sieci, która przesyła nie abstrakcyjne jednostki wartości, lecz idee i pragnienia.

• • •

Mikołaj Ratajczak - (urodzony w 1986 r.) redaktor czasopisma "Praktyka Teoretyczna", członek zespołu Pracowni Pytań Granicznych UAM, koordynator Projektu Agamben (2008/2009) oraz Projektu Biopolityka (2010). Studiuje filozofię i germanistykę. W wolnym czasie uprawia eskapizm strategiczny.

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego