Mariusz Pisarski - W ogrodach Notting Hill
To tutaj Jimi Hendrix po raz ostatni spojrzał przez okno, a Bob Marley nagrał Exodus - swój najsłynniejszy album. Przechadzający się do swych świętych miejsc turyści omijają jednak świat ukryty poza hałasem ulic: ułożone na planie słońca miasto ogrodów.
Nieodległe połacie Hyde Parku i dostojnego Kensington Gardens, gdzie urodziła się królowa Wiktoria, czynią zieleń na Notting Hill czymś zwyczajnym. Jej wyjątkowość uderza, gdy spojrzeć na mapę. W chaosie gordyjskiego węzła londyńskich ulic parki Notting Hill szokują regularnością i wyglądają niemal jak tarcza strzelnicza. Ułożone koncentrycznie wokół punktu centralnego: kręgu byłego hipodromu, prywatne parki przeplatają się z łukami domów i ulic, powtarzając ten sam wzór w promieniu kilku kilometrów. Za tym niecodziennym, inspirowanym klasyczną ogrodową francuszczyzną rozwiązaniem, stoi jeden człowiek - Thomas Allason, który na zlecenie lokalnego właściciela ziemskiego rozplanował na wzgórzach północnego Kensington nowe osiedle. Co do źródła wizji architekta istnieją dwie wersje: praktyczna i idealistyczna. Pierwsza mówi o tym, iż pasy ogrodów na planie koła pełnić miały po prostu funkcję wybiegów dla koni. Druga, iż architekt kierując się projektami mistrzów renesansu i baroku, zamierzał zrealizować projekt idealnego miasta ogrodów. Jakkolwiek by było, efekt robi wrażenie do dziś. Na szczęście, nie tylko na mapie.

Wraz z oddalaniem się od centrum okręgu, projekt traci swoją regularną geometrię. Tutaj wyraża się ona poprzez dużej wielkości place na planie prostokąta, które niczym satelity okalają odległe centrum. Przeciętny przechodzień może tylko podglądać życie toczące się za ogrodzeniami zamkniętych pasów zieleni. Dostęp mają tu tylko uprzywilejowani mieszkańcy okolicznych posesji. Dwa przylegające do siebie wiktoriańskie budynki wykupił niedawno od upadłej sieci hotelów jeden z największych magnatów rynku nieruchomości w Anglii. Dowodzi to raz jeszcze, iż mało kto może sobie pozwolić na kluczyk to tajemniczego ogrodu. To dlatego, w filmie Notting Hill, widzimy jak Hugh Grant, podśpiewując “upsa lala”, przeskakuje z Julią Roberts przez ogrodzenie jednego z ogrodów.

Zamknięte o każdej porze dnia i nocy parki potrafią być łaskawe dla cierpliwych przechodniów - zwłaszcza, gdy codziennie przemierza się przecinające je podjazdy. Pewnej grudniowej nocy, jadąc rowerem obok jednego z “końskich wybiegów” zostałem zrzucony z siodełka zapachem podobnym do jaśminu. Gdzieś tam w ciemności wyraźnie zakwitał jeszcze zbłąkany krzew. Albo już zakwitał, co z resztą tutaj w normie. Ptaki na przykład, nie rozróżniając już dnia o nocy, zaczynają śpiewać o pierwszej nad ranem. Kolejną śródziemnomorską niespodzianką było ostatnio, pod koniec stycznia, jedno z parkowych drzew, które wciąż decydowało się, czy stracić na wiosnę żółte, wyraźnie jesienne liście. Nad owalnymi ogrodami unosi się też często zapach pieczonych, karaibskich słodkości. Zawiewa je tutaj wiatr z ceglanych posesji, przykucniętych pomiędzy wiktoriańskimi kamienicami. Od lat 60-tych zaczęła się w nich osiedlać czarna społeczność, bez której Notting Hill nie byłoby dziś sobą. Powoli z resztą niektóre z dumnych, białych dam przejmowane są przez lokalne spółdzielnie, które przydzielają lokale w kamienicach każdemu, kto cierpliwie swoje wyczeka. Dzięki czemu i zamknięte miejsca zielone nabierają większych, multikulturowych rumieńców.
Ogrody Notting Hill kryją też tajemnice, których nigdy w pełni nie wyjawią. Są to szepty i słowa tych, którzy przechadzali się tuż obok. Czy to w burzliwych latach sześćdziesiątych, kiedy Mick Jagger i Anita Pallenberg, bez udawania i zabezpieczeń nagrywali “momenty” do kultowego filmu Performance. Czy to pod koniec lat 70-tych, kiedy pod wiaduktem nieodległej autostrady swoje sound-systemy ustawiali czarnoskórzy mistrzowie dubu. Czy wreszcie na początku lat 80-tych, kiedy na małej scenie przylegającego do ogrodów, pokościelnego klubu Tabernacle, swoją industrialną mszę odprawiał zespół Psychic TV.
Wkrótce, choć nie za tydzień, w następnym felietonie krajoznawczym - “W bebechach Notting Hill” - snuć będę nieco inną opowieść...
• • •
Mariusz Pisarski - (urodzony w 1973 r.) redaktor naczelny serwisu Techsty - Literatura i Nowe Media. Kurator, tłumacz i producent literatury hipertekstowej.
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
