Pokolenie wyżu depresyjnego (Premiera 27 listopada)

Michał Tabaczyński / Książka

Depresyjne przebudzenia, poranny szczyt depresji, depresyjna droga do pracy, sama praca – jeszcze bardziej depresyjna. Depresyjne samochody i depresyjne korki, w których te samochody beznadziejnie tkwią. Depresyjna literatura i muzyka depresji w tle. Depresyjne kolacje i przedsenne miłosne uniesienia naznaczone…

Oni migają tymi kolorami w sposób profesjonalny. Narodziny gamedevu z ducha demosceny w Polsce

Piotr Marecki, Tomasz Tdc Cieślewicz / Książka

Obecnie, gry komputerowe produkowane w Polsce stanowią jedną z najbardziej na świecie rozpoznawalnych marek. Jak jednak wyglądały początki rodzimego gamedevu? Czy wszyscy twórcy gier się do nich dziś przyznają? Jaki był wpływ demosceny na gry? I co autorzy gier z…

Czernucha (premiera 27 listopada)

Antonina Kardaś / Książka

Ciekawe, co on sobie myślał wtedy? Ja tam nie wiem, ale teraz jak widzę tego gnoja, to mu się śmieje prosto w twarz, a on udaje, że mnie nie widzi, a jego żonka, to tak na mnie patrzy spod byka…

Nauka i praca

Aleksandra Waliszewska / Książka

Album Aleksandry Waliszewskiej. Aleksandra Waliszewska - lubi wydawać albumy.   Dear Customer! If you want to order the book and have it shipped abroad, please contact us at dystrybucja@ha.art.pl

Dropie

Natalka Suszczyńska / Książka /

W Polsce, w której wysokie czynsze, niskopłatna posada w bankomacie, gadające ptaki, uchodźcy z krajów Beneluksu oraz psy upijające się w tawernach są na porządku dziennym, dziewczyna o refleksyjnej naturze mierzy się z wejściem w dorosłość.

Gigusie

Gigusie / Książka

Jakub Michalczenia ma znakomity zmysł obserwacji, co dla prozaika realisty jest ogromnie istotne. Świat, który opisuje, jest prawdziwy i wiarygodny, czytelnik nie ma wątpliwości, że to wszystko prawda, że tacy ludzie istnieją i takie jest ich życie.Kazimierz Orłoś  To nie…

Model i metafora. Komunikacja wizualna w humanistyce

Model i metafora / Książka

Wykresy, schematy i diagramy nie są wyłącznie ilustracjami. Jak dowodzi Model i metafora, można je dziś uznać za niezbędne narzędzia ułatwiające tworzenie współczesnej humanistyki. Wykorzystując jednocześnie teksty i obrazy, książka w zwięzły sposób przedstawia szereg zagadnień istotnych dla każdego historyka, socjologa czy badacza literatury.…

Dziwka

Dziwka / Książka

Weronika pada ofiarą zbrodni ze szczególnym okrucieństwem. Jej przyjaciółka Mery wraca do znienawidzonego rodzinnego miasta, by znaleźć mordercę. Jednak gdy słowo "ofiara" przeplata się z "dziwka" łatwo zgubić  właściwy trop. *** Śmierć Weroniki jest przedwczesna, tragiczna i wielce zagadkowa. Prywatne…

Turysta polski w ZSRR

Turysta polski w ZSRR / Książka

Jeśli pół życia się zmyśliło, a resztę przegapiło, to można zawrócić do ostatniego wyraźnego obrazu w pamięci i od niego zacząć jeszcze raz. Nawet jeśli tym obrazem jest Związek Radziecki. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego trafiłem na przewodnik po ZSRR,…

Psy ras drobnych

Psy ras drobnych / Książka

Bohaterka: pacjentka (lat 28) depresyjna, bezczynna, zalegająca w łóżku, wycofana z relacji towarzyskich, przyjęta do szpitala psychiatrycznego z powodu pogarszania się stanu psychicznego i nadużywania leków. Cechuje ją postępująca apatia, spadek energii z zaleganiem w łóżku, utrata zainteresowań, gorsze skupienie…

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2013 JoomlaWorks Ltd.

Magdalena Nawisielska - Na pohybel krytykom, czyli jak nie 'czytać' książki Dominiki Ożarowskiej "Nie uderzy żaden piorun"

Redakcja

Książka Ożarowskiej nie jest perwersyjna ani w potocznym rozumieniu tego słowa, ani tym bardziej Żiżkowego pojęcia. Nie serwuje nam gorących homo/biseksualno-kopulacyjno-alkoholowo-psychodeliczno-narkotycznych scen z życia współczesnej młodzieży kontestującej absurdalny wymiar rzeczywistości, w której się urodzili.

Żadnego outsidera, dewianta, burzyciela predestynowanego do zawładnięcia alternatywną krytyczną masą w niej nie uraczysz. Żadnego prowokacyjnego podmiotu rimbaud-idalnego, którym można by się zachwycać, którego ekscesy można by, na czas czytania, uznać za swoje, a o których można by marzyć w długie, samotne wieczory gładząc czule erogenne miejsca na ciele i wyobraźni. Żadnej spektakularnej, jędrnej akcji, żadnej niespodziewanej reakcji. Nic, nuda, nihilizm, nijakość, nanibyzm...

Kuka, Główna bohaterka „Nie uderzy żaden piorun” na pewno nie jest wymarzonym konstruktem literackim pop-kulturowo przetrawionego czytelnika.

Zdaniem Jarosława Czechowicza „nie ma w prozie Ożarowskiej niczego, co kazałoby spojrzeć na tę książkę przez pryzmat pewnych doświadczeń. Nie ma w niej niczego młodego, ożywczego, nie ma treści ani przesłania”1 . Można zapytać, z perspektywy jakich doświadczeń powinno się spojrzeć na książkę, aby zgodzić się z „niezależną” opinią twierdzącą, że w Dominice Ożarowskiej nie ma ani talentu, ani potencjału, a samą książkę uznać za „niepotrzebną nikomu”2? Z perspektywy doświadczeń krytyka, w którego, można przypuszczać, piorun przyjebał zbyt wiele razy, w efekcie czego jego „układ współ-czulny” nieświadomie się uodpornił na wszelkie subtelne napięcia wrażliwej materii podmiotu piszącego?

Cenna wskazówka Pana Niezależnego Krytyka3, „spojrzeć przez pryzmat pewnych doświadczeń”, obnaża fantazje grupy czytelników na temat pożądanej formy i treści współczesnych tekstów. Pan Niezależny Krytyk chciałby mianowicie, czegoś 'młodego', 'ożywczego', jakiejś 'treści' albo 'przesłania'. Treść powieść ma – w końcu jest o czymś. To, że Ożarowska pisze o 'niczym', nie znaczy, że książka nie jest o czymś. Jest o fenomenie konkretnej nicości. Ergo: posiada treść. Traktuje o nieobecności konkretnych fenomenów takich jak: odwaga, namiętność, bunt, aktywność, ferment emocjonalny, twórcza wspólnota, których braku doświadczają i rówieśnicy Kuki i sama Kuka. Różnica między nimi wydaje się polegać na tym, że Kuka – wnikliwy, introwertyczny, wycofany obserwator – ma tego bolesnego faktu świadomość, a jej rówieśnicy najwyraźniej nie. Można postawić pytanie, co świadomą Kukę od działania powstrzymuje i spróbować zinterpretować tekst analizując napięcia między nią a grupą, nią a społeczeństwem konsumpcji, nią a neoliberalną 'jednowymiarową' podmiotowością.

Na to, że najwyraźniej PNK ma problemy ze zrozumieniem czytanych treści, albo na chybił trafił powyrywał z książki te fragmenty, w których kątem oka wychwycił słowa „nuda”, „nihilizm”, a następnie podopisywał do nich kontekst, niech dowodem będzie fragment recenzji: „Główna bohaterka książki, Kuka, tak widzi swoją rolę w życiu – „Nihilizm to miganie się.(...) (skrót mój)”. A teraz oryginał:

„Kamili przypomniały się te znaczące uśmieszki – wystudiowane, przećwiczone, perfekcyjne, z marginesem błędu równym milimetr – pobłażające, flegmatyczne, apatyczne grymasiki. (...)Te znaczące uśmieszki: Patrzcie jaka ona jeszcze młoda. Jaka dziecinna, maleńka. Coś sobie myśli. Coś sobie uważa. Gdzie się chowała? Posłuchajcie, używa wielokrotnie złożonych zdań. Intelektualistka! Lesba jakaś pewnie. Patrzcie na tę dziewczynkę: co ona może wiedzieć o prawdziwym życiu? W jakim jest stadium rozwoju, skoro coś w ogóle uważa? My wiemy lepiej. My jesteśmy nihilistami. Nihilizm w modzie. (...)Nihilizm to drogi alkohol, to zabawy do rana, to wymiotowanie na chodniku. Nihilizm to miganie się. (...)”

Przytaczam tak obszerny fragment na wypadek, gdyby się czytelnikowi NIE CHCIAŁO dobrnąć do odległej 374 i 375 strony, aby zweryfikować ewidentną niekompetencje Pana Niezależnego Krytyka. Czyli, gwoli ścisłości, wbrew konstatacji PNK, to nie siebie Kuka widzi w roli nihilistki, Kuka drwi z tej postawy. Czym innym jest fakt, że drwi w milczeniu. Nad przyczynami tego milczącego nieangażowania trzeba by się zastanowić. Rozpoznać przypadek bohaterki, pochylić się nad jej znużeniem. Tak po chrześcijańsku choćby.

Inne zdanie: „Kuka nie odmawia życiu głównie z tego powodu, że się boi”, PNK zinterpretował następująco: „Dziewczyna żyje w sposób bardzo zachowawczy”. W tym miejscu należy chyba PNK pogratulować nie-lotności inteligencji. Zdanie Ożarowskiej można sparafrazować tak: Kuka nie powiesiła się (tu można wstawić dowolną inna czynność prowadząca do odebrania sobie życia), z tego powodu, że się boi. Jak by nie patrzeć, perspektywa rychłego zgonu jakoś nas wszystkich zmusza do zachowawczych zachowań i ostatecznie przeraża. Może PNK ma inaczej, albo po prostu lubi myśleć o sobie, że ma inaczej oddając się 'pogłębionej', 'rzetelnej' i 'ożywczej' dla kultury analizie wytworów współczesnej literatury?

Co do samego braku 'przesłania' książki, trzeba przyznać, że istotnie brakuje tu nie tylko stron ociekających krwią i spermą, ale i wylizanych, wyliniałych sentencji typu 'Tylko w Bogu nadzieja' albo 'Świat w swej krasie jest piękny, a piękno nas ochroni przed złem', które można by powiesić sobie, na przykład, na ścianie, albo zapisać na małej karteczce i wysupływać ukradkiem z zapchanej kieszeni, zawsze wtedy, kiedy zrobi się naprawdę źle i smutno na duszy, w tłumie, w galerii handlowej; wysupływać po to, aby napawać się ich uniwersalną prawdą, w obliczu której świat staje się jakby jaśniejszy i przejrzystszy. Zgoda, nie ma tu takich sentencji – pocieszeń, mizdrzących się z powodzeniem do bezkształtnych umysłów. Jakimś wytłumaczeniem są kontestacyjne aspiracje autorki. Albo światopogląd, którym myśli, ale któremu jest specyficznie niewierna z powodu, podejrzewam, pewnego świadomościowego nadmiaru wiedzy wynikającego z nadpobudliwej recepcji zmysłowej otoczenia.

Osobiście PNK polecałabym, w ramach terapii takie zdanie z Ożarowskiej:

„Człowiek próbuje jakoś oryginalnie wyrazić siebie, ale jedyne co przychodzi mu do głowy, to lody czekoladowe z kiełbasą”. I powtarzać, powtarzać, powtarzać, do czas,u aż szanownego PNK oświeci sens tego prozaicznego, wydawałoby się zdania.

Powody dla, których niewybrednie się znęcam i nad konkretną recenzją książki Ożarowskiej 'pióra' Pana Niezależnego Krytyka i nad samym Panem Niezależnym Krytykiem są trzy:

  1. Jego kategoryczne stwierdzenie, że w Dominice Ożarowskiej nie ma ani talentu, ani potencjału (nawet gdyby się chciało jakoś je złagodzić, uwzględniając rozpoczynające akapit: „Nie przekonuje mnie...”, posmak morderczej megalomanii pozostaje) uważam za przegięcie.
  2. Po pierwsze nikt, nigdy, nigdzie, nikomu nie dał prawa oceniać potencjału kogokolwiek po jednym popełnionym utworze. Pan Niezależny Wykształcony Krytyk powinien wiedzieć, że pierwsze twory literackie bywają pokraczne. Czasem trzeba by się zastanowić, czy wystawienie takiej opinii nie wpłynie negatywnie na samą chęć pisania, zwłaszcza w kontekście bezprecedensowo młodego, świeżego autora.
  3. Po drugie, nie wydaje mi się, żeby PNK miał jakiekolwiek kompetencje do kategorycznej negatywnej oceny czyjegokolwiek talentu, o ile nie posiadł, w nadprzyrodzony chyba sposób, jakiejś prawdy prawdziwszej, lepszej, ładniejszej, niż ta subiektywna, dostępna przeciętnemu człowiekowi. Zdanie 'język ma charakter performatywny' jest kolejnym, które Pan Krytyk powinien powtarzać często, w obliczu swej zalążkowej empatii.

Po trzecie, w mojej subiektywnej opinii książka Dominiki Ożarowskiej to cholernie dobra książka, jak na te naście lat autorki, z momentami mrożącej krew w żyłach samoświadomości. Dlatego tak się pieklę.

PNK jest wygodny w interpretacji wyrwanego z kontekstu cytatu. Wydaje się wręcz, że cytat dobrał, aby zilustrować ad hoc wydaną opinię a o kontekście zapomniał. Nieumiejętność rozumienia czytanego tekstu, poważnie zastanawia nad tym, czy PNK poradziłby sobie na tzw. „nowej maturze”, gdzie tej umiejętności podobno wymaga się szczególnie.

Recenzja PNK pozycjonuje się na 3 miejscu po wpisaniu hasła „Dominika Ożarowska” w przeglądarkę Google, co sugeruje, że jest duża szansa, że ktoś zainteresowany tekstem ową wątpliwej jakości merytorycznej recenzję przeczyta i weźmie sobie do 'serca'.

Wróćmy do cennej wskazówki PNK wskazanej przeze mnie trochę wyżej. PNK w swym pragnieniu 'młodości' i 'ożywczości' nie jest osamotniony. Większość krytycznych recenzji4 w jakiś niepojęty dla mnie sposób orbituje wokół 'nudności', jałowości, nihilizmu i objętości (sic!) powieści Dominiki Ożarowskiej. Jak jeden mąż, deklarację Kuki, sarkastyczną wobec przeczutych przez autorkę oczekiwań ze strony czytelników i recenzentów, a wyeksponowaną na okładce przez wydawcę, bierze się za jakiś manifest pokoleniowy. A jest to li tylko sprzeciw bohaterki wobec nadziei odbiorcy na „pedałów prawdziwie pieprzących się”. (Można spekulować, czy deklaracja ta nie jest rodzajem kontestacji argumentów, którymi posłużył się wydawca odrzucając pierwsza wersje książki. A gdyby te spekulację miały związek z prawdą, pochwalić tegoż, o ile, tym niecnym sposobem, świadomie lub nieświadomie, zmusił autorkę do napisania reszty, wyróżnionych kursywą, autoironicznych, intymnych relacji z wiwisekcji przeprowadzonej na odrzuconym ciele własnej wrażliwości).

Pokuszę się w tym miejscu o stwierdzenie, że gdyby na opasłą cześć klasyki literackiej spojrzeć z perspektywy przyjętej przez nich linii argumentacyjnej, niewiele tekstów, choćby tylko zachodniej literatury, można by uznać za warte uwagi. Należało by myśleć jakoś tak: Sartre'a nie czytać, bo jest mdły aż do porzygania; „Czarodziejską górę” Mann powinien ująć w jednym mięsistym zdaniu: „czas jest względny” (a on, przypomnijmy, tą prostą konstatacje rozwija na prawie 900 stronach, szalony!); Henry Miller, niewarty uwagi za te 'przydługie' fragmenty, w których nie pieprzy akurat kolejnej prostytutki czy Anais Nin, której „Pamiętniki”, zwłaszcza te ocenzurowane, są iście nużące. Nuda do potęgi szóstej! Żadnej akcji poza rozkładaniem na części własnej kobiecości w szatańskim psychoanalitycznym procesie.

Szkoda by też było czytać Tołstoja, Dostojewskiego... Wszystkich ich należy skondensować w jakiejś 'fastfoodowej' formie, dostosowanej do możliwości czasowych i intelektualnych współczesnego czytelnika, do pożarcia na szybko. A następnie nagrać w wersji audiobook, żeby żądny kultury człowiek mógł sobie spokojnie te sprasowane 'wypociny' sączyć stojąc w korkach, po to, żeby następnie mógł się pochwalić w 'towarzystwie' ilością zaliczonych pozycji.

Na pytanie, po co pić zwykłe mleko, skoro można skondensowane, albo po co gotować zupę, skoro można ją spożywać wprost z torebki, w formie zasuszonej, sproszkowanej wydaje się istnieć sensowna odpowiedź: bo inaczej smakuje!

Nie chodzi mi o to, aby Ożarowską porównywać do klasyków literatury, choć, mówiąc nieco przewrotnie, i u niej znaleźć można nużące momenty, ale o sam absurdalny wymiar przeprowadzanej 'krytycznej' argumentacji.

Nie mogę się oprzeć, a tym samym pominąć (choć zarzekałam, że ucinam sarkania na głupotę krytyków) kolejnym intelektualnym dziwadłom wyłażącym ze świata kolektywnej świadomości, która głosami zasymilowanych jednostek powtarza w, zdawałoby się, zaklętym, nieudolnie skonstruowanym hermeneutycznym kole: „nudna książka!”. Chodzi o zdanie autorstwa tajemniczego readeatsleep, który popełnił recenzję podpiętą do prezentacji „Nie uderzy żaden piorun” na stronie Ha!artu:

„Już w wieku lat trzynastu poznali smak Gry w klasy bądź Wilka stepowego, które to książki rychło okazały się zbójeckimi. Nic dziwnego, że na chwilę przed maturą mają egzystencjalne mdłości. Nic już nie pomoże oglądany na posiadówkach Antonioni, na nic filmy Almodóvara puszczane w autobusie wiozącym ich na wycieczkę czy Sylwia Plath w torebce. Dręczy tę złotą młodzież przerażająca nuda i bezsens życia.”5

Interesuje mnie niezmiernie, co to znaczy, że wymienione pozycje 'rychło okazały się zbójeckimi' i jak interpretować stwierdzenie, że w sposób oczywisty, ich lektura przed maturą powoduje mdłości? Mdłości przed matura to raczej efekt stresu niż konsekwencje czytania Hessego. I dlaczegóż lekarstwem na Hessego i Cortazara miałby być Antonioni czy Plath? W sumie lektura „Szklanego klosza” powoduje coś w rodzaju niewielkiej egzystencjalnej traumy. Tym bardziej tajemniczy jest wydźwięk prezentowanej wyżej wypowiedzi. Mdłości leczyć traumą? Czy jak? Jeśli mam być szczera, cała ta nieskładna i bezsensowna wypowiedź plus egzaltowana puenta powodują u mnie, nie tylko egzystencjalne, ale i fizyczne mdłości. I niczego nie wnoszą do rozumienia samej książki. Kolejnym zagadnieniem nad którym, przy odrobinie chęci, można by się pochylić, to różnica między przeżywaniem życia, świadomym wystawianiem się na jego brutalne aspekty a doświadczaniem go za pośrednictwem doświadczeń wykreowanych postaci. Mówiąc inaczej, czy czytanie książek sprawia, że jesteśmy mądrzejsi, czy raczej jedynie zwiększa nam zasób słownictwa i w sposób, moim zdaniem, nieuzasadniony daje przyzwolenie do jałowego 'mędrkowania'? Kiedy się czyta wypowiedzi niektórych oczytanych krytyków, to odpowiedź sama się narzuca. Można by, w tym kontekście, zapytać, czy pokolenie III RP nie realizuje snów postmodernistów? I czy sen ten nie okazał się, w czasie jego trwania, koszmarem?

Albo taki wytwór tegoż samego recenzenta: „Książka Ożarowskiej jest, niestety, o niczym, a jej bohaterowie posługują się równie pogłębioną argumentacją, co narratorka w powyższym fragmencie.” Krytyk ma na myśli, już wspominany wyżej, 'kontrowersyjny' fragment, w którym Ożarowska deklaruje 'nanibyzm'. Problem w tym, że we fragmencie, który przywołuje krytyk, autorka nawet nie próbuje czegokolwiek wyargumentować. Więc zasadniczo nie ma gdzie szukać głębi. Nie na tym zresztą polega problem, że pokolenie III RP, nad którego znudzeniem roni łzy recenzent, nie umie argumentować. Umie. Nie umie nic w praktyce z tymi argumentami zrobić, mówiąc łopatologicznie. W żaden praktyczny sposób nie próbuje tych argumentów forsować w sferze społecznej czy politycznej. Bezwład i jałowość egzystencjalna rówieśników Ożarowskiej polega na tym, że z ich rozmów nic nie wynika, nie maja mocy sprawczej. Parają się wyłącznie gadaniną. Nie są politycznie zaangażowani. I nie można ich sprowokować nawet do 'głupich', godzących w poczucie dorosłości, zabaw. Są niepodatni na prowokacje, zachowawczy, zastraszeni, przemieleni przez represyjną maszynkę polskiego systemu społeczno-politycznego zbudowanego na neoliberalnej ideologii i katolickich przyzwyczajeniach.

Aż chce się zarzygać ten internetowy śmietnik pełen megalomańskich wytworów nieprzygotowanych, niewrażliwych krytykantów, niezdolnych najwyraźniej samodzielnie przemyśleć i przetrawić zasłyszanej czy przeczytanej obiegowej opinii.

Patrycja Pustkowiak w recenzji dla „Dziennika” odwołuje się do skądinąd słusznego przekonania, że aby książka była poczytna musi się wykazać czymś więcej niż programowym 'niepodkręcaniem' narracji w opisie życia w stosunku 1:1. Co znaczy mniej więcej tyle, że masy nie znajdą satysfakcji w lekturze powieści Ożarowskiej, co zapewne nie ucieszy wydawcy, ale, biorąc pod uwagę fakt, że „Nie uderzy żaden piorun” można zaliczyć, paradoksalnie (z powodu tej 'nudy' na 415 stronach), raczej do literatury krytycznej (postać Kuki), jeśli nie politycznej (treść tekstu jest ewidentnie raną na ciele dominującej ideologii) niż afirmującej (za pomocą i formy, i treści) zastany życiowy porządek, a więc niepopularnej z założenia, brak masowej satysfakcji jakoś nie zaskakuje i w żaden sposób nie przesądza o wartości samej książki.

Trudno nie wspomnieć o pomysłach iście kosmicznych, jak ten z„ Przekroju”, gdzie Ożarowską predestynuje się do miana emoikony.

Nad opiniami opartymi na opiniach, krzywicy uśmiechu zresentymentowanej starszyzny, która zamiast najpierw przeczytać a później się wypowiedzieć, która w oparciu o jakąś tajemniczą - przyswojoną zapewne w akcie anamnezy - wiedzę stwierdza, że 19 - latka nie ma im nic do powiedzenia, nie ma się co rozwodzić. To po prostu twory oporne, ludzie-ściany, w których trzeba by walić jakimś rodzajem intelektualnego młota, a i tak szanse na to, że zmarnuje się niepotrzebnie energię są ogromne.

Zresztą sama autorka jest ciężkim przypadkiem zakleszczonego w sobie nadwrażliwca, który podczas spotkań z czytelnikami i w wywiadach, zamiast bronić, eksplikować, forsować itd. swoje intencje, racje i uczucia dystansuje się i alienuje od popełnionego tworu. Aż chciałoby się powiedzieć: przestań się ze sobą cackać Dominika! Szkoda talentu! Na wystudiowaną postawę zblazowania zaprezentowaną podczas spotkania w Nowej Hucie sama się nabrałam. Bo nie przeczytałam książki.

„Można powiedzieć, że człowiek szczęśliwy nie fantazjuje nigdy, że fantazjuje tylko ktoś niezaspokojony. Nie zaspokojone pragnienia są siłami popędu działającymi na fantazję, a każda fantazja jest spełnieniem pragnienia, korektą nie dającej zadowolenia rzeczywistości” – napisał w 1908 roku Zygmunt Freud w artykule „Pisarz i fantazjowanie”. Idąc torem myślenia Freuda można wnioskować, że oczekiwanie od tekstu Ożarowskiej 'młodości' i 'ożywczości '; majaczenia o braku piorunującego wydarzenia, które się nie stało a stać się powinno, są symptomami nieobecności pożądanych doznań w życiu samych odbiorców. Jeśli przedstawienie życia w skali 1:1 ich nuży znaczy to, że i w nich żaden 'piorun' nie uderza. Bo gdyby Ożarowska opisała życie inne niż takie, w którym, podświadomie, w afektywnym rozdrażnieniu, rozpoznają swoją nudną i jałową egzystencję, potraktowali by tekst z takim zainteresowaniem, z jakim traktuje się wszystko, co nowe i nieznane. Jeśli zaś spogląda się na perypetie bohaterów z nostalgicznej perspektywy „pewnych doświadczeń” – ożywczego buntu czy sprawczego emocjonalnego fermentu – bezrefleksyjnie, w afekcie odrzuca się krytyczny wydźwięk narracji Kuki i gwałci tym samym własną inteligencję. Wszystkie histeryczne, obarczone znaczącymi błędami argumentacyjnymi recenzje implikują przypuszczenie, że powstały w modusie fantazjującego oczekiwania osiągnięcia zaspokojenia za pomocą literatury. Żadna książka aspirująca do kontestacji zastanego porządku nie zaspokoi osoby, która zastany porządek afirmuje. Ma potencjał subwersywny dla podmiotu, ale podmiot musi się wysilić choćby na tyle, żeby ten potencjał dostrzec.

Inną kwestią jest, czyje fantazje projektują na książkę Ożarowskiej rozczarowani odbiorcy. Oczekiwane od literatów, że będą wyłącznie rozładowywać napięcia tych niezdolnych do samodzielnej refleksji, beznamiętnych, pozbawionych wyobraźni i empatii, obrazochłonnych marionetek konsumpcjonizmu, jest mam nadzieję płonne. Wypieranie realnego życia z literatury jest tożsame z gwałceniem jej krytycznego ducha. Bezrefleksyjne wypieranie Realnego i zastępowanie go prywatnymi czy narodowymi mitami/fantazjami, my Polacy mamy opanowane do perfekcji.

 

1 http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/03/nie-uderzy-zaden-piorun-dominika.html

2 Tamże.

3 Pod pseudonimem Pan Niezależny Krytyk, skróty PKN, kryje się niezmiennie Jarosław Czechowicz, który mianem 'niezależnego krytyka' określił się sam.

4 Przykłady: http://niedoczytania.pl/?p=7615, http://readeatslip.wordpress.com/2010/03/06/%E2%80%9Etaka-nuda-ze-az-boli-d-ozarowska-%E2%80%9Enie-uderzy-zaden-piorun%E2%80%9D/

5 http://readeatslip.wordpress.com/2010/03/06/%E2%80%9Etaka-nuda-ze-az-boli-d-ozarowska-%E2%80%9Enie-uderzy-zaden-piorun%E2%80%9D/

• • •

Więcej o książce Nie uderzy żaden piorun Dominiki Ożarowskiej w katalogu wydawniczym Korporacji Ha!art

Nie uderzy żaden piorun w naszej księgarni internetowej

Online za darmo

ha-art-55-3-2016
Numer specjalny: DANK MEMES

Ha!art 55 3/2016

Numer specjalny: DANK MEMES W środeczku: Ahus, Mateusz Anczykowski, Cichy Nabiau, Cipasek, Czarno-biały Pag, Ewa Kaleta, Princ polo, Top Mem, Przemysław...Więcej...
literatura-polska-po-1989-roku-w-swietle-teorii-pierre-a-bourdieu
Nadrzędnym celem projektu był naukowy opis dwudziestu pięciu lat rozwoju pola literackiego w Polsce (1989–2014) i zachowań jego głównych aktorów (pisarzy...Więcej...
bletka-z-balustrady
Bletka z balustrady to ciąg zdarzeń komponujący cyfrowy wiersz. Algorytm opiera się na ramie syntaktycznej utworu Noga Tadeusza Peipera, z którego zostały...Więcej...
rekopis-znaleziony-w-saragossie-adaptacja-sieciowa
Dzięki umieszczeniu arcymistrzowskiej prozy hrabiego Potockiego w cyfrowym otoczeniu, czytelnik otrzymuje gwarancję świeżej i pełnej przygód lektury....Więcej...

Czasopismo

ha-art-59-3-2017

Ha!art 59 3/2017

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia Autorki i autorzy numeru: Sandy Baldwin, Charles Olson, Piotr Marecki, Araki Yasusada, Shiv Kotecha, Lawrence Giffin, Kenneth...
Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information