Gabriel Krawczyk

Östlunda porównałbym do psychologa, który udaje artystę lub, z drugiej strony, do dowcipnisia z kamienną twarzą i wzrostem równym ilorazowi inteligencji. Gdyby Tom Ford miał poczucie humoru Roya Anderssona, nakręciłby The Square. Gdyby Michael Haneke był w stanie okazać odrobinę czułości i stanął na cyrkowej scenie, stałby się Östlundem. Ponieważ wspomniane nazwiska nie przekonają bywalców festiwalowego kina, spróbuję z jeszcze innej strony. Wzorem samego Östlunda przeprowadzę eksperyment. Pogdybam. Załóżmy, że Szwed przenosi się do Hollywood i postanawia nakręcić tam swoje kino. Remake a'la Östlund.

Wiktoria Bieliaszyn

Na jawną walkę z aparatem policyjnym, posiadającym władzę, by określić, gdzie znajduje się granica między poczytalnością a szaleństwem i stosującym wciąż m.in. psychiatrię represyjną, zdecydowali się nieliczni. Ich sylwetki możemy zobaczyć na obrazie Ariadny Arendt Plac Czerwony i akcjoniści, który miał swoją premierę w sierpniu tego roku. Większość z nich tworzy swoje „dzieła” posługując się własnym ciałem jako płótnem, a za pędzle mając obowiązujące mechanizmy władzy. Kontakt z ciałem nie jest zresztą w sztuce politycznej przypadkowy, uchodzi ono bowiem za naturalną granicę między władzą narzuconą przez państwo a wolnością jednostki.

Dawid Juraszek

Lotter unikał rozgłosu; pytany o swoje dokonania wolał wysuwać na pierwszy plan działalność ludzi i organizacji, z którymi współpracował. Ale bez jego energii i znajomości rzeczy trudno byłoby tak skutecznie – z jednej strony – rozmontować siatki przemytnicze i gangi kłusownicze, z drugiej – zapewnić pomoc i szkolenia dla lokalnych społeczności, z trzeciej – spowolnić ekobójstwo, z czwartej – dać nam wszystkim jeszcze trochę czasu, by zdążyć odwrócić te zabójcze i samobójcze trendy, które pchają nas ku przyszłości, w której wegetujemy jako karykaturalni samotnicy na groteskowym cmentarzysku.

Gabriel Krawczyk

Nieudomowiony drapieżnik biega po stambulskich dachówkach. W tureckim dokumencie sam jest sobie panem. Solidaryzuje tamtejszych mieszkańców, od niechcenia wyzwalając w nich pokłady dobroci. Turecki kot ma wiele twarzy, a każda z nich przyciąga do siebie człowieka. Kot jest miauczącym głosicielem krnąbrności, mizantropem z uciechą korzystającym z pomocy ludzi, akrobatą i znawcą wielkomiejskiej architektury; Oliverem Twistem stambulskich osiedli, praktykiem królewskiej elegancji. Seans filmu Ceydy Torun uświadamia różnice kulturowe, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę.

Anna Fiałkowska

Łatwo się pośmiać z młodych i (obowiązkowo, bo te dwie cechy ZAWSZE idą w parze) głupich ludzi, ich trybu rozmowy i zasobu słów. Łatwo, bo nastolatki boją się samych siebie, i dlatego też ukrywają się za maskami. „Niech każdy będzie każdym, niech wszyscy będą tacy sami” – to ich niepisana dewiza. Trudno się wyłamać ze snapowego trendu i slangu, ale to nie instagramy i snapchaty definiują nastolatków – jest dokładnie na odwrót.

Aldona Kopkiewicz

Lewicowy internet śmiał się ostatnio długo i z wielką satysfakcją, gdy norwescy nacjonaliści wzięli autobusowe fotele za muzułmanki w burkach. Po raz kolejny okazało się, że mamy do czynienia jedynie z głupcami, którzy nie odróżniają już nawet kobiety od fotela, i zaraz pewnie byle cień wyda się któremuś brodą dżihadysty. Ale kiedy to już się wreszcie stanie, pogoń za nicością zyska właściwe oblicze. Wtedy dopiero będzie tym, czym naprawdę jest – pogonią za cieniem. Ściganiem się z własnym odpowiednikiem, odbiciem z drugiej strony lustra, bratem bliźniakiem w walce o „nasze” przeciwko „nim”.

Konrad Janczura

Wszystko ma prawo żyć i zdychać po swojemu, ale czasem trzeba uciszyć wujka przy świątecznym stole, zwłaszcza kiedy prowadzi niekończący się monolog na temat, o którym nie ma zielonego pojęcia. Tak właśnie odebrałem tekst Zofii Król Co słychać?, w którym założycielka Dwutygodnika próbuje wziąć pod swoje skrzydła fejsbukowe posty. (...) To już naprawdę żaden wstyd mieć profil na fejsie, a tym bardziej korzystać z niego w sposób kreatywny. I nie jest tak, że życie wszystkich pisarzy to walka o własną Czarodziejską górę. Dla wielu, Pani Zofio, jest wręcz odwrotnie. Chodzi o to, by z tej góry zjechać – i to jak najszybciej.

Dominika Dymińska

Poród, ciąża i macierzyństwo to tematy, o których wydaje nam się, że wiemy wszystko, choć tak naprawdę wiemy niewiele. Profilaktyka, ochrona zdrowia i znajomość procedur medycznych – te dziedziny wiedzy wciąż nie są dostatecznie upowszechnione, a dominującą rolę w myśleniu o nich odgrywa tzw. chłopski rozum i znachorskie teorie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ludzie wylądowali co prawda na księżycu, ale nadal większość z nich sądzi, że dwukrotne zakaszlenie sygnalizuje grypę spowodowaną zjedzeniem loda w chłodniejszy dzień.

Paweł Kaczmarski

Wszystkie trzy tytuły – Refuge, We Eat Blood i Arcadia składają się na pewien luźny manifest storytellingowej ergonomii. Pears sięga po formę aplikacji dopiero wtedy, gdy poprzednia forma zostaje wyczerpana; gamebooki Tidbeck i Smitha/Horrocks biorą z języka gier niewiele – ale dokładnie tyle, ile potrzebują. W pewnym sensie wszystkie trzy tytuły są świadectwem efektywności (formalnego) umiaru: nie minimalizmu czy ignorancji, ale świadomego, maksymalnego wykorzystania tego, co dla opowieści przydatne – choć niekoniecznie spektakularne.

Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information