W jednym bloku (II)

Aldona Kopkiewicz

 

Parę miesięcy temu napisałam „W jednym bloku” - zwierzenie o sąsiedzie, który śpiewa. Przypomnę tylko, że mam nad sobą sąsiada, który śpiewa codziennie rano i wieczorem, czasem śpiewa też na przykład pół dnia. Mieszkam w bloku, typowym bloku z głębokiego PRLu, słyszę więc jakby stał i śpiewał u mnie w pokoju, słyszę wszystko. Mój sąsiad siada do keyboarda i sam sobie przygrywa, aspiruje do profesjonalizmu, ma zresztą ze śpiewania dyplom, co raz ogłosił dumnie, gdy spotkawszy go na klatce, powiedziałam mu, że śpiewa strasznie. Śpiewa ckliwie, na popowym półwyciu, cienkim, discopolowym głosem, lecz i wzrusza tym nieco, ostatecznie bowiem dzień w dzień śpiewa piosenki o miłości. Bałam się iść zwrócić mu uwagę; raz, że bałam się wybuchnąć, dwa, że bałam się zranić to przecież dobre, skoro śpiewające czułe kicz, serce. Miłość do kiczu to miłość do naiwności i niewinności, nieprawdaż? Chyba niestety tylko ta świadoma, ironiczna. A zresztą, i zły człowiek może się wzruszać tym, co czyste i proste. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

Aby wyładować frustrację poszłam wtedy jedynie do pani dozorczyni, która wyjaśniła, że mężczyzna ten mieszka tu od zawsze, i zawsze, wszędzie śpiewa, także na ulicy; że mieszka z matką, od pewnego czasu z żoną, która także ma trochę nie po kolei, że oni oboje tacy. Robiła przy tym minę ciepłej zafrasowanej cioci przekonującej złośliwą pięciolatkę, by nie ciągnęła kotka za ogon, bo go boli. W przypływie akceptacji świata, przypadku i odmienności bliźnich ucieszyłam się, że ostatecznie nie poszłam z awanturą. Postanowiłam ukoić serce, wybaczyć – niech śpiewa, skoro bez śpiewania żyć nie może. Teraz, kiedy odsłoniła mi się jego twarz, mogłam powściągnąć złość. Zaraz przeniosłam też tę refleksję na życie społeczne w nowych mediach; uznałam, że łatwość napadania na siebie w internecie, zwłaszcza łatwość głoszenia brutalnych, rasistowskich przekonań – działo się to niedługo po antysemickim wzmożeniu sprokurowanym przez działania PiSu – wynika z dystansu, z nieobecności rzeczywistego kontaktu, a taki kontakt zastępuje choćby wieloznaczna obraz pojedynczego człowieka, nieoczywista opowieść o nim. Być może literatura lepiej ujawnia twarz niż obecność rzeczywistego ciała; wiemy przecież, że konkretny człowiek nie jest w stanie przeciwstawić się stereotypowi – szybciej już padnie ofiarą przemocy, pogromu. 

 

 

Wtedy w każdym razie zdołałam powstrzymać się od działania; pozostał tylko mały wyrzut sumienia wobec odgłosów dochodzących z dołu: głośnych imprezek, obleśnych męskich rechotów, odstręczających kobiecych pisków, których nie byłam w stanie jednoznacznie umieścić ani po stronie rozkoszy, ani po stronie bólu. Uznałam jednak, że dopóki odgłosy znęcania się nie będą pewne, nie będę się tym przejmować. Nieprzejmowanie się sąsiadem nie jest proste: za każdym razem, gdy na dole zaczynali się bawić, ja mimowolnie przełączałam się na półnasłuch, czy aby ktoś nie dostaje pięścią w oko. Rozpraszająca męka, ale ćwiczyłam cierpliwość, trwałam w postanowieniu otwartości na przypadkowość świata i odmienność ludzi; nikt nie powiedział, że inny jest przyjemny, no i nie można zamykać się w swojej bańce. 

Tymczasem w mojej łazience pękła inna bańka i poszło po sąsiadach z dołu. Trzeba się było wybrać, ale pode mną nikt nie otwierał. Najpierw tłumaczyłam to wakacjami, w końcu musiałam zaś przyznać, że na dole po prostu nikt nie mieszka. I rzeczywiście, dół ucichł. Odgłosy imprezy dobiegały natomiast z góry, coraz wyraźniejsze, zwłaszcza w ciepłe wrześniowe wieczory, gdy mój śpiewający sąsiad akurat nie śpiewał, lecz zabawiał w inny sposób, przy otwartym oknie. Jakże genialna jest percepcja, gdy z taką oczywistością oddziela dobro od zła, serce i chuć, czułość i agresję, poezję i bluzgi, górę i dół. Więc i mnie się to zdarzyło – nie spodziewałam się, naprawdę, a przecież spodziewam się po bliźnich także ciemnej strony. W końcu każde zwierzę w pewnych sytuacjach pokazuje kieł i pazury (a tych, co tego nie robią, mam za najbardziej chore zwierzęta – jeśli nie zakłamane to piekielnie nudne).

Zaczęłam nasłuchiwać dalej: mój śpiewający sąsiad lubi oglądać sport, drze się wtedy przeraźliwie, a wraz z nim przeskalowane piski radości wydaje jego małżonka. To ich chwile szczęścia, niezmącone najwyraźniej jego wybuchami agresji, gdy tylko coś mu się nie podoba. Jej głosu nie słyszę prawie nigdy, jego tyrady potrafią trwać i z godzinę. Choć najbardziej przerażające są krótkie histeryczne porykiwania. Nigdy nie przekraczają jednak granicy oczywistego bicia. Czy mam do niej iść i wyjaśnić, że ma za męża agresywnego buca? Zadzwonić na policję, bo pan się głośno zachowuje? Zwrócić mu uwagę, by i na mnie się wyżył?

Nic się z nim zrobić nie da; ale nie o to też chodzi. Kim jest ten człowiek, który dzień rozpoczyna rzewnym pianiem o miłości, by zaraz potem napastliwie ujadać na żonę? Z sentymentalnym wczuciem przy melodii i przerażającym wrzaskiem przy golu? Pewnie można by tu uruchomić jakąś frankfurcką krytykę pt. zły gust i przemoc, pop i faszyzm. Można by tradycyjnie ogłosić, że taki człowiek, trochę anioł, reszta diabeł – nic co ludzkie. Ale szczerze mówiąc: sama nie wiem. Wiara w reguły i wyciąganie wniosków przychodzą mi z coraz większą trudnością. Tzn. mogę to robić, wedle życzenia, lecz mam wrażenie, że z wiekiem teorie załamują się pod naporem nadmiaru doświadczeń, żadna dialektyka już tego nie zepnie. Mam sąsiada, który śpiewa i który rzuca kurwami. Niby nic niezwykłego. Obie czynności wykonuje nieustannie i z wielkim przejęciem. Zaangażowany, uczuciowy, bez hamulców. Może to jego jedyny sekret: może, więc robi. Kto mu zabroni. Jest, jaki jest, w pełni swoich uczuć. Ale uczuciowy nie znaczy jeszcze – współczujący. Tak jakby to dopiero rozum uczył nas wrażliwości. W każdym razie – drżyjcie sąsiedzi. Ta syrena będzie śpiewać co wieczór. 

 

• • •

Czytaj także:

• • •

Aldona Kopkiewicz – urodzona w 1984 roku w Szczecinie. Autorka poematu sierpień (Lokator 2015), filozoficzno-fantastycznych bajek i esejów (publikowanych głównie w „Dwutygodniku”, „Ha!arcie”, „Ricie Baum”, „Twórczości”). Bywa też dramaturgiem. W 2016 sierpień został wyróżniony Wrocławską Nagrodą Poetycką Silesius za debiut roku.

 

Cykl tekstów pod patronatem Krakowa Miasta Literatury UNESCO

 

Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information